Aston Villa zremisowała na własnym boisku z Arsenalem Londyn 0:0. Za to w meczu Chelsea Londyn z beniaminkiem Premiership padł wynik 3:0.
Aston Villa – Arsenal Londyn
Na Villa Park Aston Villa podejmowała Arsenal Londyn. Teoretycznym faworytem tego spotkania byli goście, choć należy pamiętać, że „The Villans” to bardzo niewygodny przeciwnik, zwłaszcza na własnym terenie, gdzie ogrywali już Manchester United oraz Chelsea. Gospodarze zapowiadali, że to samo chcą uczynić z drużyną „Kanonierów”. W zespole Aston Villi z różnych powodów nie mogliśmy zobaczyć: Albrightona, Reo-Cokera, Boumy, Harewooda, Carewa, Salifou i Warnocka. Po kontuzji natomiast wrócił Petrov, który leczył uraz ścięgna Achillesa. Za to Arsene Wenger nie mógł skorzystać z: Djourou, van Persiego, Gibbsa, Eboue, Songa i Meridy.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo spokojnie, z tym że dość nieoczekiwanie to gospodarze kreowali grę i zdobyli optyczną przewagę. Pierwszą groźniejszą sytuacją Arsenalu był dopiero strzał Eduardo z 9. minuty, jednak został zablokowany przez Richarda Dunna. W kolejnych fragmentach meczu podbramkowych sytuacji było jak na lekarstwo, gdyż obie drużyny inteligentnie się broniły.
W 35. minucie na boisku pojawił się weteran Arsenalu, Sol Campbell, zmieniając kontuzjowanego Belga Thomasa Vermaelena.
Londyńczycy swoją najlepszą okazję w całym pojedynku zaprzepaścili w 61. minucie, gdy Czech Tomas Rosicky strzelił w poprzeczkę. Po chwili kontuzji doznał Eduardo, za którego wszedł Bendtner, a minutę później popularni „Kanonierzy” nie wykorzystali kolejnej sytuacji – tym razem nikt nie dał rady skierować piłki do siatki po zamieszaniu spowodowanym rzutem rożnym.
Już w doliczonym czasie gry Arsenal ponownie stworzył sobie dogodną okazję, lecz Andrey Arshavin uderzył niecelnie, czym sprokurował radość tysięcy kibiców na stadionie.
Wynik 0:0 nie zmienił się już do końca spotkania, co trudno uznać za sukces, którejkolwiek z drużyn, bo obie mierzyły jedynie w trzy punkty.
Chelsea Londyn – Birmingham City
Spotkanie Chelsea Londyn z Birmingham City mogło mieć tylko jednego faworyta. Zespół „The Blues” jest w ostatnim czasie w bardzo wysokiej formie i trudno było przypuszczać, że beniaminek z Birmingham stawi wystarczający opór podopiecznym Carlo Ancelottiego. W ostatnim spotkaniu podopieczni włoskiego szkoleniowca wgnietli w murawę ekipę Sunderlandu aż 7:2. Goście również nie byli w złej dyspozycji mając nadzieję podtrzymania serii dwunastu meczów bez porażki w Premier League.
Początek w wykonaniu gości był iście piorunujący. W 5. minucie gry Joe Cole zdecydował się na rajd, który zakończył dośrodkowaniem, po którym piłka spadła wprost na głowę Florenta Maloudy, a ten nie miał najmniejszych problemów z umieszczeniem jej w siatce. Po tej sytuacji Chelsea przejęła kontrolę nad meczem, jednak mimo 70 procent posiadania piłki i stworzenia sobie kilku dogodnych sytuacji ewidentnie szwankowało wykończenie. Ten impas nie trwał jednak wiecznie, a dokładnie zakończył się w 31. minucie, gdy Michael Ballack zgrał do Franka Lamparda. Angielski pomocnik huknął jak z armaty z okolic 25. metra nie dając najmniejszych szans na dobrą interwencję młodemu Joe Hartowi.










