W teoretycznie najmniej atrakcyjnym meczu tej kolejki pomiędzy Odrą Wodzisław a Jagiellonią Białystok oglądać mogliśmy aż cztery bramki. Bohaterem przyjezdnych uznany zostać może Tomasz Frankowski.
Mecz ten był w pewnym sensie jubileuszowy dla przyjezdnych, bowiem było to ich 200 spotkanie rozgrywane na boiskach Ekstraklasy. Wydawać by się mogło, że na taki mecz podopieczni Michała Probierza mogą się sprężyć i wywieźć ze Śląska trzy oczka, jednak nie – od początku spotkania to gospodarze byli górą. Przed meczem obie ekipy plasowały się na samym dole tabeli, Odra z dorobkiem dziewięciu punktów zasłużyła sobie na najniżej położoną pozycję, zaś białostoczanie dotychczas zdobyli trzy punkty więcej. Fakt faktem, jeśli Jagiellończycy nie mieszaliby się w afery korupcyjne, to teraz spokojnie gościliby na ósmej lokacie.
Przez pierwsze dwadzieścia minut spotkania nie odnotowaliśmy ani jednego strzału, ba, nawet nie oglądaliśmy groźnych akcji z którejkolwiek strony. W 24. minucie bardzo dobra okazja Jagiellonii. Po krótko rozegranym rzucie wolnym, Gevorgyan dośrodkował w pole karne, ale Reich zamiast oddać strzał na bramkę Buchalika, postanowił ją zgrać do nogi, w konsekwencji oglądać mogliśmy rzut rożny, który także nie należał do udanych.
Pięć minut później pierwszy groźny strzał na bramkę oddał Kwiek, takie uderzenie z niczego, ale futbolówka była bardzo blisko siatki. Po tym strzale gra się uspokoiła, ale przecież ona ciągle była spokojna…
W 39. minucie w końcu doczekaliśmy się pierwszego trafienia! Po dość przypadkowym zagraniu piłki do Bueno, Brazylijczyk natychmiast oddał strzał z niespełna 18 metrów, lobując przy tym Szamotulskiego.
Do przerwy wynik nie uległ zmianie, ale zaraz po niej… kolejna bramka Bueno! Po dobrym dośrodkowaniu Kwieka piłka trafiła właśnie do napastnika Odry, który dobrze uwolnił się od Cionka, co prawda pierwszy strzał obronił Szamotulski, ale przy dobitce nie miał większych szans.
Mimo że Odra miała dwubramkowe prowadzenie i teoretycznie była blisko zwycięstwa, to piłkarzom puszczały nerwy. W 54. minucie czerwoną kartą ukarany został Pielorz, który sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Jezierskiego.
Chwilę później sędzie po naradzie z asystentami wskazał na jedenasty metr od bramki Buchalika, fatalnie w tej sytuacji zachował się Markowski. Minutę później karnego na bramkę zamienił Tomasz Frankowski.
Na kolejne trafienie czekaliśmy do ostatniej minuty meczu, kiedy to drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę za zagranie piłki ręką w polu karnym obejrzał Jacek Kowalczyk. Przed drugą szansą z jedenastu metrów stanął „Franek”. Oczywiście wszystko poszło zgodnie z oczekiwaniami i chwilę później na tablicy świetlnej widniał wynik 2:2.
Po meczu kilka ciepłych słów usłyszeli sędziowie tego spotkania…










