Dobrze wiemy, że Fortuna 1. Liga jest nieprzewidywalna. Sytuacja zmienia się z meczu na mecz. Zawodnik, który miał dobry okres, nagle traci miejsce w składzie, drużyna po serii zwycięstw notuje serię przegranych. Przyzwyczailiśmy się do tego. O stabilizację zatem bardzo trudno. Wyjątkiem jest przypadek Radomiaka, który w poprzednim sezonie był blisko awansu, a teraz zaczyna bardzo dobrze kampanię. Drużyna z Radomia kreuje się na jednego z głównych faworytów do awansu.
Cofnijmy się, jednak do końca lipca. Finał baraży o awans do PKO Ekstraklasy. Radomiak podejmuje Wartę Poznań. Po wyrównanym spotkaniu Wielkopolanie odnoszą zwycięstwo, zdobywając przy tym dwie bramki z rzutów karnych. Bardzo kontrowersyjnych. Fakty są jednak takie, że Radomiak mógł zaliczyć poprzednią kampanię do udanych. Jako beniaminek bardzo dzielnie walczył do ostatnich minut o awans. Nie udało się. Wygląda na to, że dostanie drugą szansę.
Dobry początek sezonu
Obecny sezon Fortuna 1. Ligi jest szalony. Nie tylko ze względu na wysokie tempo rozgrywania meczów. Spowodowało to oczywiście późne rozpoczęcie sezonu. Jakby kłopotów było mało, to doszły problemy z zakażeniami koronawirusem w zespołach. Przełożone spotkania powodują, że w przyszłości, może niedalekiej, pojawi się poważny problem z terminami. Kolejną przeszkodą okazały się spotkania reprezentacji, dlatego Radomiak ma jeden mecz rozegrany mniej od reszty stawki.
Nie zmienia to jednak faktu, że jego wejście w sezon jest imponujące. Komplet punktów po dwóch spotkaniach. Ktoś powie: no dobra, to tylko dwa mecze i ze słabymi rywalami. Oczywiście, ale tytuł zdobywa się w meczach z dołem tabeli, choć trudno nazwać Widzew dołem tabeli. Na inaugurację Radomiak zweryfikował ambitne plany RTS-u. Zaczęło się jednak nieciekawie, bo wynik spotkania otworzył Marcin Robak. Prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą, a nie jak zaczynają. W drugiej połowie to popis piłkarzy z Radomia i oczywiście Wojciecha Pawłowskiego, bramkarza Widzewa. Skończyło się wynikiem 4:1, a zatem trener Mariusz Banasik mógł być zadowolony.
Jeszcze bardziej humor sympatykom radomskiego klubu poprawił się po meczu z GKS-em Jastrzębie. Choć nie było już tak efektownie, to najważniejsze są trzy punkty na koniec. Cel udało się osiągnąć po decydującym trafieniu Karola Angielskiego już w 10. minucie. Przewaga, jaką „Gołębie” miały na boisku, była aż nadto widoczna. Nie zdziwilibyśmy się, gdyby Radomiak strzelił jeszcze dwie albo trzy bramki. Za to GKS nie oddał ani jednego celnego strzału.











