Jedno z najciekawszych spotkań 13. kolejki Barclays Premier League zakończyło się nieoczekiwanym rezultatem. Arsenal na własnym stadionie zaledwie zremisował z ligowym outsiderem Fulham. Derby Londynu obfitowały jednak w emocje. Na miano bohatera meczu bezapelacyjnie zasłużył bramkarz gości Mark Schwarzer.
Ostatnimi czasy na grę oraz rezultaty podopiecznych Arsene Wengera można było patrzeć z przyjemnością. Po ewidentnym falstarcie na początku rozgrywek nie brakowało jednak głosów, że czas tego szkoleniowca przy Emirates Stadium dobiegł końca, że coś się wypaliło w jego koncepcji dotyczącej budowania silnego zespołu (zarzucano mu m.in. nieumiejętne posunięcia na rynku transferowym). Po raz wtóry jednak Francuz udowodnił, że wybitnym trenerem jest. Potrafił on bowiem skonsolidować rozbity zespół, przywrócić go na właściwe tory. Od pewnego momentu postawa „Kanonierów” przypomina grę wspaniałej orkiestry. Rolę dyrygenta po odejściu Cesca Fabregasa przejął Robin van Persie i świetnie wywiązuje się z tego zadania. Jego efektowność idzie w parze z efektywnością (13 goli w 12 ligowych występach, cztery bramki w Lidze Mistrzów). Dzięki temu Arsenal począł stopniowo piąć się w górę tabel Premier League. Drużyna Fulham również przespała początek sezonu, jednakże najwyraźniej Martin Jol nie dorównuje swemu odpowiednikowi umiejętnością odbudowania „team spirit”. Spotkanie to spokojnie można było zapowiedzieć jako pojedynek drużyn, które muszą gonić stawkę…
Od pierwszego gwizdka arbitra na boisku pojawiło się jedynie trzech Anglików – szybkonogi Theo Walcott w barwach „The Gunners” oraz Bobby Zamora i Danny Murphy w barwach Fulham. Nic więc dziwnego, że już w 4. minucie piłkę do siatki skierował… Rosjanin. Andriej Arszawin umieścił futbolówkę w bramce Marka Schwarzera, jednakże arbiter słusznie odgwizdał w tej sytuacji spalonego. Podopieczni Arsene Wengera próbowali, rzecz jasna, narzucić przyjezdnym swój styl gry. Na jedną z kluczowych postaci w tej odsłonie pojedynku próbował kreować się Aaron Ramsey. Brał on udział w większości istotnych akcji gospodarzy. Tak naprawdę jednak poważne zagrożenie stworzył tylko w sytuacji z 7. minuty – jego strzał końcami palców sparował na róg bramkarz gości. Inne zagrania tego zawodnika pozostawiały natomiast wiele do życzenia. Przyjezdni od czasu do czasu również próbowali ukąsić. Na uwagę zasługiwała próba Zamory. Sprytnie ograł on Vermaelena, ale ostatecznie zabrakło mu wyczucia i jego uderzenie poszybowało wysoko nad poprzeczką bramki Wojciecha Szczęsnego.
Wyraźnie dało się zauważyć, że piłkarze z Emirates Stadium niemal przy każdym zagraniu szukali na boisku będącego w fenomenalnej formie van Persiego. Goście przystąpili jednak do spotkania ze świadomością, że Holendrowi nie można pozostawić na murawie zbyt wiele wolnego miejsca i próbowali przeszkadzać napastnikowi, jak tylko się dało. Z tego też powodu as Arsenalu nie pokazał zbyt wiele w pierwszej odsłonie pojedynku. Jedynym „wyskokiem” tego zawodnika był udział w efektownej akcji z 35. minuty meczu, gdzie głową strącił piłkę do Arszawina, ale strzał Rosjanina z półobrotu okazał się niecelny. Emocje przyniosły ostatnie chwile przed gwizdkiem sędziego. Najpierw Wojciech Szczęsny wykazał się czujnością przy strzale Moussy Dembele, wybijając futbolówkę na rzut różny. W odpowiedzi natomiast groźnie główkował Mertesacker po dośrodkowaniu Artety, jednakże uderzenie minęło bramkę golkipera „The Cottagers”.










