Raków Częstochowa fantastycznie rozpoczął sezon 2022/2023. Zdobyty na dzień dobry Superpuchar Polski, dwie ligowe wygrane, a w Europie imponujące podwójne zwycięstwo nad kazachską Astaną i dobra zaliczka z wyjazdu do słowackiej Trnavy. Głowy schłodziła jednak niedzielna porażka z Górnikiem w Zabrzu. Porażka, która pozwoliła szerzej rzucić światło na niektóre mankamenty zespołu wicemistrza naszego kraju.
„Medaliki” tego lata jako jedyni polscy reprezentanci w europejskich pucharach spełniają oczekiwania kibiców. Jeśli dzisiaj uda im się postawić kropkę nad i, to w fazie play-off eliminacji do LKE czeka na nich poważne wyzwanie – najprawdopodobniej zeszłoroczny ćwierćfinalista tych rozgrywek: Slavia Praga. Przed tym egzaminem, jak i przed ewentualną grą na trzy fronty, arcyważne jest odpowiednie przygotowanie strukturalne całego klubu, ale także szczęście – którego piłkarze Marka Papszuna ostatnio nie mają.
Nowy zastępca kapitanów
Początek tej kampanii upływa pod znakiem nowego lidera formacji defensywnej. Od kilku lat naprzemiennie tę funkcję pełnili Tomas Petrasek lub Andrzej Niewulis. Rzadko kiedy zdrowie pozwalało, aby Czech i Polak mogli występować razem. Teraz trafił się czas, kiedy żaden z nich nie jest bezpośrednio do dyspozycji trenera Marka Papszuna – 33-letni suwalczanin od wiosny boryka się z powracającym urazem, a 30-letni wychowanek Hradca Kralove złapał kontuzję w trakcie posezonowego zgrupowania reprezentacji.
To z pewnością duży problem Rakowa. Wiadomo, jak istotną część układanki stanowił zawsze w drużynie centralny stoper: od ustawienia, asekuracji czy dyrygowania na ziemi i w powietrzu. W końcu oznaczało to utratę obu kapitanów. Trzeba było wymyślić coś nowego. Na początku koncepcją sztabu było ustawienie na tej pozycji również wracającego po dłuższej przerwie Bogdana Racovitana.
Ale ostatecznie wytypowano sporadycznie występującego już na tej pozycji Zorana Arsenicia, który również z marszu dostał opaskę. Chorwat jak na razie rozegrał wszystkie siedem meczów od pierwszej do ostatniej minuty. I chociaż pierwsze cztery spotkania kończyły się czystym kontem zespołu, to w ostatnich potyczkach ujawniła się jedna słaba strona – obrona przy stałych fragmentach gry. W ten sposób stracono trzy ostatnie gole.











