Cracovia odniosła kolejne zwycięstwo i dzięki pokonaniu Podbeskidzia 4:1 do Piasta Gliwice traci tylko siedem punktów. Robert Podoliński nie tak wyobrażał sobie swój powrót do Krakowa. Obydwie drużyny do spotkania podeszły podbudowane. Cracovia ograła swojego największego wroga w meczu derbowym 2:1, natomiast Podbeskidzie zremisowało z Legią Warszawa 2:2 przez dłuższy czas grając w osłabieniu.
Do pierwszego składu „Pasów” wrócił Bartosz Kapustka, który w trakcie 191. derbów Krakowa usiadł na ławce rezerwowych. Utalentowany pomocnik narzekał na uraz i Jacek Zieliński zdecydował się wpuścić go dopiero na drugą część gry. W starciu z Podbeskidziem reprezentant Polski pojawił się jednak na murawie od pierwszej minuty.
Pojedynek pomiędzy Cracovią i Podbeskidziem miał dodatkowy smaczek, a był nim powrót na ulicę Kałuży Roberta Podolińskiego. Szkoleniowiec „Górali” w poprzednim sezonie pracował w Cracovii. Drużyna pod jego wodzą zawodziła na całej linii i przez długo broniła się przed spadkiem z ligi. Na wiosnę Podoliński stracił pracę, a w jego miejsce zatrudniony został Jacek Zieliński. Oliwy do ognia dodaje fakt, że po zmianie trenera „Pasy” niemal z miejsca przypomniały sobie jak się wygrywa i przez dłuższy czas nie zaznały smaku porażki. Co ciekawe po wyczytaniu nazwiska Podolińskiego na stadionie pojawiły się bardzo nieśmiałe brawa.
Dominacja (prawie) pełna
Pierwszą dogodną sytuację gospodarze stworzyli sobie już w pierwszej minucie meczu, kiedy po ładnie rozegranej akcji strzał Kapustki obronił Zubas. Chwilę później po świetnej wrzutce 18-latka spudłował Rakels. Jak mawia porzekadło „co się odwlecze to nie uciecze”. W 9 minucie rozbijające defensywę Podbeskidzia podanie Cetnarskiego Łotysz zamienił na gola zdobywając swoją dziesiątą bramkę w sezonie.
Po pierwszych trzydziestu minutach meczu można było przestać mieć wątpliwości co do tego, która z drużyn jest dzisiaj w lepszej dyspozycji. Piłkarze Cracovii byli lepsi w każdym aspekcie gry. Budowali ciekawe akcje bez większego wysiłku, a kiedy przyszło im przerwać atak Podbeskidzia także nie mieli z tym jakichkolwiek problemów pomimo zmiany Huberta Wołąkiewicza już w piątej minucie meczu z powodu kontuzji.

Na piętnaście minut przed końcem pierwszej połowy „Pasy” podwyższyły na 2:0. Kapustka przechytrzył podcinką defensywę Bielszczan, Cetnarski podał do Jendriska, a ten wpakował piłkę do siatki. Podbeskidzie było na kolanach i wszystko wskazywało na to, że tylko czekało aż gospodarze zaaplikują kolejną bramkę. Podopieczni Podolińskiego w całej pierwszej połowie potrafili skleić dwie w miarę groźne akcje ofensywne i to wystarczyło do zdobycia bramki kontaktowej. Rozkojarzona dominacją drużyna Cracovii nie pokryła dobrze piłkarzy gości co przełożyło się na trafienie Szczepaniaka zdobyte po ładnym dośrodkowaniu z lewej strony boiska. Ciężko nazwać to jednak zasłużonym trafieniem, ponieważ gospodarze w pierwszej połowie byli ekipą wyraźnie dominującą.












