Borussia Dortmund wreszcie się przełamała. W piątkowym spotkaniu, otwierającym czternastą kolejkę Bundesligi, podopieczni Juergena Kloppa pokonali „Wieśniaków” z Hoffenheim 1:0. Strzelcem jedynego gola był Ilkay Guendogan. Bitwa momentami przypominała „wojnę pozycyjną”, jednak przez dłuższy czas była to regularna bitwa – szkoda tylko, że nie kończyła się wyprowadzaniem ciosów, a jedynie bezradnym machaniem pięścią przed twarzą przeciwnika.
Hoffenheim nie potrzebowało zmian. Po trzynastu kolejkach „Wieśniacy” zajmowali w tabeli siódme miejsce, które z pewnością zadowalało zarząd zespołu. Podopieczni Markusa Gisdola grali efektowną dla oka piłkę, mimo że nie strzelali już tylu bramek co w poprzednim sezonie. W wyjściowej jedenastce doczekaliśmy się jednej niespodzianki. Część dziennikarzy przed meczem uważała, że Steven Zuber wybiegnie na pozycji „dziesiątki”. Szkoleniowiec uznał jednak, że zamiast niego na boisku pojawi się Sebastian Rudy. Obsada pozostałych 10 miejsc nie budzi żadnych wątpliwości. „Hoffe” grało o komplet punktów!
W zgoła innej sytuacji znajdowali się podopieczni Juergena Kloppa. Były trener FSV Mainz 05 dokonał poważnych zmian w kadrze. Na boisku od pierwszej minuty pojawili się Ramos, Guendogan, Hummels i – co zaskoczyło najbardziej – Langerak. Australijczyk był zawsze zmiennikiem doświadczonego Romana Weidenfellera, jednak ze względu na gorszą dyspozycję reprezentanta Niemiec między słupkami stanął 26-latek.
Do tej pory Borussia Dortmund starała się prowadzić grę i nie dopuszczać rywali do ataku pozycyjnego. Czy mecz z Hoffenheim będzie przełomem i zmianą nastawienia „Żółto-czarnych”? BVB oddawało nieco pola swoim przeciwnikom, by w odpowiednich momentach uruchomiać skrzydła, które były zabójcze. To właśnie tamtędy pod pole przedostawali się Aubameyang i Mhitaryan. Niepokój wzbudzali również Piszczek i Schmelzer, którzy co jakiś czas znajdowali się pod polem karnym przeciwników, siejąc niemały zamęt.
Warto również zwrócić uwagę na to, że BVB przestało grać tylko i wyłącznie krótką piłką, a w meczu z „Hoffe” wykonało również mnóstwo długich podań. To również odbiło się na skuteczności tych zagrań. Tylko 46% dotarło do adresata. Warto również pamiętać, że to właśnie dziesięć długich podań doprowadziło do poważniejszego zagrożenia pod bramką Baumanna.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2014/12/1.png
W ciekawy sposób zaprezentowała się również defensywa dortmundczyków. Kwartet Schmelzer – Hummels – Subotić – Piszczek, czyli najbardziej optymalne zestawienie defensywy, zagrał pierwszy raz od… 72 meczów, czyli finału Champions League w Londynie. Obrona zaprezentowała się bardzo dobrze. Rodzą się jednak dwa pytania – jak zagrają przeciwko rywalom o wyższej klasie niż „Dorfverein”, a także jak długo wszyscy unikną jakichkolwiek urazów. Cała czwórka grała bardzo wysoko. Gdy z akcją ruszał zespół Markusa Gisdola, to dłuższe podania zawsze przecinane były przez jednego z dwóch stoperów, którzy szybko wybijali piłkę i natychmiast wracali na swoje miejsce w szeregu. Ważne były również ofensywne podłączenia bocznych zawodników.
Pamiętajmy też o kawale trudnej pracy wykonanej przez Ilkaya Guendogana, jednak o nim więcej powiemy w dalszej części tekstu.
„Hoffe” pozycyjnie
Stosunkowo nietypowa gra Borussii Dortmund zmusiła przeciwników do zmiany nastawienia. Z szybkich kontr musieli skupić się przede wszystkim na pozycyjnym budowaniu ataku, z czym była masa kłopotów. W roli „playmakerów” nie najlepiej radzili sobie zarówno Polański, Schwegler, jak i Rudy. Niemiec z polskim obywatelstwem oddał jeden strzał, a 48% jego podań nie znalazło adresata. Nieco lepiej poszło pozostałym dwóm, których procent udanych podań wyniósł kolejno 61 i 65.
Hoffenheim z gry stworzyło sobie tylko jedną groźną akcję – od razu po wznowieniu gry po 15-minutowej przerwie jeden z „Wieśniaków” przypuścił szturm na bramkę strzeżoną przez Langeraka. W ostatniej chwili faulem powstrzymał go Łukasz Piszczek. „Dorfverein” trudziło się, by strzelić gola i oddało w trakcie meczu sześć strzałów.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2014/12/11.png
Najgroźniejsze było uderzenie z rzutu wolnego. W ostatniej chwili od muru oderwał się Mats Hummels, który głową wybił mocno bitą piłkę. Mitchell Langerak byłby kompletnie bez szans. To jedyne celne uderzenie na bramkę Australijczyka, który zwyczajnie nie miał wiele do roboty.
Zmiany Kloppa jak u Berga
We wczorajszym meczu Juergen Klopp stronił od zmian. Pierwszą z nich wykonał dopiero w 83. minucie, gdy podmęczonego Adriana Ramosa, który nie pokazał się z najlepszej strony, zmienił Kevin Grosskreutz. Pozostałe dwie roszady miały na celu ukradnięcie choć trochę doliczonego czasu. Wprowadzenie na kilkadziesiąt sekund przed końcem Ciro Immobilego i Matthiasa Gintera nie miało już żadnego wpływu na wynik.
Zupełnie inaczej do możliwości wprowadzenia trzech zmienników podszedł Markus Gisdol, który wpuścił trzech ofensywnych zawodników, wprowadzając lekką konsternację w szeregach przeciwnika. Z tria Elyoun – Salihović – Modeste największy zamęt zrobił ten drugi. Sejad powinien mieć również wpływ na wynik końcowy spotkania, ale…
Wpadki arbitra
… ale nie był to najlepszy mecz w wykonaniu pana Feliksa Zwayera. Arbiter główny wraz ze swoimi dwoma bocznymi pomocnikami nie zaliczyli prawidłowo strzelonej bramki Pierre-Emericka Aubameyanga (odgwizdali spalonego). Podczas całego meczu byli również bardzo drobiazgowi, gwiżdżąc nawet najmniejsze przewinienia, które sprawiły, że mecz był niesamowicie „rwany”. W ostatnich minutach sędzia nie zauważył ewidentnego faulu Nevena Suboticia na Bośniaku ze Zvornika. Zamiast pokazania na wapno, 33-latek pokazał zawodnikowi z byłej Jugosławii… żółty kartonik za symulowanie.
„Dziesiątka” z krwi i kości, czyli jak Guendogan skradł show
Ilkay Guendogan był zdecydowanie najjaśniejszą z gwiazd podczas piątkowego show. Niemiec tureckiego pochodzenia znakomicie zastąpił Shinjiego Kagawę na pozycji rozgrywającego. To właśnie jego zadaniem było „tworzenie gry”. 24-latek długimi zagraniami znakomicie otwierał akcje kolegów, doprowadzając do m.in. tej stuprocentowej sytuacji! W taki sam sposób zachował się już w czwartej minucie, gdy podobnym podaniem obsłużył… Gabończyka.
https://vine.co/v/OvYir6IE3QU
Ilkaya było pełno na niemal całym boisku. Reprezentant „Die Mannschaft” jako zawodnik ustawiony ofensywnie zasuwał głównie po połowie przeciwnika, jednak nie zapomniał o tym, jak się broni, wracając i pomagając duetowi Bender – Kehl.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2014/12/12.png
Niemiec wykonał również 41 celnych podań (86% skuteczności), oddał cztery strzały, a także był raz faulowany, dwukrotnie naruszył przepisy. Najważniejsze uderzenie zaliczył w siedemnastej minucie. Wszystko zaczęło się od walki o górną piłkę Łukasza Piszczka. Polak wygrał pojedynek i podał do Pierre-Emericka Aubameyanga. Znakomite dośrodkowanie minęło bramkarza, który źle obliczył tor lotu piłki. Piłkarz Borussii Dortmund wbił piłkę szczupakiem do pustej siatki.
Zmartwychwstanie Borussii?
Borussia w meczu z Hoffenheim zaprezentowała się dobrze, ale nie fantastycznie. Juergen Klopp z pewnością wie, ile ma jeszcze rzeczy do poprawienia. BVB stać wciąż na więcej. Hoffenheim również. „Wieśniakom” z pewnością nie podpasowało nieco bardziej defensywne nastawienie przeciwnika, „Borussen” za to byli bardzo nieskuteczni. Za utrzymanie z pewnością starczy, jednak jeśli „Schwarzgelbe” wciąż myślą o awansie do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie, to droga do tego jeszcze bardzo daleka.
Czy to już było to przełamanie? Fani z pewnością liczą, że tak… Pamiętajmy jednak, że dobre miało nadejść już dawno. Dobrze wiemy, że skończyło się to kolejną kompromitującą porażką. Gorzej z pewnością nie będzie. Hoffenheim z pewnością ma teraz już dużo łatwiejszy terminarz – przed nim mecze z Frankfurtem, Bayerem i Herthą. Potem miesiąc przerwy, dla wielu na refleksje i zastanowienia. Ciekawe, w jakich nastrojach święta spędzą fani BVB i „Hoffe”. I czy już w grudniu będą mogli mówić o zmartwychwstaniu „Żółto-czarnych”? Przecież to nie te święta, a oczekiwanie na lepszą grę do wiosny może być tragiczne w skutkach…
Borussia Dortmund wreszcie się przełamała. W piątkowym spotkaniu, otwierającym czternastą kolejkę Bundesligi, podopieczni Juergena Kloppa pokonali „Wieśniaków” z Hoffenheim 1:0. Strzelcem jedynego gola był Ilkay Guendogan. Bitwa momentami przypominała „wojnę pozycyjną”, jednak przez dłuższy czas była to regularna bitwa – szkoda tylko, że nie kończyła się wyprowadzaniem ciosów, a jedynie bezradnym machaniem pięścią przed twarzą przeciwnika.
Hoffenheim nie potrzebowało zmian. Po trzynastu kolejkach „Wieśniacy” zajmowali w tabeli siódme miejsce, które z pewnością zadowalało zarząd zespołu. Podopieczni Markusa Gisdola grali efektowną dla oka piłkę, mimo że nie strzelali już tylu bramek co w poprzednim sezonie. W wyjściowej jedenastce doczekaliśmy się jednej niespodzianki. Część dziennikarzy przed meczem uważała, że Steven Zuber wybiegnie na pozycji „dziesiątki”. Szkoleniowiec uznał jednak, że zamiast niego na boisku pojawi się Sebastian Rudy. Obsada pozostałych 10 miejsc nie budzi żadnych wątpliwości. „Hoffe” grało o komplet punktów!
W zgoła innej sytuacji znajdowali się podopieczni Juergena Kloppa. Były trener FSV Mainz 05 dokonał poważnych zmian w kadrze. Na boisku od pierwszej minuty pojawili się Ramos, Guendogan, Hummels i – co zaskoczyło najbardziej – Langerak. Australijczyk był zawsze zmiennikiem doświadczonego Romana Weidenfellera, jednak ze względu na gorszą dyspozycję reprezentanta Niemiec między słupkami stanął 26-latek.
Do tej pory Borussia Dortmund starała się prowadzić grę i nie dopuszczać rywali do ataku pozycyjnego. Czy mecz z Hoffenheim będzie przełomem i zmianą nastawienia „Żółto-czarnych”? BVB oddawało nieco pola swoim przeciwnikom, by w odpowiednich momentach uruchomiać skrzydła, które były zabójcze. To właśnie tamtędy pod pole przedostawali się Aubameyang i Mhitaryan. Niepokój wzbudzali również Piszczek i Schmelzer, którzy co jakiś czas znajdowali się pod polem karnym przeciwników, siejąc niemały zamęt.
Warto również zwrócić uwagę na to, że BVB przestało grać tylko i wyłącznie krótką piłką, a w meczu z „Hoffe” wykonało również mnóstwo długich podań. To również odbiło się na skuteczności tych zagrań. Tylko 46% dotarło do adresata. Warto również pamiętać, że to właśnie dziesięć długich podań doprowadziło do poważniejszego zagrożenia pod bramką Baumanna.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2014/12/1.png
W ciekawy sposób zaprezentowała się również defensywa dortmundczyków. Kwartet Schmelzer – Hummels – Subotić – Piszczek, czyli najbardziej optymalne zestawienie defensywy, zagrał pierwszy raz od… 72 meczów, czyli finału Champions League w Londynie. Obrona zaprezentowała się bardzo dobrze. Rodzą się jednak dwa pytania – jak zagrają przeciwko rywalom o wyższej klasie niż „Dorfverein”, a także jak długo wszyscy unikną jakichkolwiek urazów. Cała czwórka grała bardzo wysoko. Gdy z akcją ruszał zespół Markusa Gisdola, to dłuższe podania zawsze przecinane były przez jednego z dwóch stoperów, którzy szybko wybijali piłkę i natychmiast wracali na swoje miejsce w szeregu. Ważne były również ofensywne podłączenia bocznych zawodników.
Pamiętajmy też o kawale trudnej pracy wykonanej przez Ilkaya Guendogana, jednak o nim więcej powiemy w dalszej części tekstu.
„Hoffe” pozycyjnie
Stosunkowo nietypowa gra Borussii Dortmund zmusiła przeciwników do zmiany nastawienia. Z szybkich kontr musieli skupić się przede wszystkim na pozycyjnym budowaniu ataku, z czym była masa kłopotów. W roli „playmakerów” nie najlepiej radzili sobie zarówno Polański, Schwegler, jak i Rudy. Niemiec z polskim obywatelstwem oddał jeden strzał, a 48% jego podań nie znalazło adresata. Nieco lepiej poszło pozostałym dwóm, których procent udanych podań wyniósł kolejno 61 i 65.
Hoffenheim z gry stworzyło sobie tylko jedną groźną akcję – od razu po wznowieniu gry po 15-minutowej przerwie jeden z „Wieśniaków” przypuścił szturm na bramkę strzeżoną przez Langeraka. W ostatniej chwili faulem powstrzymał go Łukasz Piszczek. „Dorfverein” trudziło się, by strzelić gola i oddało w trakcie meczu sześć strzałów.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2014/12/11.png
Najgroźniejsze było uderzenie z rzutu wolnego. W ostatniej chwili od muru oderwał się Mats Hummels, który głową wybił mocno bitą piłkę. Mitchell Langerak byłby kompletnie bez szans. To jedyne celne uderzenie na bramkę Australijczyka, który zwyczajnie nie miał wiele do roboty.
Zmiany Kloppa jak u Berga
We wczorajszym meczu Juergen Klopp stronił od zmian. Pierwszą z nich wykonał dopiero w 83. minucie, gdy podmęczonego Adriana Ramosa, który nie pokazał się z najlepszej strony, zmienił Kevin Grosskreutz. Pozostałe dwie roszady miały na celu ukradnięcie choć trochę doliczonego czasu. Wprowadzenie na kilkadziesiąt sekund przed końcem Ciro Immobilego i Matthiasa Gintera nie miało już żadnego wpływu na wynik.
Zupełnie inaczej do możliwości wprowadzenia trzech zmienników podszedł Markus Gisdol, który wpuścił trzech ofensywnych zawodników, wprowadzając lekką konsternację w szeregach przeciwnika. Z tria Elyoun – Salihović – Modeste największy zamęt zrobił ten drugi. Sejad powinien mieć również wpływ na wynik końcowy spotkania, ale…
Wpadki arbitra
… ale nie był to najlepszy mecz w wykonaniu pana Feliksa Zwayera. Arbiter główny wraz ze swoimi dwoma bocznymi pomocnikami nie zaliczyli prawidłowo strzelonej bramki Pierre-Emericka Aubameyanga (odgwizdali spalonego). Podczas całego meczu byli również bardzo drobiazgowi, gwiżdżąc nawet najmniejsze przewinienia, które sprawiły, że mecz był niesamowicie „rwany”. W ostatnich minutach sędzia nie zauważył ewidentnego faulu Nevena Suboticia na Bośniaku ze Zvornika. Zamiast pokazania na wapno, 33-latek pokazał zawodnikowi z byłej Jugosławii… żółty kartonik za symulowanie.
„Dziesiątka” z krwi i kości, czyli jak Guendogan skradł show
Ilkay Guendogan był zdecydowanie najjaśniejszą z gwiazd podczas piątkowego show. Niemiec tureckiego pochodzenia znakomicie zastąpił Shinjiego Kagawę na pozycji rozgrywającego. To właśnie jego zadaniem było „tworzenie gry”. 24-latek długimi zagraniami znakomicie otwierał akcje kolegów, doprowadzając do m.in. tej stuprocentowej sytuacji! W taki sam sposób zachował się już w czwartej minucie, gdy podobnym podaniem obsłużył… Gabończyka.
https://vine.co/v/OvYir6IE3QU
Ilkaya było pełno na niemal całym boisku. Reprezentant „Die Mannschaft” jako zawodnik ustawiony ofensywnie zasuwał głównie po połowie przeciwnika, jednak nie zapomniał o tym, jak się broni, wracając i pomagając duetowi Bender – Kehl.
http://igol.pl/wp-content/uploads/2014/12/12.png
Niemiec wykonał również 41 celnych podań (86% skuteczności), oddał cztery strzały, a także był raz faulowany, dwukrotnie naruszył przepisy. Najważniejsze uderzenie zaliczył w siedemnastej minucie. Wszystko zaczęło się od walki o górną piłkę Łukasza Piszczka. Polak wygrał pojedynek i podał do Pierre-Emericka Aubameyanga. Znakomite dośrodkowanie minęło bramkarza, który źle obliczył tor lotu piłki. Piłkarz Borussii Dortmund wbił piłkę szczupakiem do pustej siatki.
Zmartwychwstanie Borussii?
Borussia w meczu z Hoffenheim zaprezentowała się dobrze, ale nie fantastycznie. Juergen Klopp z pewnością wie, ile ma jeszcze rzeczy do poprawienia. BVB stać wciąż na więcej. Hoffenheim również. „Wieśniakom” z pewnością nie podpasowało nieco bardziej defensywne nastawienie przeciwnika, „Borussen” za to byli bardzo nieskuteczni. Za utrzymanie z pewnością starczy, jednak jeśli „Schwarzgelbe” wciąż myślą o awansie do Ligi Mistrzów w przyszłym sezonie, to droga do tego jeszcze bardzo daleka.
Czy to już było to przełamanie? Fani z pewnością liczą, że tak… Pamiętajmy jednak, że dobre miało nadejść już dawno. Dobrze wiemy, że skończyło się to kolejną kompromitującą porażką. Gorzej z pewnością nie będzie. Hoffenheim z pewnością ma teraz już dużo łatwiejszy terminarz – przed nim mecze z Frankfurtem, Bayerem i Herthą. Potem miesiąc przerwy, dla wielu na refleksje i zastanowienia. Ciekawe, w jakich nastrojach święta spędzą fani BVB i „Hoffe”. I czy już w grudniu będą mogli mówić o zmartwychwstaniu „Żółto-czarnych”? Przecież to nie te święta, a oczekiwanie na lepszą grę do wiosny może być tragiczne w skutkach…