Na Anfield Road miały miejsce drugie już w tym sezonie derby Merseyside. W poprzednich, na Goodison Park, triumfował 2:0 Everton. Tym razem również było emocjonująco, lecz obie ekipy podzieliły się punktami.
Pierwszy kwadrans wyglądał dość ciekawie w wykonaniu obu drużyn, które starały się objąć prowadzenie w jak najwcześniejszym stadium spotkania. Brakowało jednak dokładności, w rezultacie czego zapachniało golem dopiero w 17. minucie. Kapitalną okazję miał Fernando Torres. Zdołał on zwieść obrońcę i oddać strzał, lecz piłka trafiła w słupek. Nie zdołał jej dobić Kuyt, który czaił się pod polem karnym.

Everton nie zdołał odpowiedzieć tak zdecydowaną akcją, a Liverpool udokumentował dominację po niemal pół godzinie gry. Najpierw z najbliższej odległości uderzenie głową oddał Kuyt – obronił Howard. Za chwilę Holender dobił nogą – znów górą był bramkarz. Skapitulował on dopiero, gdy potężnie, zza pola karnego, huknął Raul Meireles. Reprezentant USA nie miał za wiele do powiedzenia przy tym strzale.
Po bramce spotkanie nieco się uspokoiło, można by rzec, wyrównało. Tak zdecydowanych strzałów w pierwszej połowie zgromadzeni na Anfield już nie uświadczyli. Pod koniec strzał na bramkę Evertonu oddał Maxi Rodriguez, lecz Howard nie miał problemów z obroną. Kenny Dalglish mógł być zadowolony, gdy schodził do szatni. W kolejnej odsłonie nastąpił jednak zwrot akcji.
Druga połowa, zwłaszcza jej początek, okazała się wstrząsająca. Już w pierwszej minucie Distin zdobył bramkę po rzucie rożnym. Obrońca nieco ośmieszył defensywę Liverpoolu, gdyż uderzył z całkiem ostrego kąta i między nogi. Na tym się nie skończyło, w 52. minucie było już 2:1. Dobrą piłkę ze skrzydła w pole karne dostał Beckford, a były zawodnik Leeds sprytnym uderzeniem pokonał Reinę.

Liverpool został zatem potraktowany zimnym prysznicem. Za jakiś czas odpowiedział Meireles, lecz nie zdołał on zaskoczyć bramkarza rywala. Stosowna okazja ku wyrównaniu nadarzyła się za to w 68. minucie. Howard sfaulował we własnym polu karnym Maxi Rodrigueza, a sędzia wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Dirk Kuyt, który bez problemów dał remis swojej drużynie.
Everton mógł naprawić błąd na niewiele przed końcem regulaminowego czasu gry, lecz raczej skoncentrował się na zachowaniu jednego punktu. Tak też się stało, wynik meczu już się nie zmienił. „The Toffees” mogą być zadowoleni z występu, zwłaszcza że niełatwo gra się na Anfield. Zaprezentowali oni niezwykłą determinację, gdyż w pewnym momencie wyszli na prowadzenie po przeciętnej pierwszej połowie.











