W jedynym niedzielnym spotkaniu czwartej kolejki Premiership Liverpool nie dał rady wywieźć kompletu punktów z St Andrews. Tylko dzięki świetnej postawie Pepe Reiny, Birmingham nie udało się wygrać tego meczu.

Od pierwszych minut swoich szans próbowali piłkarze z Liverpoolu, którzy muszą odrabiać kilkupunktową stratę do czołówki tabeli. Dwie świetne okazje zmarnował Fernando Torres, który nie wykorzystał bardzo dobrych dośrodkowań Glena Johnsona. Jednak z czasem do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy chcieli pokazać swoim kibicom, że nie boją się bardziej utytułowanego rywala. W 23. minucie bliski pokonania Pepe Reiny był Camerone Jereme, jednak hiszpański bramkarz świetnie obronił jego groźny strzał głową. 15 minut później rezerwowy golkiper Hiszpanii znowu uratował swój zespół przed stratą bramki po groźnej główce Craiga Gardnera. Do końca przerwy wynik nie uległ zmianie.
Podopieczni Aleksa McLeisha nie zamierzali zwalniać tempa w drugiej połowie i dalej szukali sposobu, by pokonać dobrze dysponowanego w tym dniu Pepę Reinę. Świetną okazję dla gospodarzy zmarnował Scott Dann, który niecelnie uderzył głową. W odpowiedni Fernando Torres oddał groźny strzał, jednak nie zagroził on bramce strzeżonej przez Bena Fostera. Spotkanie z każdą chwilą zwalniało i żaden z zespołów nie kwapił się do śmielszych ataków. Obie drużyny zadowoliły się podziałem punktów, chociaż „Blues” zasługiwali na trzy punkty, jednak na ich zdobycie nie pozwolił świetnie interweniujący bramkarz „The Reds”.











