Mecze, które odbyły się na Fratton Park i Molineux Stadium to dwa zgoła odmienne widowiska. Pierwsze trzymało w napięciu, kibice mogli podziwiać kilka niezłych strzałów i świetne interwencje bramkarzy, w drugim nie było już tak ciekawie…
Oba zespoły grające na Fratton Park, Portsmouth i West Ham, rozkręciły się na dobre po kilkunastu minutach. Bohaterem pierwszej połowy niewątpliwie należy uznać bramkarza gospodarzy Asmira Begovicia, który pokazał światową klasę, broniąc strzały Jacka Collisona i Franka Nouble’a. Niezbyt udanie radziła sobie za to formacja ofensywna Portsmouth. Swoją jedyną dobrą szansę w pierwszej części zmarnował Piquionne po dośrodkowaniu Hreidarssona z lewej strony boiska.
Drugą połowę o wiele lepiej rozpoczęli goście. West Ham za sprawą Mathew Upsona wyszedł na prowadzenie w 52. minucie. Wielka w tym zasługa również Diamantiego, który dokładnie dośrodkował do swojego kolegi z drużyny. Portsmouth było bliskie kolejnej ligowej porażki, ale pod koniec spotkania szkoleniowiec „The Pompeys”, Avram Grant, wykazał się niezwykłym kunsztem trenerskim, wpuszczając na boisko Danny’ego Webbera. Piłkarz trzy minuty po wejściu zdobył gola i dał gospodarzom remis. Wynik do końca już się nie zmienił, ale Webber miał jeszcze jedną doskonałą okazję pod koniec. Mimo że jej nie wykorzystał fani Portsmouth powinni być mu wdzięczni za tę jedną ważną bramkę dającą punkt ostatniej drużynie ligi.
Ciężko odnotować cokolwiek ciekawego z pierwszej połowy spotkania Wolves i Liverpoolu. „Wilki” skupiły się raczej na tym, aby nie stracić bramki, a „The Reds” nie potrafili przełamać obrony gospodarzy. Wysoki pressing od początku meczu w szeregach obu zespołów sprawił, że kibice oglądali wiele odbiorów i grę głównie w środkowej części boiska. Pierwszy celny strzał miał miejsce dopiero w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, co obrazuje jak ona wyglądała. Pierwszą i raczej jedyną groźną akcję przeprowadzili gospodarze, ale niewiele z niej wynikło, do szatni zawodnicy zeszli przy bezbramkowym remisie.
Jeśli ktokolwiek spodziewał się po zespole Rafy Beniteza w drugiej połowie totalnie się rozczarował. Liverpool przez całe spotkanie nie stworzył sobie ani jednej klarownej sytuacji pod bramką Hanhemanna! Jeśli ktoś atakował to tylko Wolverhampton. Gospodarze byli w tym spotkaniu lepsi i powinni wygrać ten mecz. Niestety Liverpool z taką grą nie zajdzie daleko…










