W drugim spotkaniu 16. kolejki PKO Ekstraklasy zmierzyły się ze sobą w Białymstoku bardzo ciekawe drużyny. Jagiellonia na własnym stadionie odniosła bowiem przed tym spotkaniem komplet zwycięstw, natomiast Piast Gliwice z 15 dotychczasowych spotkań zremisował aż 11. Któraś niezwykła seria musiała więc się zakończyć. Padło na tę ustanowioną przez gospodarzy, piątkowe starcie zakończyło się bowiem kolejnym podziałem punktów.
Piast Gliwice po raz kolejny udowodnił, że wszystko w piłce jest możliwe. Drużyna Aleksandara Vukovicia zremisowała dwunasty z szesnastu meczów ligowych, co już można określić mianem rekordu. Jest to bowiem najwięcej remisów w historii ekstraklasy na tym etapie sezonu. Jest to także już szósty podział punków z rzędu. Jeszcze trzy i Piast wyrówna kolejny rekord. Jak obliczył użytkownik portalu X AbsurDB, w najwyższej lidze rekordzistą pod tym względem jest Gwardia Warszawa, która w 1973 roku zremisowała dziewięć spotkań z rzędu.
Twierdza Białystok (prawie) zdobyta. Piast blisko pierwszej wygranej na tym terenie
Spotkanie to od samego początku nie układało się Jagiellonii. Pierwsze minuty pokazały, że Piast przyjechał do Białegostoku z chęcią zakończenia serii remisów. To goście prowadzili grę, konstruowali ataki i utrzymywali się przy piłce, zmuszając graczy Jagiellonii do biegania. Już w 21. minucie goście mogli wyjść na prowadzenie po strzale Jakuba Holubka, lecz piłka odbiła się od słupka.
Gospodarze tak naprawdę nie zagrozili bramce Karola Szymańskiego. Jedna główka, jeden słaby kontratak i to tak naprawdę wszystko, na co było stać Jagiellonię w pierwszych 45 minutach.
Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem i oprócz wspomnianego słupka emocji było jak na lekarstwo. Szczególnie zawiedzeni mogliśmy być postawą gospodarzy, którzy jak na wicelidera przystało, powinni zaprezentować więcej jakości piłkarskiej. Wyglądali bowiem, jakby remis od początku ich satysfakcjonował.
Czerwona kartka mogła odwrócić losy spotkania
Druga część spotkania oczywiście również nie dostarczyła nam oficjalnie bramek, lecz piłkę w siatce widzieliśmy. Po zmianie stron bowiem obraz meczu nie uległ zmian. To Piast dość nieoczekiwanie dążył do wyjścia na prowadzenie. I prawie się to udało, bo rozgrywający dobre spotkanie Michael Ameyaw strzałem głową umieścił piłkę w siatce. Bramka jednak nie została uznana, ponieważ były zawodnik Widzewa Łódź znajdował się na pozycji spalonej.











