West Ham zmarnował szansę na wyjście ze strefy spadkowej, remisując z Evertonem 1:1. Tym samym „The Toffees” pozostali niepokonani na wyjazdach w lidze od sierpnia.
Mecz rozpoczął się od dobrej gry zawodników z Liverpoolu. Już w 6. minucie dobrą piłkę od Seamusa Colemana dostał Sylvain Distin, ale strzelając, nieznacznie minął słupek bramki Roberta Greena. Po kwadransie gry do głosu doszli gospodarze. Strzał na bramkę oddał Radoslav Kovac. Tony Hibbert po ogromnym zamieszaniu w polu karnym, chcąc ratować swój zespół, niefortunnie wpakował futbolówkę do własnej bramki.
Tuż przed końcem pierwszej połowy gościom udało się doprowadzić do wyrównania. Z lewej strony świetną piłkę w pole karne posłał Tim Cahil, a tam czekający Seamus Coleman odpowiednio dostawił prawą nogę i z trzech metrów pokonał bramkarza gospodarzy. Do szatni piłkarze schodzili z remisowym rezultatem.
W drugiej odsłonie spotkania obydwie drużyny szukały drogi do bramki rywala. Jednak efekty tego były mizerne, a zarówno jeden, jak i drugi zespół nie mógł stworzyć sobie dogodnej okazji do objęcia prowadzenia. Jednakże mimo wszystko lepiej w tej rywalizacji wypadał West Ham, którego piłkarze częściej przebywali pod bramką przeciwnika. W 70. minucie „Młoty” przeprowadziły szybką kontrę. Fred Sears wpadł w pole karne, podał do Carltona Cole’a, ale strzał Anglika minął bramkę Tima Howarda.
Pod koniec spotkania zagotowało się pod bramką Roberta Greena, a inicjatywę na boisku przejęli goście. Najpierw po dośrodkowaniu z rogu Leightona Bainesa piłka spadła na głowę Fellainiego, ale jego mocny strzał świetnie wybronił golkiper londyńczyków. Następnie po zamieszaniu w polu karnym futbolówkę do siatki wpakował Tim Cahil, ale w tej sytuacji sędzia odgwizdał spalonego.
Remis w tym spotkaniu wydaje się dość sprawiedliwym wynikiem. A jeśli piłkarze Avrama Granta w kolejnych meczach będą prezentować tak waleczną postawę, niebawem mogą opuścić strefę spadkową.










