Wyśmienity mecz pomiędzy Lechią Gdańsk a Koroną Kielce zakończył się podziałem punktów. Koronie bardzo przydały by się trzy punkty, ale nie kwapili się do ataków, co później mogło zakończyć się porażką.
Pierwsze minuty raczej na korzyść Lechii, choć i przyjezdnym zdarzały się groźne sytuacje. Gdańszczanie chętnie uruchamiali lewą flankę i głównie stamtąd próbowali szczęścia, ale ich ataki najczęściej kończyły się na defensywie rywala.
25 minut po gwizdku rozpoczynającym to spotkanie, sędzia podyktował rzut wolny z niespełna 20 metrów od bramki Cierzniaka. Do piłki podszedł Kaczmarek, który wpakował ją tuż obok słupka i tym strzałem wyprowadził Lechię na zasłużone prowadzenie.
Od tego czasu podopieczni Tomasza Kafarskiego byli nieco spokojniejsi i próbowali ataków pozycyjnych. Piłkarzom Korony Kielce zaczęły bardzo szybko puszczać nerwy, ponieważ prawie każdą akcję rywali kończyli faulem na pograniczu żółtej kartki. W tym aspekcie bardzo aktywny był Kal, który mimo tego, że obejrzał już w meczu żółty kartonik, nie bał się wchodzić pod nogi rywala.
Po pierwszych 45. minutach piłkarze z Gdańska schodzili do szatni prowadząc i to całkiem zasłużenie. To oni dyktowali tempo gry. Bohaterem tych minut uznany został Kaczmarek, który precyzyjnym strzałem pokonał swojego byłego klubowego kolegę.
Po zmianie stron do odrabiania strat ruszyli Kielczanie, którym do pełni szczęścia brakowało tylko dokładnego podania. Ciekawa sytuacja miała miejsce w 50. minucie, kiedy to z kontratakiem ruszyli gospodarze. Po rozprowadzeniu akcji w polu karnym, Kiełb dotknął piłki ręką, jednak sędzia nie zauważył tego zdarzenia i nakazał kontynuować grę.
Od 60. minuty Motyka decyduje się na grę ofensywną. Wpuszcza na boisko, kosztem defensywy, kolejnego napastnika, co minutę później mogło zakończyć się stratą bramki. Po dograniu Nowaka, na pięć metrów przed bramką, do piłki nie doszedł Buzała, którego uprzedził obrońca Korony.
Niespodziewanie w 80. minucie do wyrównania doprowadził Cezary Wilk, który po centrze Kala wpakował futbolówkę do bramki rywali. Od początku spotkania gra toczyła się pod dyktando Lechii, a zamiast kolejnej bramki w ich wykonaniu na tablicy świetlnej widzieliśmy remis.
Mimo tego, że po wyrównującej bramce piłkarze Marka Motyki ożywili swoją grę, to nie udało im się strzelić kolejnej bramki. Po niezłym spotkaniu, przy ulicy Traugutta w Gdańsku, Lechia zremisowała z Koroną Kielce 1:1. Bezsprzecznie trzy punkty należały się gospodarzom.










