Przez 90 minut meczu między Koroną Kielce a mocno przemeblowaną w stosunku do meczów pucharowych Wisłą Kraków, nieliczni widzowie zgromadzeni na Arenie Kielc nie oglądali bramek. Nie zmieniła tego nawet ciekawa końcówka spotkania.

Już w pierwszych minutach zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki osiągnęli goście z Krakowa. Mimo iż przeciwko Koronie o punkty walczył właściwie rezerwowy skład Wisły, a na pewno zupełnie inny od tego, który grał w Lidze Mistrzów, od samego początku było widać, po czyjej stronie leżą piłkarskie umiejętności. Mistrz Polski spokojnie rozprowadzał futbolówkę, jednak jedyną groźną sytuację na początku meczu przyniosła ładna akcja Diaza i Kirma na lewej stronie, zakończona dośrodkowaniem wyłapanym w ładnym stylu przez golkipera kielczan, Wojciecha Małeckiego. Korona grała nieskładnie i niedokładnie, co ułatwiało Wiśle grę, mogło zakończyć się nawet bramką w 10. minucie, kiedy to niepilnowany Garguła ładnie dośrodkował do Kirma, który jednak w trudnej sytuacji uderzył obok słupka. Chwilę później, gospodarze po pierwszej składnej akcji znaleźli się w polu karnym Pareiki, jednak strzał Korzyma został zablokowany. W kolejnej sytuacji pogubili się obrońcy Wisły, piłkę przejął Korzym, po czym odegrał ją do nadbiegającego Kuzery, a ten potężnie przymierzył w okienko bramki Wisły, jednak świetną, instynktowną interwencją popisał się Pareiko. Po rzucie rożny strzelał jeszcze Kiercz, jednak niecelnie.
W kolejnych minutach znowu lekką przewagę mieli gospodarze, rywale zostawiali im zbyt dużo miejsca, dzięki czemu akcje nabierały kształtów. Świetną okazję „Złocisto-krwiści” mieli w 21. minucie meczu, kiedy to po rzucie rożnym bitym przez Sobolewskiego bliski strzelenia bramki samobójczej był Bunoza, a piłkę do bramki próbował jeszcze wypchnąć Stano, masakrując przy okazji Pareikę. Później na boisko nie działo się zbyt wiele, gra toczyła się głównie w środku pola, a jeżeli już piłkarze którejś z drużyn przedarli się pod bramkę, nie stwarzali bezpośredniego zagrożenia. Nieco inaczej było w 33. minucie, kiedy to Korona raz strzelała na bramkę Wisły, zaś kilkanaście sekund później Vuković świetnie wypuścił w uliczkę Lecha, który jednak nie zdołał dojść do piłki przed bramkarzem rywala. Kilka minut później kolejną groźną sytuację wypracowali gospodarze, jednak po świetnym wyprowadzeniu akcji Sobolewski zbyt mocno podawał w pole karne. Przewaga Korony z każdą minutą zdecydowanie rosła, Wiślacy natomiast wyglądali na zagubionych i niemrawych, do czego zresztą zdążyli nas już w lidze przyzwyczaić.












