W pierwszym meczu Ekstraklasy, który został rozegrany w 2010 roku, Odra Wodzisław zremisowała na własnym boisku z Lechią Gdańsk.

Odra Wodzisław nie przystępowała do tego spotkania w roli faworyta. Po spektakularnych transferach przed drużyną staje wielkie wyzwanie. Kibice pragną, by klub z Wodzisławia zaczął piąć się w górę tabeli, lecz wyzwanie jest bardzo trudne, bowiem po rundzie jesiennej Odra była czerwoną latarnią polskiej Ekstraklasy. Lechia przed tym spotkaniem zajmowała szóstą lokatę w tabeli i wszystko wskazywało na to, że niezgrana Odra poniesie porażkę.
W pierwszej połowie nie mieliśmy okazji, by zachwycić się grą obu ekip. Lechia mogła wyjść na prowadzenie po bardzo ładnej akcji Pawła Buzały, jednak dwukrotnie został on zablokowany przez defensorów Odry, a po dojściu do bezpańskiej piłki minimalnie chybił i futbolówka opuściła plac gry. Bardzo dobrze, w zasadzie najlepiej, w drużynie gospodarzy prezentował się nowy nabytek, bramkarz, Arkadiusz Onyszko, który kilka razy świetnie uratował zespół grający na własnym boisku. W 40. minucie spotkania fantastyczną główką popisał się Wiśniewski, jednak wielkim refleksem zaimponował wcześniej wspomniany Onyszko. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i zawodnicy schodzili do przerwy przy wyniku 0:0.

W drugiej części spotkania gra się wyrównała. Lechia nie miała już takiej przewagi jak wcześniej, a Odra coraz odważniej atakowała. W drugiej połowie na placu boju pojawił się były gracz Zagłębia Lubin, Robert Kolendowicz, który ożywił poczynania ofensywne gospodarzy. Filip Luksik był największym szczęściarzem podczas tego pojedynku, bowiem dwukrotnie fatalnie zagrywał w stronę własnej bramki, jednak goście nie wykorzystali okazji na zdobycie prowadzenia, ponieważ Paweł Buzała w sytuacji sam na sam z Arkadiuszem Onyszko nie oddał zbyt precyzyjnego strzału. Po pięknym podaniu ze strefy defensywnej piłkę otrzymał Daniel Bueno, jedna ewidentnie był faulowany w momencie, gdy znajdował się oko w oko z bramkarzem Lechii, Pawłem Kapsą. Sędzia odgwizdał co prawda faul, jednak obrońcy gości upiekło się, ponieważ ujrzał zaledwie żółty kartonik, choć przepisy nakazują wyrzucać zawodników, którzy nieprzepisowo zatrzymują rywala wychodzącego sam na sam. Paweł Nowak w 75. minucie ujrzał drugą żółtą, w konsekwencji czerwoną kartkę. Przy pierwszej sytuacji arbiter ukarał gracza za oddanie strzału po gwizdku, a drugą sposobnością do napomnienia gracza było ewidentne symulowanie, którego Nowak dopuścił się w okolicach pola karnego. Pomimo iż goście grali w osłabieniu, zdołali wyprowadzać kontrataki, które poważnie mogły zagrozić bramce Odry. Pierwszy szczęścia próbował Ivans Lukjanovs, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku. Dziesięć minut przed końcem spotkania znakomitej sytuacji nie wykorzystał młody zawodnik gdańskiej drużyny, Marcin Pietrowski. W sytuacji sam na sam nie zdołał pokonać znakomicie dysponowanego Arkadiusza Onyszki. Wynik nie uległ zmianie i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem.











