Założę się, iż każdy, kto tutaj zagląda (czytaj: miłośnik piłki kopanej), chociaż raz w życiu oddał się pikantnej rozpuście spod znaku totalnego zjadacza wolnego czasu, czyli Football Managera. Pamiętacie to uczucie, kiedy kupowaliście utalentowanego juniora, a on po paru sezonach wyrastał on na Waszą gwiazdkę numer jeden w drużynie? Właśnie takim graczom dzisiaj się przyjrzymy, starając się wskazać, w których zespołach znajdują się przyszłe gwiazdy Premier League. Anglicy takie młode perełki określają nieco pieszczotliwie mianem „starlets”.
Na warsztat bierzemy pierwsze sześć klubów Premier League, które oczywiście ułożyliśmy alfabetycznie. Kogo warto więc obserwować, a przy okazji kupić podczas gry w Football Managera?
Arsenal – Serge Gnabry, Ryo Miyaichi & Benik Afobe. Wiadomo nie od dziś, że Arsenal dzieciakami stoi, a monsieur Wenger bardziej preferuje wyłuskiwanie ultrautalentowanych juniorów z drugiego końca świata aniżeli wykładanie walizek pieniędzy na kopaczy z potwierdzoną już renomą. Arsene ma coś z profesora, pedagoga i w końcu boiskowego ojca, który wychował niejedno już pokolenie świetnych piłkarzy. Jest niemal pewne, iż cała akademia „Kanonierów” zrobi większą lub mniejszą karierę, ale ja akurat skupię się na trzech nazwiskach.
Benik Afobe (fot. skysports.com)
Serge Gnabry przyszedł z VfB Stuttgart w 2011 roku za 100 tysięcy euro i jest ponoć postacią numer jeden, jeśli chodzi o potencjał w swojej grupie wiekowej w Arsenalu (rocznik 1995). Czarnoskóry młodzieżowy reprezentant Niemiec może występować praktycznie na każdej pozycji w ataku. W kadrze grywał jako typowy ofensywny pomocnik, w Arsenalu bywał skrzydłowym i napastnikiem, media kreują go zaś jako potencjalnego nowego Fabregasa. Chłopak ma wyjątkowe papiery na granie, czytaj: szybkość, drybling i przegląd pola. Będą z niego ludzie.
Benik Afobe to natomiast młodzieżowy mistrz Europy w kategorii U-17 z roku 2010, pukający powoli do drzwi pierwszego zespołu „Kanonierów”. Wykazywał się on niesłychaną wręcz skutecznością w zespołach U-18, notując średnią prawie jednego gola na mecz. Po tak spektakularnym preludium chciała go ściągnąć do siebie Barcelona, ale Wenger zareagował szybko, oferując Benikowi pierwszy zawodowy kontrakt, który piłkarz kongijskiego pochodzenia ochoczo podpisał. Ciekawe, jak rozwinie się ten chłopak.
Ostatni z trójki muszkieterów Wengera to import z Kraju Kwitnącej Wiśni. Ryo Miyaichi dołączył do Arsenalu w 2011 roku, w ostatnim dniu okienka transferowego. To piłkarz w typie Ryana Giggsa z lat młodzieńczych, potrafiący okiwać dwóch przeciwników w budce telefonicznej. Japończyk ciągle czeka na ugruntowanie swojej pozycji w ekipie Wengera, na razie ogrywając się na wypożyczeniach. Największą furorę robił podczas wypożyczenia do Feyenoordu, w którym zaczarował całą Eredivisie swoimi nietuzinkowymi umiejętnościami. W zeszłym sezonie podążał sprawdzoną ścieżką Jacka Wilshere’a, tak jak on ogrywając się w barwach klubu z Reebok Stadium, czyli Boltonu. W obecnej kampanii szlifuje umiejętności pod okiem Roberto Martineza w Wigan. Przyszły sezon należy do niego.
Aston Villa – Christian Benteke już jest gwiazdą, więc tego pana sobie odpuścimy. W cieniu belgijskiego czołgu rozwija się za to nie mniejszy talent, piłkarz rodem z Austrii. O kim mowa? Oczywiście o Andreasie Weimannie, który coraz śmielej poczyna sobie na boiskach Premier League. Do Villi dołączył już w 2007 roku, ale zadebiutował dopiero trzy lata później. W obecnym sezonie Austriak zdobył już sześć goli (cztery w lidze i dwa w Pucharze Ligi), co jedynie potwierdza jego niesamowity potencjał. Jeśli tylko Villa się utrzyma – co będzie trudne, jeśli popatrzymy na dokonania ekipy Lamberta – gwiazdka Weimanna zaświeci jasnym płomieniem w następnej kampanii BPL.
Chelsea – Nathaniel Chalobah & Lucas Piazon. Oczywiście na Stamford Bridge talentów co niemiara, ale skupię się na dwóch młodzianach, których dopiero czeka wielka kariera.
Chalobah urodził się w Sierra Leone, a dokładniej w stolicy tego kraju – Freetown. Jego losy splotły się jednak z nową ojczyzną, czyli Anglią. Nathaniel w bardzo młodym wieku dołączył do akademii Chelsea, a niedługo potem stał się także filarem młodzieżowych reprezentacji swojego nowego kraju. To piłkarz wyjątkowo wszechstronny, mogący grać jako stoper, defensywny bądź środkowy pomocnik. W 2012 roku podpisał swój pierwszy zawodowy kontrakt z klubem cara Romana. Obecnie przebywa na wypożyczeniu w Watfordzie, w którym grywa jako stoper. Chalobah jest także filarem kadry Anglii U-19, z którą występował w zeszłym roku na mistrzostwach Europy. Nowy Terry jak nic.
Martin Kelly (fot. skysports.com)
Lucas Piazon to natomiast klon Kaki i na tym można by zakończyć jego charakterystykę. Piazon wygląda jak jego sławniejszy rodak, tak samo porusza się na murawie, ma podobną technikę. Pierwsze szlify zbierał w barwach Coritiby, ale na szerokie wody światowego futbolu wypłynął w ekipie Sao Paulo. To wtedy media tryumfalnie ogłosiły, że gdzieś tam czai się nowy Kaka i niedługo piłkarska planeta legnie u jego stóp. Oczywiście chłopak miał talent, ale media jak to media – grubo przesadziły. Nie próżnowali za to włodarze klubu ze Stamford Bridge, zapewniając sobie usługi młodego playmakera za – bagatela – 10 milionów funtów. Chelsea ubiegła Juventus i Inter. Brazylijczyk dołączył do „The Blues” po ukończeniu 18 lat i zaczął swoją przygodę z angielską piłką od kopania w rezerwach. Zadebiutował w lidze podczas egzekucji na Aston Villi (8:0). Od momentu wbiegnięcia na murawę Piazon czarował swobodą, techniką i pomysłowością. Co prawda przestrzelił karnego, ale zrekompensował się piękną asystą przy golu Ramiresa. Obecnie przebywa na wypożyczeniu w Maladze.
Everton – Apostolos Vellios. Rosły Grek mozolnie stara się budować swoją pozycję w hierarchii Davida Moyesa, wysyłając mu coraz głośniejsze sygnały, że będzie się liczył w przyszłości w tym towarzystwie. To piłkarz trochę w typie Andy’ego Carrolla, mający nawet tyle samo wzrostu (191 cm). Wieżowiec z Hellady zasilił szeregi klubu z Goodison Park w 2010 roku, przychodząc z Iraklisu. Jego ojciec, Kostas, także był zawodowym piłkarzem tej greckiej ekipy. Vellios jest jak na razie typowym dżokerem w talii Moyesa, walcząc o swoje minuty gry przeważnie z Victorem Anichebe, bo pozycja Nikicy Jelavica jest jak na razie niepodważalna. Apostolos jest członkiem greckiej drużyny U-21 i coraz śmielej wkracza w międzynarodowy futbol. Czekamy zatem na zrobienie tego decydującego kroku, który usytuuje Greka w angielskim panteonie piłki kopanej.
Fulham – Szwajcaria to piękny kraj czekolady, banków i niczym niezmąconego dobrobytu i dostatku. To także kraj stawiający coraz odważniejsze kroki na futbolowej mapie Europy. Podobnie jak Belgia bazuje na dużej liczbie imigrantów grających w jej kadrze. Zawodnicy tacy jak Granit Xhaka czy Xherdan Shaqiri robią coraz więcej zamieszania, objawiając światu swój niepodważalny talent. Do tego grona należy także Pajtim Kasami. Pajtim to Szwajcar pochodzenia albańskiego, urodzony w Macedonii. Rosły pomocnik to książkowy wręcz przykład globalnej wioski i mieszania się kultur. Kasami to wychowanek szwajcarskiego Winterthuru, od 2011 roku reprezentuje barwy Fulham. To typowy ofensywny pomocnik. Wysoki (189 cm), szczupły (70 kg) i wybiegany, z niezłą techniką. Dostaje coraz więcej szans od Martina Jola, a całe Craven Cottage z nadzieją patrzy na błyskawiczne postępy Szwajcara. Mistrz Europy U-17 z 2009 roku.
Liverpool – Raheema Sterlinga zostawimy w spokoju, on zdołał już narobić swoją grą niezłego zamieszania w BPL, a skupimy się na innych piłkarzach, mianowicie na kwintecie: Jon Flanagan, Suso, Jack Robinson, Andre Wisom & Martin Kelly.
Dziwna ta kariera Jona Flanagana. Chłopak zabłysnął w kampanii 2010/2011, nagle pojawiając się w miejsce kontuzjowanych Martina Kelly’ego i Glena Johnsona i wykorzystując tym samym deficyt prawych obrońców w składzie „The Reds”. Zadebiutował 11 kwietnia 2011 roku w meczu przeciwko nie byle komu, ale samemu Manchesterowi City. W następnej kolejce (17 kwietnia) grał przeciwko Arsenalowi, a po starciu z Birmingham (5:0) został nawet wybrany do najlepszej jedenastki kolejki BPL. W następnym sezonie grał mało, zaliczając ledwie parę meczów. Podpisanie długoterminowego kontraktu z „The Reds” zbiegło się z powrotem do gry w rezerwach i mozolnym podnoszeniem umiejętności na treningach pod okiem Brendana Rodgersa.
Ryo Miyachi (fot. Skysports.com)
Jack Robinson z kolei zadebiutował w roku 2010, zostając (wtedy) najmłodszym piłkarzem w historii Liverpoolu. W chwili wbiegnięcia na murawę miał 16 lat i 250 dni. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero 17 kwietnia 2011 roku (patrz wyżej) w meczu przeciwko Arsenalowi, kiedy gołowąs Robinson wyłączył z gry samego Theo Walcotta. Jego postawa została doceniona i wybrano go do jedenastki kolejki. Kampanie 2011/2012 i obecna to występy wyłącznie w Pucharze Ligi. Robinson – podobnie jak Flanagan – cierpliwie czeka na kolejne szanse i liczy, że przyszły sezon będzie należał do niego. On i Flanagan to niewątpliwie utalentowani boczni obrońcy, przyszłość z całą pewnością należy do nich.
Dużo dla odmiany gra za to Suso, kolejne cudowne dziecko hiszpańskiej piłki, cechujący się wątłą budową fizyczną, odwrotnie proporcjonalną do nieograniczonej wręcz fantazji oraz boiskowej techniki. Jesus Joaquin Fernandez, bo tak brzmi pełne nazwisko filigranowego pomocnika, jest wychowankiem klubu z Kadyksu i to właśnie stamtąd dołączył do akademii „The Reds” w lecie 2010 roku. Dwa lata później Suso otrzymał szansę gry w pierwszym składzie Liverpoolu podczas letniego tournee przedsezonowego w USA. Hiszpan nie zmarnował okazji i na dobre zakotwiczył w pierwszym składzie drużyny z Anfield Road. Jesienią zeszłego roku Suso podpisał profesjonalny kontrakt, na dobre wiążąc swoją przyszłość z ekipą Brendana Rodgersa. Hiszpan jest obecnym mistrzem Europy U-19. Suso operuje u irlandzkiego szkoleniowca na lewym skrzydle, ale to raczej naturalny ofensywny pomocnik w typie Davida Silvy i innych iberyjskich klonów „El Cerebro” Iniesty.
Andre Wisdom to piłkarz pod względem fizycznym podobny do Romelu Lukaku. Dopiero 9 maja skończy 20 lat, a wygląda na dekadę więcej. Stoper „The Reds” reprezentuje barwy klubu od 2008 roku, ale jego kariera nabrała rozpędu dopiero w obecnym sezonie, kiedy po jego usługi coraz śmielej sięga wizjoner Brendan Rodgers. U byłego trenera Swansea Wisdom grywa przede wszystkim na prawej obronie, ale to typowy stoper. Swój debiut zaliczył 20 września 2012 roku w spotkaniu w ramach rozgrywek Ligi Europy z Young Boys Berno. Debiut był to wyjątkowy, od razu bowiem okraszony bramką. Andre na dobre zadomowił się w wyjściowym składzie Liverpoolu, w obecnym sezonie w lidze zdążył zagrać już dziesięć razy. Poza tym z takim nazwiskiem nie da się nie zrobić kariery. Słowo „wisdom” oznacza bowiem w języku angielskim „mądrość”.
Na koniec piłkarz najbardziej utalentowany z prezentowanej tu piątki, ale i najbardziej pechowy. Panie i Panowie, oto Martin Kelly. Wychowanek Liverpoolu zadebiutował w pierwszej drużynie 9 grudnia 2008 roku w meczu przeciwko PSV Eindhoven. Uważany jest za nieprawdopodobny talent, ale ilekroć wracał do wysokiej dyspozycji, jego organizm znów nie wytrzymywał i Martin musiał ponownie pauzować. Kelly zmagał się z poważnymi problemami pleców i kręgosłupa, groziło mu nawet zakończenie kariery. Powrócił jednak mocniejszy i o wiele lepszy. W 2012 roku zadebiutował nawet w dorosłej reprezentacji Anglii, co tylko potwierdza jego klasę i pokładane w nim nadzieje. Kelly może grać zarówno na środku obrony, jak i na boku. Na obu pozycjach jest niezwykle efektywny. Gdy z plecami Anglika było już wszystko okej, nagle zerwał więzadła w prawym kolanie i wróci do gry dopiero w tym roku. Kelly do pupilków bogini Fortuny nie należy, ale już nieraz pokazał charakter i liczymy na to, że ponownie wróci, w dodatku silniejszy i co najmniej tak dobry jak na początku obecnego sezonu.
Niedługo dalsza część rankingu przyszłych gwiazdek Premier League.
Czy żeby zainstalować Moddingway Mod do Fify 13
jest potrzebny Revolution Mod? Gracies za odpowiedź.
~
~fiks
fajny teks od dzisiaj bede tez zagladal na bloga to
juz drugi artykol dzisiaj ktory mnie zainteresowal
~
~xxx
Do fm to raczej słabi gracze
~
~lampard
No fajny artykul, tylko przy chelsea dodal bym
jeszcze geala kakute
KM
Kuba Machowina
To tylko aluzja do FMa, takie nawiązanie. Tak na
serio to w FMie często zależy od generatora
losowego. Kiedyś u mnie Piazon miał Potential
Ability 180, innym razem 135. W artykule skupiłem
się na realnych możliwościach graczy, a nie w
grze. FM stanowił jedynie punkt odniesienia.
Dodaj komentarz
Założę się, iż każdy, kto tutaj zagląda (czytaj: miłośnik piłki kopanej), chociaż raz w życiu oddał się pikantnej rozpuście spod znaku totalnego zjadacza wolnego czasu, czyli Football Managera. Pamiętacie to uczucie, kiedy kupowaliście utalentowanego juniora, a on po paru sezonach wyrastał on na Waszą gwiazdkę numer jeden w drużynie? Właśnie takim graczom dzisiaj się przyjrzymy, starając się wskazać, w których zespołach znajdują się przyszłe gwiazdy Premier League. Anglicy takie młode perełki określają nieco pieszczotliwie mianem „starlets”.
Na warsztat bierzemy pierwsze sześć klubów Premier League, które oczywiście ułożyliśmy alfabetycznie. Kogo warto więc obserwować, a przy okazji kupić podczas gry w Football Managera?
Arsenal – Serge Gnabry, Ryo Miyaichi & Benik Afobe. Wiadomo nie od dziś, że Arsenal dzieciakami stoi, a monsieur Wenger bardziej preferuje wyłuskiwanie ultrautalentowanych juniorów z drugiego końca świata aniżeli wykładanie walizek pieniędzy na kopaczy z potwierdzoną już renomą. Arsene ma coś z profesora, pedagoga i w końcu boiskowego ojca, który wychował niejedno już pokolenie świetnych piłkarzy. Jest niemal pewne, iż cała akademia „Kanonierów” zrobi większą lub mniejszą karierę, ale ja akurat skupię się na trzech nazwiskach.
Benik Afobe (fot. skysports.com)
Serge Gnabry przyszedł z VfB Stuttgart w 2011 roku za 100 tysięcy euro i jest ponoć postacią numer jeden, jeśli chodzi o potencjał w swojej grupie wiekowej w Arsenalu (rocznik 1995). Czarnoskóry młodzieżowy reprezentant Niemiec może występować praktycznie na każdej pozycji w ataku. W kadrze grywał jako typowy ofensywny pomocnik, w Arsenalu bywał skrzydłowym i napastnikiem, media kreują go zaś jako potencjalnego nowego Fabregasa. Chłopak ma wyjątkowe papiery na granie, czytaj: szybkość, drybling i przegląd pola. Będą z niego ludzie.
Benik Afobe to natomiast młodzieżowy mistrz Europy w kategorii U-17 z roku 2010, pukający powoli do drzwi pierwszego zespołu „Kanonierów”. Wykazywał się on niesłychaną wręcz skutecznością w zespołach U-18, notując średnią prawie jednego gola na mecz. Po tak spektakularnym preludium chciała go ściągnąć do siebie Barcelona, ale Wenger zareagował szybko, oferując Benikowi pierwszy zawodowy kontrakt, który piłkarz kongijskiego pochodzenia ochoczo podpisał. Ciekawe, jak rozwinie się ten chłopak.
Ostatni z trójki muszkieterów Wengera to import z Kraju Kwitnącej Wiśni. Ryo Miyaichi dołączył do Arsenalu w 2011 roku, w ostatnim dniu okienka transferowego. To piłkarz w typie Ryana Giggsa z lat młodzieńczych, potrafiący okiwać dwóch przeciwników w budce telefonicznej. Japończyk ciągle czeka na ugruntowanie swojej pozycji w ekipie Wengera, na razie ogrywając się na wypożyczeniach. Największą furorę robił podczas wypożyczenia do Feyenoordu, w którym zaczarował całą Eredivisie swoimi nietuzinkowymi umiejętnościami. W zeszłym sezonie podążał sprawdzoną ścieżką Jacka Wilshere’a, tak jak on ogrywając się w barwach klubu z Reebok Stadium, czyli Boltonu. W obecnej kampanii szlifuje umiejętności pod okiem Roberto Martineza w Wigan. Przyszły sezon należy do niego.
Aston Villa – Christian Benteke już jest gwiazdą, więc tego pana sobie odpuścimy. W cieniu belgijskiego czołgu rozwija się za to nie mniejszy talent, piłkarz rodem z Austrii. O kim mowa? Oczywiście o Andreasie Weimannie, który coraz śmielej poczyna sobie na boiskach Premier League. Do Villi dołączył już w 2007 roku, ale zadebiutował dopiero trzy lata później. W obecnym sezonie Austriak zdobył już sześć goli (cztery w lidze i dwa w Pucharze Ligi), co jedynie potwierdza jego niesamowity potencjał. Jeśli tylko Villa się utrzyma – co będzie trudne, jeśli popatrzymy na dokonania ekipy Lamberta – gwiazdka Weimanna zaświeci jasnym płomieniem w następnej kampanii BPL.
Chelsea – Nathaniel Chalobah & Lucas Piazon. Oczywiście na Stamford Bridge talentów co niemiara, ale skupię się na dwóch młodzianach, których dopiero czeka wielka kariera.
Chalobah urodził się w Sierra Leone, a dokładniej w stolicy tego kraju – Freetown. Jego losy splotły się jednak z nową ojczyzną, czyli Anglią. Nathaniel w bardzo młodym wieku dołączył do akademii Chelsea, a niedługo potem stał się także filarem młodzieżowych reprezentacji swojego nowego kraju. To piłkarz wyjątkowo wszechstronny, mogący grać jako stoper, defensywny bądź środkowy pomocnik. W 2012 roku podpisał swój pierwszy zawodowy kontrakt z klubem cara Romana. Obecnie przebywa na wypożyczeniu w Watfordzie, w którym grywa jako stoper. Chalobah jest także filarem kadry Anglii U-19, z którą występował w zeszłym roku na mistrzostwach Europy. Nowy Terry jak nic.
Martin Kelly (fot. skysports.com)
Lucas Piazon to natomiast klon Kaki i na tym można by zakończyć jego charakterystykę. Piazon wygląda jak jego sławniejszy rodak, tak samo porusza się na murawie, ma podobną technikę. Pierwsze szlify zbierał w barwach Coritiby, ale na szerokie wody światowego futbolu wypłynął w ekipie Sao Paulo. To wtedy media tryumfalnie ogłosiły, że gdzieś tam czai się nowy Kaka i niedługo piłkarska planeta legnie u jego stóp. Oczywiście chłopak miał talent, ale media jak to media – grubo przesadziły. Nie próżnowali za to włodarze klubu ze Stamford Bridge, zapewniając sobie usługi młodego playmakera za – bagatela – 10 milionów funtów. Chelsea ubiegła Juventus i Inter. Brazylijczyk dołączył do „The Blues” po ukończeniu 18 lat i zaczął swoją przygodę z angielską piłką od kopania w rezerwach. Zadebiutował w lidze podczas egzekucji na Aston Villi (8:0). Od momentu wbiegnięcia na murawę Piazon czarował swobodą, techniką i pomysłowością. Co prawda przestrzelił karnego, ale zrekompensował się piękną asystą przy golu Ramiresa. Obecnie przebywa na wypożyczeniu w Maladze.
Everton – Apostolos Vellios. Rosły Grek mozolnie stara się budować swoją pozycję w hierarchii Davida Moyesa, wysyłając mu coraz głośniejsze sygnały, że będzie się liczył w przyszłości w tym towarzystwie. To piłkarz trochę w typie Andy’ego Carrolla, mający nawet tyle samo wzrostu (191 cm). Wieżowiec z Hellady zasilił szeregi klubu z Goodison Park w 2010 roku, przychodząc z Iraklisu. Jego ojciec, Kostas, także był zawodowym piłkarzem tej greckiej ekipy. Vellios jest jak na razie typowym dżokerem w talii Moyesa, walcząc o swoje minuty gry przeważnie z Victorem Anichebe, bo pozycja Nikicy Jelavica jest jak na razie niepodważalna. Apostolos jest członkiem greckiej drużyny U-21 i coraz śmielej wkracza w międzynarodowy futbol. Czekamy zatem na zrobienie tego decydującego kroku, który usytuuje Greka w angielskim panteonie piłki kopanej.
Fulham – Szwajcaria to piękny kraj czekolady, banków i niczym niezmąconego dobrobytu i dostatku. To także kraj stawiający coraz odważniejsze kroki na futbolowej mapie Europy. Podobnie jak Belgia bazuje na dużej liczbie imigrantów grających w jej kadrze. Zawodnicy tacy jak Granit Xhaka czy Xherdan Shaqiri robią coraz więcej zamieszania, objawiając światu swój niepodważalny talent. Do tego grona należy także Pajtim Kasami. Pajtim to Szwajcar pochodzenia albańskiego, urodzony w Macedonii. Rosły pomocnik to książkowy wręcz przykład globalnej wioski i mieszania się kultur. Kasami to wychowanek szwajcarskiego Winterthuru, od 2011 roku reprezentuje barwy Fulham. To typowy ofensywny pomocnik. Wysoki (189 cm), szczupły (70 kg) i wybiegany, z niezłą techniką. Dostaje coraz więcej szans od Martina Jola, a całe Craven Cottage z nadzieją patrzy na błyskawiczne postępy Szwajcara. Mistrz Europy U-17 z 2009 roku.
Liverpool – Raheema Sterlinga zostawimy w spokoju, on zdołał już narobić swoją grą niezłego zamieszania w BPL, a skupimy się na innych piłkarzach, mianowicie na kwintecie: Jon Flanagan, Suso, Jack Robinson, Andre Wisom & Martin Kelly.
Dziwna ta kariera Jona Flanagana. Chłopak zabłysnął w kampanii 2010/2011, nagle pojawiając się w miejsce kontuzjowanych Martina Kelly’ego i Glena Johnsona i wykorzystując tym samym deficyt prawych obrońców w składzie „The Reds”. Zadebiutował 11 kwietnia 2011 roku w meczu przeciwko nie byle komu, ale samemu Manchesterowi City. W następnej kolejce (17 kwietnia) grał przeciwko Arsenalowi, a po starciu z Birmingham (5:0) został nawet wybrany do najlepszej jedenastki kolejki BPL. W następnym sezonie grał mało, zaliczając ledwie parę meczów. Podpisanie długoterminowego kontraktu z „The Reds” zbiegło się z powrotem do gry w rezerwach i mozolnym podnoszeniem umiejętności na treningach pod okiem Brendana Rodgersa.
Ryo Miyachi (fot. Skysports.com)
Jack Robinson z kolei zadebiutował w roku 2010, zostając (wtedy) najmłodszym piłkarzem w historii Liverpoolu. W chwili wbiegnięcia na murawę miał 16 lat i 250 dni. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero 17 kwietnia 2011 roku (patrz wyżej) w meczu przeciwko Arsenalowi, kiedy gołowąs Robinson wyłączył z gry samego Theo Walcotta. Jego postawa została doceniona i wybrano go do jedenastki kolejki. Kampanie 2011/2012 i obecna to występy wyłącznie w Pucharze Ligi. Robinson – podobnie jak Flanagan – cierpliwie czeka na kolejne szanse i liczy, że przyszły sezon będzie należał do niego. On i Flanagan to niewątpliwie utalentowani boczni obrońcy, przyszłość z całą pewnością należy do nich.
Dużo dla odmiany gra za to Suso, kolejne cudowne dziecko hiszpańskiej piłki, cechujący się wątłą budową fizyczną, odwrotnie proporcjonalną do nieograniczonej wręcz fantazji oraz boiskowej techniki. Jesus Joaquin Fernandez, bo tak brzmi pełne nazwisko filigranowego pomocnika, jest wychowankiem klubu z Kadyksu i to właśnie stamtąd dołączył do akademii „The Reds” w lecie 2010 roku. Dwa lata później Suso otrzymał szansę gry w pierwszym składzie Liverpoolu podczas letniego tournee przedsezonowego w USA. Hiszpan nie zmarnował okazji i na dobre zakotwiczył w pierwszym składzie drużyny z Anfield Road. Jesienią zeszłego roku Suso podpisał profesjonalny kontrakt, na dobre wiążąc swoją przyszłość z ekipą Brendana Rodgersa. Hiszpan jest obecnym mistrzem Europy U-19. Suso operuje u irlandzkiego szkoleniowca na lewym skrzydle, ale to raczej naturalny ofensywny pomocnik w typie Davida Silvy i innych iberyjskich klonów „El Cerebro” Iniesty.
Andre Wisdom to piłkarz pod względem fizycznym podobny do Romelu Lukaku. Dopiero 9 maja skończy 20 lat, a wygląda na dekadę więcej. Stoper „The Reds” reprezentuje barwy klubu od 2008 roku, ale jego kariera nabrała rozpędu dopiero w obecnym sezonie, kiedy po jego usługi coraz śmielej sięga wizjoner Brendan Rodgers. U byłego trenera Swansea Wisdom grywa przede wszystkim na prawej obronie, ale to typowy stoper. Swój debiut zaliczył 20 września 2012 roku w spotkaniu w ramach rozgrywek Ligi Europy z Young Boys Berno. Debiut był to wyjątkowy, od razu bowiem okraszony bramką. Andre na dobre zadomowił się w wyjściowym składzie Liverpoolu, w obecnym sezonie w lidze zdążył zagrać już dziesięć razy. Poza tym z takim nazwiskiem nie da się nie zrobić kariery. Słowo „wisdom” oznacza bowiem w języku angielskim „mądrość”.
Na koniec piłkarz najbardziej utalentowany z prezentowanej tu piątki, ale i najbardziej pechowy. Panie i Panowie, oto Martin Kelly. Wychowanek Liverpoolu zadebiutował w pierwszej drużynie 9 grudnia 2008 roku w meczu przeciwko PSV Eindhoven. Uważany jest za nieprawdopodobny talent, ale ilekroć wracał do wysokiej dyspozycji, jego organizm znów nie wytrzymywał i Martin musiał ponownie pauzować. Kelly zmagał się z poważnymi problemami pleców i kręgosłupa, groziło mu nawet zakończenie kariery. Powrócił jednak mocniejszy i o wiele lepszy. W 2012 roku zadebiutował nawet w dorosłej reprezentacji Anglii, co tylko potwierdza jego klasę i pokładane w nim nadzieje. Kelly może grać zarówno na środku obrony, jak i na boku. Na obu pozycjach jest niezwykle efektywny. Gdy z plecami Anglika było już wszystko okej, nagle zerwał więzadła w prawym kolanie i wróci do gry dopiero w tym roku. Kelly do pupilków bogini Fortuny nie należy, ale już nieraz pokazał charakter i liczymy na to, że ponownie wróci, w dodatku silniejszy i co najmniej tak dobry jak na początku obecnego sezonu.
Niedługo dalsza część rankingu przyszłych gwiazdek Premier League.