W pierwszym sobotnim meczu dwie drużyny, które zamykają tabelę T-Mobile Ekstraklasy podzieliły się punktami. Pierwszą bramkę w spotkaniu strzałem głową zdobył Michalski, natomiast jedyną bramkę dla Podbeskidzia zapisał na swoje konto Pawela.
Spotkanie dwóch ostatnich drużyn w lidze nie musiało być wcale najsłabszym meczem tej kolejki. Wszyscy kibice oczekiwali od swoich zespołów zaangażowania oraz walki o każdy centymetr boiska. Porażka GKS-u prawdopodobnie definitywnie przekreśliłaby go w walce o utrzymanie, natomiast Podbeskidzie jest bliższe awansu na miejsce, które zagwarantowałoby podopiecznym Czesława Michniewicza utrzymanie.

Spotkanie rozpoczęło się od gola GKS-u Bełchatów. Kamil Wacławczyk dośrodkowywał piłkę w pole karne dwukrotnie, a do siatki precyzyjnym strzałem głową trafił Seweryn Michalski. Należy pochwalić oba zespoły za pierwsze minuty. Nie można narzekać na nudy, a wręcz przeciwnie, działo się dzisiaj sporo.
W 21. minucie mogła paść bramka wyrównująca. Sokołowski zagrał w stronę Roberta Demjana, ale ten trafił tylko w Zubasa i na stadionie w Bielsku-Białej mieliśmy 1:0. Po pierwszych 45 minutach spotkania musieliśmy pochwalić ekipę gości. Byli pewni siebie i bardzo waleczni. Podbeskidzie jak dotąd nie istniało. Mimo że podopieczni Czesława Michniewicza stworzyli sobie kilka ciekawych akcji, to bełchatowianie dyktowali warunki spotkania.
W 50. minucie groźnie zaatakowało Podbeskidzie. W sytuacji strzeleckiej znalazł się Demjan, ale jego dobry strzał w jeszcze lepszy sposób obronił golkiper gości. Niespełna dwadzieścia minut później gospodarze doprowadzili do wyrównania, a wszystko za sprawą Fabiana Paweli. Chmiel uratował piłkę w boisku i zagrał w kierunku Paweli, a ten nie mógł nie trafić do siatki rywali. Bardzo ładna akcja Podbeskidzia, które w drugiej połowie sprawiało wrażenie, że zrobi wszystko, żeby w Bielsku zostały trzy punkty.
Siedem minut po bramce Paweli powinno być już 2:1 dla gospodarzy, ale z kilku metrów do pustej bramki nie trafił Chmiel. W drugiej połowie GKS był totalnie zagubiony i nie przypomniał zespołu z pierwszej połowy. Mimo licznych prób i sytuacji podbramkowych wynik nie uległ zmianie i dwie drużyny, które zamykają tabelę, podzieliły się punktami.











