Real Sociedad San Sebastian pewnie pokonał Athletic Bilbao w derbach Kraju Basków. Antybohaterem meczu był z pewnością stoper gości, Mikel San Jose, który najpierw sprokurował rzut karny, a potem zdobył bramkę samobójczą.
Baskowie lubią futbol. Bardzo lubią oglądać, jak zgraja facetów biega za piłką, okazyjnie brutalnie się faulując. Z pewnością było im smutno przez ostatni kilka lat, prawie 1500 dni, kiedy nie mieli okazji oglądać meczu derbowego pomiędzy dwoma najlepszymi drużynami regionu, Athletikiem z Bilbao i Realem Sociedad z San Sebastian. Chociaż obie drużyny różnią się nieco podejściem do kwestii narodowości piłkarzy, od prawie stu lat w „Los Leones” występował tylko jeden gracz spoza Hiszpanii, francuski Bask – Bixente Lizarazu, to łączy ich waleczność, bezwzględność i oddanie klubowi. Znana anegdotka mówi, że Claudio Bravo, bramkarz Realu Sociedad, był bliski zrezygnowania z wyjazdu na mundial, byle tylko pomóc kolegom w awansie do Primera Division.

Mecz na Estadio Anoeta poprzedziła minuta ciszy poświęcona Xabierowi Lete, baskijskiemu muzykowi i wielkiemu propagatorowi kultury tego regionu.
Gdy już skończyła się smutna część dzisiejszego wieczoru, ledwo zdążył wybrzmieć gwizdek sędziego, a Fernando Amorabieta już pokazał Xabiemu Prieto, kto w tym meczu będzie kopał, a kto będzie kopany. Skrzydłowy z San Sebastian wykonał w powietrzu całkiem estetyczne salto. A była dopiero 9. sekunda. Chwilę potem groźnie uderzał San Jose, ale nie był to strzał, który mógł przestraszyć Claudio Bravo. Nadspodziewanie często w akcje ofensywne włączał się Jon Aurtenetxe, 18-letni obrońca wypracował kilka całkiem niezłych okazji, które zgodnie popsuli Llorente i Gabilondo. Po drugiej stronie również Llorente, tym razem Joseba, niezbyt składnie starał się pokonać niebywale pewną obronę Athletiku dowodzoną przez wspomnianego już Amorabietę.
Gdy wydawało się, że goście w pełni kontrolują spotkanie, San Jose zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym. Sędzia podyktował rzut karny. Prieto strzelił. Sędzia nie uznał, bo Prieto się przed strzałem zatrzymał. W takiej sytuacji sędzia powinien przyznać piłkę Athletikowi. Nie zrobił tego, pozwolił ponownie wykonać stały fragment. Xabi tym razem nawet nie zwolnił i posłał atomowe uderzenie w róg bramki Iraizoza. 1:0 dla San Sebastian. Przyjezdni próbowali szybko odpowiedzieć, ale ich podania były niedokładne, a strzały lekkie i zazwyczaj niecelne. Z rzutu wolnego pięknie uderzył Susaeta, ale odchodząca piłka o kilka centymetrów minęła bramkę Bravo. Nie upłynęła minuta, a doskonałą okazję miał Zurutuza. Ciągle szarpał Xabi Prieto. Z czasem mecz przerodził się w szaloną wymianę ciosów. Najpierw Llorente próbował zaskoczyć Claudio Bravo strzałem głową, potem Gorka Iraizoz zaskoczył sam siebie i wypuścił piłkę z rąk, pozwalając Griezmannowi znaleźć się sam na sam z pustą bramką. To, co zrobił młody Francuz, zaskoczyło wszystkich. Trafił w słupek. Jakby w odpowiedzi, zza pola karnego huknął Markel Susaeta. Potem bramkarz Atlhletiku zrehabilitował się za niedawną niezdarność i pięknym wślizgiem na 30. metrze zapobiegł niemal pewnej stracie gola.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, od groźnego strzału głową Mikela San Jose. Claudio Bravo młody Bask nie pokonał. Pokonał za to Gorkę Iraizoza, nieudolnie przecinając płaskie podanie ze skrzydła zmierzające do Joseby Llorente. Cios zaraz po przerwie nie zwiastował efektownej remontady Athletiku. San Jose, zawalając dwa gole, momentalnie stał się głównym aktorem widowiska. Trochę szkoda, bo w obronie, poza golem samobójczym, był niczym skała. Z upływem czasu coraz wyraźniej było widać, że gospodarzom nic złego w tym meczu się już nie stanie. To oni kontrolowali tempo, wykonując świetną pracę w środku pola. Trener Caparros, wiedząc, że szanse na jakąkolwiek zdobycz punktową wymykają się z rąk, zdjął lewego obrońcę i wstawił za niego znacznie bardziej ofensywnie usposobionego Orbaiza. Na nic się to nie zdało, bo przy piłce ciągle był Real. W 64. minucie idealną okazję zmarnował Joseba Llorente, nie trafiając z kilku metrów głową do niemal pustej bramki. Kolejne akcje obu zespołów były konstruowane przede wszystkim z myślą, by zabezpieczyć tyły. Tylko obaj napastnicy ciągle starali się wywierać presję na rywalu. Takie piłkarskie szachy zakończyły się po upływie 93 minut meczu.
Pierwsze od kilku lat derby Baskonii były ciekawym widowiskiem. Momentami nawet porywającym, pełnym walki i kreatywnych akcji z obu stron. Do momentu straty drugiego gola lekką przewagę miał Athletic, jednak samobójcze trafienie San Jose całkowicie załamało przyjezdnych, których było stać już tylko na obronę przed atakami Realu.