W minionym tygodniu najjaśniej błyszczeli napastnicy z klubów, które prowadzą lokalną wojnę. Mowa o Borussii Dortmund i Schalke Gelsenkirchen, które do zwycięstw poprowadzili odpowiednio Robert Lewandowski oraz Raul Gonzalez. Niestety, piłkarz kolejki mógł być tylko jeden i ze względu na renomę rywala, z jakim przyszło się zmierzyć Raulowi, to właśnie jemu przypadł ten tytuł.
Ostatnio w Niemczech o Raulu jest dosyć głośno. Hiszpanowi po zakończeniu sezonu wygasa kontrakt, a ten wciąż nie chce usiąść od rozmów nad nową umową. Mówi, że chce utrzymać dobrą formę i cieszyć się grą, a formalności załatwić później. Ja mu wierzę! Jeśli piłkarz nosi się z zamiarem opuszczenia drużyny, bawi się w kotka i myszkę z zarządem w sprawie nowego kontraktu, to nigdy nie daje z siebie wszystkiego na boisku, odpuszcza sobie, bo skoro i tak ma odejść, to co się będzie wysilać. Z Raulem jest inaczej, to żywy symbol, legenda Realu Madryt. Zawodnik, który słynie z czysto piłkarskich aspektów, żadnych wybryków, brutalnej gry, czysta klasa i wzór do naśladowania. Hiszpan zawsze, ale to zawsze zostawia na boisku serce. Jedne mecze mu wychodzą, drugie nie, ale nigdy nie można mu zarzucić, że odpuścił sobie dane spotkanie. Raul nawet jakby się pokłócił z całym zarządem Schalke, to i tak dałby z siebie wszystko na boisku. I właśnie dlatego kochają go nie tylko hiszpańscy fani czy teraz kibice z Gelsenkirchen. Raula kochają kibice na całym świecie właśnie za to, jakim jest piłkarzem.
Na zakończenie ligowego roku Schalke czekało nie lada wyzwanie. Do Gelsenkirchen przyjechał Werder Brema z przechodzącym drugą młodość Pizarro na czele. Goście po nieudanym zeszłym sezonie teraz spisują się na miarę oczekiwań i mają ogromny apetyt na Ligę Mistrzów. Analogiczną sytuację mamy w Schalke, więc spotkanie na Veltins Arena zapowiadało się naprawdę interesująco i to nie tylko w skali Niemiec, ale i całej Europy. Bardzo dobrze zawody rozpoczął Werder. Podopieczni Schaafa zdominowali rywala i przez pierwsze 10 minut wypracowali sobie co najmniej dwie dogodne sytuacje do zdobycia bramki. Kto wie, może gdyby je wykorzystali, to mecz potoczyłby się inaczej, a tak Schalke obudziło się z letargu i zaczęło prezentować się, jak na gospodarza przystało. Już po kwadransie pierwszy raz na listę strzelców wpisał się Raul. Hiszpan zachował się jak prawdziwy lis pola karnego i pierwszy dopadł do piłki odbitej od słupka po strzale Huntelaara. Nie minęło pięć minut, a legenda Realu po raz drugi dała się we znaki Werderowi. 34-letni napastnik idealnie wyszedł na pozycję, zgrał piłkę do Huntelaara, ten z powrotem mu ją oddał i piłka w ten oto piękny sposób po raz drugi znalazła się w siatce bramki Wiese. Ale to, co najlepsze, było dopiero przed nami. W 63. minucie Raul kapitalnie wyszedł do dośrodkowania Fuchsa, popisał się efektownym szczupakiem, który zwieńczył klasycznego hat-tricka Hiszpana – taka wisienka na torcie idealnego występu piłkarza.
Co tu dużo mówić? Hat-trick strzelony Werderowi mówi sam za siebie. Raul, mimo że ma już ponad 30 lat na karku, wciąż zachwyca, wciąż imponuje formą i wciąż jest skuteczny. W tym sezonie w 17 spotkaniach Bundesligi strzelił 10 bramek, a jeszcze jedną dorzucił w Lidze Europy. Nie ma się co dziwić, że na wieść o zwlekaniu Hiszpana z podpisaniem nowego kontraktu w kolejce po niego ustawiło się kilka mocnych klubów. Ale Raul nie opuści Schalke, on pokochał Gelsenkirchen i będzie chciał tu jeszcze trochę pograć, prawda?








