Do wielkiego finału mistrzostw Europy pozostało już tylko kilkadziesiąt godzin. Z tej okazji postanowiliśmy zapytać napastnika Warty Poznań, Piotra Reissa, o jego przewidywania odnośnie do rywalizacji Hiszpanów z Włochami. Zapraszamy do lektury!
Zacznijmy może od pytania: czy taki skład pary finałowej jest sprawiedliwy? Czy obie drużyny w przekroju całego turnieju faktycznie zaprezentowały się najlepiej?
Myślę, że Hiszpania jest najsilniejszym zespołem, który wystartował na tych mistrzostwach, natomiast grą mnie wyjątkowo nie urzekła. Gra trochę zachowawczo, bez typowego napastnika. Nie ma przecież w kadrze Soldado, a Torres mecze ogląda głównie z ławki rezerwowych. Przez ten styl o mało nie skończyło się tak, że Hiszpanie odpadliby po rzutach karnych. Jeśli chodzi o Włochów, to nikt na nich nie stawiał. Wiadomo przecież, jakie problemy mieli przed turniejem. Imponują mi jednak swoją grą. Prezentują piłkę wyrafinowaną, zdyscyplinowaną, z koncentracją, wolą walki i zaangażowaniem. Przede wszystkim grają jak nie Włosi, ponieważ prezentują się bardzo ofensywnie, mają wiele sytuacji, strzelają piękne bramki i mają niekwestionowaną gwiazdę tych mistrzostw, czyli Pirlo. Oni jak najbardziej zasłużenie znaleźli się w finale.
Jedyną bramkę na turnieju Hiszpanie stracili w spotkaniu grupowym z Włochami. Czy to może mieć jakieś znaczenie w finale w Kijowie?
Wiadomo, że obie ekipy spotkały się ze sobą w pierwszym spotkaniu fazy grupowej, ale wówczas to było takie badanie sił. Czy to będzie miało znaczenie? Nie sądzę. W meczach o taką stawkę zwykle wygrywa ten, kto pierwszy strzela bramkę. Na pewno oba zespoły będą bardzo skoncentrowane, ale myślę, że ten, kto pierwszy strzeli gola, najprawdopodobniej wygra.
Mnożą się opinie, że Hiszpanie na tym turnieju nie prezentują się już tak imponująco jak na poprzednich wielkich imprezach. W wywiadzie dla iGola Mateusz Borek stwierdził, że nie są już tak głodni sukcesów. Zgadza się Pan z tą opinią?
Trudno powiedzieć. Wiadomo, że hiszpański zespół jest złożony głownie z zawodników Realu Madryt i Barcelony, a obie te drużyny odpadły w półfinałach Ligi Mistrzów. Ja sądziłem wręcz odwrotnie. Myślałem, że Hiszpanie będą na tyle głodni, że będą chcieli sobie odbić ten brak sukcesów wygraną na mistrzostwach Europy. Tu jest jednak zachowawczość trenera del Bosque, który gra bez typowego napastnika, bo przecież Fabregas nim nie jest. To mi zaburza trochę ich styl gry. Mam nadzieję, że jutro Hiszpanie zaprezentują się bardziej ofensywnie.
Czego zatem możemy się spodziewać po jutrzejszym finale? Jaki to będzie mecz?
Myślę, że od początku obie drużyny będą bardzo skoncentrowane i nikt nie będzie chciał popełnić błędu w obronie. Pierwsze minuty spotkania to będzie zachowawcza gra, żadna ekipa nie zaatakuje mocniej, ale prędzej zrobią to Hiszpanie. Włosi nastawią się na grę z kontrataku, mają w końcu dwóch bardzo dobrych napastników i będą liczyli na długie podania do nich. Jestem za tym, żeby to było fajne widowisko dla kibiców. Liczę, że któraś drużyna szybko strzeli bramkę i będziemy świadkami wspaniałego widowiska.









