W pierwszym sobotnim meczu 9. kolejki Ekstraklasy zespół Śląska Wrocław zremisował z Polonią Warszawa 2:2 (1:0).
Mecz z wysokiego c rozpoczął Śląsk. Po błędzie Pietrasiaka piłkę przejął Diaz, wbiegł w pole karne i był sam na sam z Gliwą, jednak golkiper Polonii zdołał odbić jego strzał do boku. Niespełna 60 sekund później Wołczek dośrodkował z prawego skrzydła, a uderzenie głową Kaźmierczaka minimalnie minęło bramkę. Po mocnym początku nastąpił okres spokojniejszej gry.
Optyczną przewagę mieli gospodarze, a goście z Warszawy sprawiali wrażenie lekko uśpionych. Kwadrans po pierwszym gwizdku sędziego Smolarek wypuścił w uliczkę Mierzejewskiego, jednak Kaczmarek wyszedł w porę z bramki i na tyle skrócił kąt, że zawodnik „Czarnych Koszul” nie był w stanie jej umieścić w siatce. Chwilę później reprezentant Polski uderzył z około 30 metrów, lecz futbolówka przeleciała obok słupka.
W kolejnych minutach było mało sytuacji podbramkowych. Gdy wydawało się, że zespoły będą schodziły do szatni przy bezbramkowym remisie, prowadzenie objął Śląsk. W 43. minucie Mila zacentrował z rzutu wolnego, główkował Kaźmierczak, a piłkę niefortunnie do własnej siatki skierował Piątek. W doliczonym czasie gry gospodarze mogli zadać drugi cios rywalom, ale uderzenie Mili po długim rogu obronił Gliwa.

Początek drugiej odsłony gry to w dalszym ciągu mecz walki. Inicjatywę przejęły „Czarne Koszule”, jednak początkowo nic z tej przewagi nie wynikało. Dopiero stały fragment gry z 58. minuty przyniósł efekt w postaci gola wyrównującego. Po dośrodkowaniu Brzyskiego z rzutu rożnego Pietrasiak uderzył głową obok bezradnego Kaczmarka.
W 67. minucie powinno być 2:1 dla podopiecznych Oresta Lenczyka. Sotirović po długim podaniu Mili znalazł się sam przed Gliwą, ale trafił wprost w bramkarza Polonii. Niewykorzystana stuprocentowa sytuacja niemal natychmiast zemściła się na wrocławianach. Wprowadzony w przerwie spotkania Bruno uderzył z 25 metrów, a piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki, dając „Czarnym Koszulom” pierwsze w tym meczu prowadzenie.
Stracona bramka wyraźnie podcięła skrzydła Śląskowi, który dał się zdominować Polonii. Gospodarze walczyli jednak do końca o bramkę wyrównującą i dopięli swego w doliczonym czasie gry. Po centrze Mili z rzutu wolnego Kaźmierczak zdobył bramkę głową z niemal 16. metra.











