Założę się, iż każdy, kto tutaj zagląda (czytaj: miłośnik piłki kopanej), chociaż raz w życiu oddał się pikantnej rozpuście spod znaku totalnego zjadacza wolnego czasu, czyli Football Managera. Pamiętacie to uczucie, kiedy kupowaliście utalentowanego juniora, a on po paru sezonach wyrastał on na Waszą gwiazdkę numer jeden w drużynie? Właśnie takim graczom dzisiaj się przyjrzymy, starając się wskazać, w których zespołach znajdują się przyszłe gwiazdy Premier League. Anglicy takie młode perełki określają nieco pieszczotliwie mianem „starlets”.
Na warsztat bierzemy pierwsze sześć klubów Premier League, które oczywiście ułożyliśmy alfabetycznie. Kogo warto więc obserwować, a przy okazji kupić podczas gry w Football Managera?
Arsenal – Serge Gnabry, Ryo Miyaichi & Benik Afobe. Wiadomo nie od dziś, że Arsenal dzieciakami stoi, a monsieur Wenger bardziej preferuje wyłuskiwanie ultrautalentowanych juniorów z drugiego końca świata aniżeli wykładanie walizek pieniędzy na kopaczy z potwierdzoną już renomą. Arsene ma coś z profesora, pedagoga i w końcu boiskowego ojca, który wychował niejedno już pokolenie świetnych piłkarzy. Jest niemal pewne, iż cała akademia „Kanonierów” zrobi większą lub mniejszą karierę, ale ja akurat skupię się na trzech nazwiskach.

Serge Gnabry przyszedł z VfB Stuttgart w 2011 roku za 100 tysięcy euro i jest ponoć postacią numer jeden, jeśli chodzi o potencjał w swojej grupie wiekowej w Arsenalu (rocznik 1995). Czarnoskóry młodzieżowy reprezentant Niemiec może występować praktycznie na każdej pozycji w ataku. W kadrze grywał jako typowy ofensywny pomocnik, w Arsenalu bywał skrzydłowym i napastnikiem, media kreują go zaś jako potencjalnego nowego Fabregasa. Chłopak ma wyjątkowe papiery na granie, czytaj: szybkość, drybling i przegląd pola. Będą z niego ludzie.
Benik Afobe to natomiast młodzieżowy mistrz Europy w kategorii U-17 z roku 2010, pukający powoli do drzwi pierwszego zespołu „Kanonierów”. Wykazywał się on niesłychaną wręcz skutecznością w zespołach U-18, notując średnią prawie jednego gola na mecz. Po tak spektakularnym preludium chciała go ściągnąć do siebie Barcelona, ale Wenger zareagował szybko, oferując Benikowi pierwszy zawodowy kontrakt, który piłkarz kongijskiego pochodzenia ochoczo podpisał. Ciekawe, jak rozwinie się ten chłopak.
Ostatni z trójki muszkieterów Wengera to import z Kraju Kwitnącej Wiśni. Ryo Miyaichi dołączył do Arsenalu w 2011 roku, w ostatnim dniu okienka transferowego. To piłkarz w typie Ryana Giggsa z lat młodzieńczych, potrafiący okiwać dwóch przeciwników w budce telefonicznej. Japończyk ciągle czeka na ugruntowanie swojej pozycji w ekipie Wengera, na razie ogrywając się na wypożyczeniach. Największą furorę robił podczas wypożyczenia do Feyenoordu, w którym zaczarował całą Eredivisie swoimi nietuzinkowymi umiejętnościami. W zeszłym sezonie podążał sprawdzoną ścieżką Jacka Wilshere’a, tak jak on ogrywając się w barwach klubu z Reebok Stadium, czyli Boltonu. W obecnej kampanii szlifuje umiejętności pod okiem Roberto Martineza w Wigan. Przyszły sezon należy do niego.












