Widzew Łódź zremisował na własnym boisku w derbach ziemi łódzkiej z GKS-em Bełchatów 1:1. Bramkę dającą prowadzenie gospodarzom strzelił Grzelczak. Wyrównał w końcówce meczu Dawid Nowak. Trzeba przyznać, że gdyby skuteczniejszy był Sernas, to łodzianie bez większych problemów zdobyliby komplet punktów.
Mecz Widzewa z Bełchatowem zapowiadał się niezwykle ciekawie. Derby ziemi łódzkiej zawodziły jednak kibiców od samego początku. Żadna z drużyn nie potrafiła przejąć inicjatywy, nie mówiąc już o kreowaniu groźnych sytuacji pod bramką rywali. Wszystkie dośrodkowania wykonywane przez piłkarzy jednej czy też drugiej drużyny bez problemów wyłapywali bramkarze. Pierwszy godny odnotowania strzał oddał Grzelczak w 28. minucie meczu. Zawodnik Widzewa dostał piłkę przed polem karnym i próbował zaskoczyć Łukasza Sapelę strzałem z dystansu. Golkiper gości popisał się jednak fenomenalną interwencją, broniąc uderzenie podobne do tego, które w poprzedniej kolejce zaskoczyło reprezentanta Polski, Grzegorza Sandomierskiego.

Wraz z upływającymi minutami piłka coraz częściej była na połowie GKS-u. Swoją przewagę łódzki zespół udokumentował bramką w 35. minucie. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Budka, a futbolówkę głową uderzył Bieniuk. Jej tor lotu zmienił jeszcze leżący przed bramkarzem Grzelczak, zdobywając w ten sposób swoją piątą bramkę w tym sezonie. Gola na 2:0 gospodarze mogli zdobyć już pięć minut później. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Dudu piłka odbiła się od muru. Doszedł do niej Oziębała, który z rogu pola karnego bez zastanowienia uderzył z półobrotu. Sapela mimo że nie spodziewał się takiego rozwiązania akcji, zdołał jednak instynktownie przenieść futbolówkę ponad poprzeczką.
Drugą część gry mocnym akcentem rozpoczął Widzew. Po dośrodkowaniu z prawej strony boiska futbolówkę zgrał głową Sernas, doszedł do niej Grzelczak, ale jego uderzenie zostało zablokowane i wyszło poza linię końcową. Po rzucie rożnym łodzianie stworzyli sobie kolejną sytuację. Tym razem niecelnie uderzał Bieniuk. Gdy wydawało się, że spotkanie wreszcie się rozkręci, tempo nieco siadło i podobnie jak w pierwszej połowie ciekawych sytuacji było jak na lekarstwo.
W 68. minucie pierwszą groźną sytuację przeprowadzili goście z Bełchatowa. Kontratak wyprowadził Cetnarski, który przebiegł z piłką przy nodze około 60 metrów. Młody pomocnik próbował dograć do Nowaka, ale zrobił to niedokładnie. Futbolówka odbiła się jednak od jednego z zawodników Widzewa na tyle korzystnie, że zdołał do niej dojść Nowak, który bez zastanowienia strzelił. Na jego nieszczęście piłka uderzyła w słupek i na tablicy wyników nadal mieliśmy 1:0 dla gospodarzy. Pięć minut później na strzał mniej więcej z 30 metrów zdecydował się Ostrowski. Potężne uderzenie zdołał jednak wybronić nieźle spisujący się w tym meczu Sapela.











