W drugim sobotnim spotkaniu 22. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Polonia Warszawa na własnym boisku zremisowała 2:2 ze Śląskiem Wrocław. Obie drużyny miały swoje szanse na zwycięstwo, ale remis jest bardzo sprawiedliwym wynikiem.
Początek starcia był rozgrywany w żółwim tempie. Żadna drużyna nie potrafiła przejąć inicjatywy, a wyprowadzane ataki czy stałe fragmenty gry pozostawiały wiele do życzenia. Dopiero w 11. minucie przebojową akcją lewym skrzydłem popisał się Paweł Wszołek, wpadł w pole karne i z ostrego kąta oddał strzał. Kelemen nie zdołał trącić piłki, która poturlała się obok słupka i wypadła poza linię końcową. Ładna akcją skrzydłowego Polonii.

Pod koniec pierwszego kwadransa gospodarze wyszli na prowadzenie. Po stracie Kaźmierczaka piłka trafiła do Przybeckiego, który z końcowej linii płasko zagrał w pole karne, tam stopę przystawił Kiełb, a futbolówka wpadła do siatki. Obrona Śląska nie spisała się najlepiej. Piłkarze trenera Levy’ego próbowali zagrozić bramce strzeżonej przez Przyrowskiego, ale zdecydowanie brakowało im dokładności. Dobrze natomiast wyglądały ataki skrzydłami „Czarnych Koszul”. Poloniści grali bardzo szeroko i właśnie po akcjach na flankach stwarzali najwięcej niebezpieczeństwa.
W 25. minucie znajdujący się w polu karnym Wszołek otrzymał piłkę po dośrodkowaniu Przebeckiego, ale źle ją sobie przyjął, a ze skuteczną interwencją zdążył Ostrowski. Wrocławianie zupełnie nie przypominali zespołu, który kilka dni temu rozegrał dobry mecz z Wisłą w półfinale Pucharu Polski. Nie było żadnej dynamiki w grze mistrza Polski. Od czego jest jednak Sebastian Mila? W 37. minucie kapitan Śląska dośrodkował z rzutu wolnego z boku boiska, głową uderzał Elsner, ale Przyrowski dał radę odbić futbolówkę. Przy dobitce Kokoszki nie miał natomiast nic do powiedzenia.
90 sekund później było już 2:1 dla gości. W roli główniej ponownie wystąpił kapitan Śląska. Mila otrzymał piłkę od Gikiewicza i strzałem prawą nogą z linii pola karnego przelobował golkipera Polonii. Sytuacja przy Konwiktorskiej zmieniła się o 180 stopni. Goście się obudzili i zaczęli jeszcze śmielej atakować.

W drugiej połowie trener Stokowiec zdecydował się desygnować do gry Gołębiewskiego, a już trzy minuty po wznowieniu starcia poloniści wyrównali. Po dośrodkowaniu z prawej strony głową uderzał Kiełb, piłka odbiła się od poprzeczki i Kelemena, po czym wpadła do bramki. Gospodarze mieli mnóstwo szczęścia. Po błyskawicznym ciosie Polonii do głosu zaczęli dochodzić wrocławianie, którzy zdecydowanie chcieli w tym meczu zwyciężyć.











