Raków Częstochowa zrobił poważny krok w kierunku mistrzostwa Polski i pokonał Lecha Poznań. W stolicy Wielkopolski goście zaprezentowali bardzo dojrzały futbol i w końcówce spotkanie przechylili szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Sytuacja ligowa „Kolejorza” jest coraz gorsza, a wizja obrony tytułu coraz bardziej się oddala.
Szlagier 15. serii gier w PKO BP Ekstraklasie nie obfitował w wiele podbramkowych sytuacji. Oba zespoły wyglądały na świadome wagi tego pojedynku i miały sporo szacunku dla przeciwników. O ostatecznym wyniku zdecydowały końcowe minuty tej rywalizacji.
Trener Lecha chciał zaskoczyć
John van den Brom nie mógł zasiąść na ławce swojego zespołu z powodu zawieszenia spowodowanego nadmiarem żółtych kartek. Postanowił za to przygotować na ten mecz taktykę, która miała zaskoczyć trenera rywali. Lech zaczął spotkanie w systemie 3-5-2 z dwoma wahadłowymi w postaci Michała Skórasia i Alana Czerwińskiego. Ten pierwszy zdobył bardzo ładną bramkę wyrównującą po uderzeniu słabszą nogą.
Ustawienie to zdało egzamin w pierwszej połowie, w której Raków nie stworzył sobie dogodnych sytuacji do zdobycia gola poza dwoma próbami Gutkovskisa. Przed dużo bardziej dogodną okazją stanął Mikael Ishak. Po świetnym podaniu Filipa Szymczaka Szwed znalazł się w sytuacji sam na sam z Vladanem Kovaceviciem. Górą w tym starciu był bramkarz przyjezdnych, a kapitan „Kolejorza” rozegrał słabe zawody i był w cieniu obrońców rywali, wśród których prym wiódł Zoran Arsenić.
Poznaniakom po raz kolejny nie pomogły zmiany. Szczególnie trudno zrozumieć te przeprowadzone już w doliczonym czasie gry. W szeregach Rakowa o jego zwycięstwie przesądził z kolei właśnie rezerwowy, Fabian Piasecki. Lech ma już 13 punktów straty do dzisiejszego rywala i jeden mecz zaległy. Dziś na murawie szczególnie w drugiej połowie widać było różnicę w jakości gry na korzyść „Medalików”. To kolejny niepokojący sygnał wysłany przez drużynę mistrza Polski w tym sezonie.
Zimnokrwisty Raków
Bardzo niewiele jest momentów, w których Raków traci kontrolę nad meczami. Nawet jeśli pozornie wydaje się, że przeciwnik zyskuje przewagę, a częstochowianie są w głębokiej defensywie, to rzadko mamy do czynienia z wieloma strzałami na ich bramkę. Nie inaczej było w niedzielne popołudnie. Grę z wykorzystaniem wahadłowych i trzech środkowych obrońców zawodnicy Papszuna opanowali w bardzo dobrym stopniu.











