Cracovia Kraków znów gubi punkty. Podobnie jak Zagłębie Lubin. Przed spotkaniem z takiego wyniku nie może być zadowolona żadna ze stron. Po meczu rezultatem zawiedzeni są „Miedziowi”. To był dobry mecz.
Cracovia nie wyciąga wniosków. Po fatalnym początku minionego sezonu teraz wcale nie notuje lepszego. To dopiero jej drugi punkt w piątym spotkaniu. Zagłębie również nie zachwyca. Trzy punkty w czterech spotkaniach nie jest powodem do dumy. Tym bardziej że oczekiwania są o wiele większe.

Pierwsza połowa toczyła się w dość powolnym tempie. Inicjatywa należała do gospodarzy, choć ich przewaga nie była miażdżąca. Na dobrą sprawę „Miedziowi” przeprowadzili tylko pojedynczą składną akcję i… strzelili jedną bramkę. Rzecz miała miejsce w 19. minucie. Indywidualnie lewą stroną przedzierał się Pawłowski, po czym, będąc na wolnej pozycji, zdecydował się na strzał. Kaczmarek wybił piłkę przed siebie, gdzie stał niepilnowany Galkevicius. Litwin instynktownie uderzył. Futbolówka po dwóch rykoszetach wpadła do siatki krakowian. Cracovia odpowiadała jedynie mało groźnymi strzałami z dystansu Suvorova i Bojlevicia.
Po zmianie stron role na boisku się odwróciły. To „Pasy” rozdawały karty, z dużą determinacją dążąc do wyrównania. Cel udałby się już w 55. minucie, gdyby nie fakt, że gola Suvorova nie uznał arbiter. Według sędziego Mołdawianin odpychał swojego rywala. Pomocnikowi Cracovii chyba nie spodobała się ta decyzja, więc… odepchnął po raz drugi, tym razem arbitra. Resztę spotkania oglądał w szatni.
„Pasy” nawet mimo osłabienia konsekwentnie atakowały. Spore ożywienie w ich szeregach wprowadziło wejście van der Biezena. Holender najpierw efektownym strzałem z woleja trafił wprost w Isailovicia. Później serbski golkiper Zagłębia wyciągnął się do granic swoich możliwości, broniąc uderzenie napastnika Cracovii z dystansu. Najbliżej celu van der Biezen był jednak, kiedy strzelał piłkę głową. Minimalnie się pomylił.

Upór i zaangażowanie – to chyba najcelniejsze porównanie gry „Pasów”. Tak celne jak strzał Ntbibazonkizy. Burundyjczyk dzięki swojej szybkości doszedł do prostopadłego podania van der Biezena i bez problemu umieścił piłkę w siatce. W ferworze radości… kopnął narożną chorągiewkę, co nie spotkało się z aprobatą arbitra, który ukarał go żółtym kartonikiem, a w konsekwencji czerwonym.











