– Nigdy nie myślałem o tym, co może stać się wkrótce. Nigdy nie zwracałem uwagi na tamte plotki. Mówiłem wtedy, że mógłbym być głupkiem, gdyby doniesienia się sprawdziły… A jednak byłem głupkiem – takimi słowami podsumował swoje nieszczęśliwe rozstanie Roberto Mancini. Do dziś ubolewa nad losem, który uderzył go prosto w twarz arabską dłonią. Dlaczego w ogóle ścięto jego głowę w Manchesterze City? Skoro jak sam włoski menedżer uważa, spełniał żądania szejków. Ten 49-letni facet wiedział, do jak bardzo głębokiej rzeki wchodzi. Dlatego też niełatwo mi współczuć Roberto w tej sprawie.
Przedstawia siebie jako człowieka, który dowiaduje się o wszystkim ostatni. Z pewnością nikt nie chciałby być w jego skórze, a już na pewno nie w jego historii. To, co się wydarzyło, pozostawia takie wrażenie, jakby został odizolowany. Prezentuje się jako bohater schowany w ciemności, który nie wie o tym, że niebawem coś się wydarzy, kiedy dla innych postaci historii jego los jest już znany na wiele dni przed.
Mancini nadal nie jest pogodzony z utratą pracy na Etihad Stadium (fot. skysports.com)
Jak na ironię wyglądało to tak samo jak w przypadku Jose Mourinho, który odchodził z Realu Madryt z poczuciem, że nadszedł najwyższy czas na zmianę i musi opuścić Santiago Bernabeu. Roberto dąży do obrony swojego stanowiska, wymieniając wszystkie rzeczy, które były uznane za sukces. W obydwu przypadkach są podobieństwa, które warto przeanalizować. Do każdego osiągnięcia „The Special One” – tytułu mistrza Hiszpanii, pucharu i superpucharu tego kraju – możemy dopasować wyczyny Manciniego – korona Premier League, Puchar Anglii i Tarcza Wspólnoty. Mniej więcej w tym samym czasie obaj zamknęli ostatni sezon bez żadnego kawałka kruszcu czy trofeum.
W interesie osoby pełniącej funkcję szkoleniowca jest twierdzenie, że nie zaniedbał swoich obowiązków. Ale czy naprawdę Włoch dobrze wywiązał się z powierzonych mu zadań? Czy usatysfakcjonował kibiców? Wracając do porównania wcześniej wymienionego duetu – sytuacja Mourinho była trochę odmienna od Manciniego. Głównymi zleceniami dla portugalskiego trenera była dominacja nad Barceloną, dowodzoną wówczas przez Pepa Guardiolę, oraz wygranie dziesiątego pucharu Ligi Mistrzów. Co do pierwszego punktu, to zadanie częściowo udało się zrealizować. Drugie polecenie, jak wiemy, nie zostało już wykonane. Misją Manciniego, jak sam wyznał włoskiej prasie, było wprowadzenie Manchesteru City do rozgrywek Champions League i zdobycie tytułu mistrza Anglii w ciągu trzech lat. Zatem zgodnie z obietnicą udało mu się spełnić wymogi zarządu z Etihad Stadium. Z perspektywy mężczyzny z Italii wszystko zostało odpowiednio dopieszczone. Nie wiedział chyba jednak o tym, że w takim klubie cele ewoluują z prędkością światła i najzwyczajniej w świecie Khaldoonowi Al-Mubarakowi nie chciało się zbyt długo czekać na osiągnięcie tych największych.
– Nawet teraz, po dwóch miesiącach, nadal nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak się stało. Przyznaję, że towciąż jest dla mnie bolesne. Uważam, że zasłużyłem na większy szacunek za to, co zrobiłem dla Manchesteru City. Przypuszczam, że w trzy i pół roku wraz ze sztabem szkoleniowym wykonaliśmy niezwykłą robotę. Klub wygrał mistrzostwo, o którym marzył przez ponad 40 lat. Poza tym wygraliśmy Puchar Anglii, Tarczę Wspólnoty, a w ostatnim sezonie, co prawda najgorszym, zajęliśmy drugie miejsce w lidze i osiągnęliśmy finał FA Cup. Liczby jasno pokazują. To zwolnienie zostało dokonane bez powodu. Arabowie zadzwonili do mnie i powiedzieli mi, że w trzy lata chcą zdobyć choć jeden tytuł. Wygrałem go w drugim sezonie. Potem przebudowywałem drużynę, która jeszcze nie była w europejskiej czołówce. Najwyraźniej Al Mubarak wytworzył w swojej głowie kilka sytuacji, które nie są prawdziwe – mówi Mancini, po czym dodaje: – Wygrywałem z wielkimi zespołami. Wygrałem na Old Trafford 6:1 w meczu z Manchesterem United oraz w Londynie z takimi zespołami jak Chelsea czy Tottenham. Przez trzy lata Manchester City grał najlepszy futbol w Premier League. Mieliśmy najsolidniejszą obronę i największe posiadanie piłki w lidze. To usprawiedliwia moje zwolnienie?
Dobrze, zatem przeanalizujmy, czy rzeczywiście City grało najlepszy futbol w Premier League, jak przyznaje sam Roberto. Przez pierwszą część sezonu 2011/2012 i pod sam koniec tej kampanii można powiedzieć, że tak było. Ale przedtem i potem? Tylko w niektórych fazach. W takim razie powinno obronić tytuł po sezonie. „Jak najbardziej” – potwierdza szef zarządzania Man City, Ferran Soriano. Chyba większość zgodzi się ze mną, że ta drużyna powinna być jeszcze lepsza, żeby myśleć o wygraniu Premier League. I chociaż zaprzepaściła szansę na utrzymanie korony przez dłuższy czas, to obecnie zespół powinien być bardziej pewny siebie, nie oglądać się na rywali. Zresztą sam Roberto był świadomy tego, co może się stać. Przeszedł już takie doświadczenie.
Wobec tego przed sezonem 2012/2013 Mancini zaproponował klubowi dokonanie co najmniej trzech ważnych transferów, żeby troszkę odświeżyć kadrę, dostarczyć nowy impuls do gry i wytworzyć konkurencję dla pozostałych zawodników. Prawdopodobnie włoski taktyk miał w zamyśle zmianę formacji. Chciał ustawić zespół tak, aby w linii defensywnej znajdowało się trzech graczy. Można to wywnioskować z jego eksperymentów, a także celów transferowych, jakie miał na swojej muszce szkoleniowiec. Jednym z idealnie pasujących elementów do jego układanki miał być piłkarz AS Roma, Daniele De Rossi, który mógłby zostawać w tyle bliżej obrony, aby boczni obrońcy lub skrzydłowi mogli przemieszczać się do przodu. Jednakże De Rossi jak również Robin van Persie i Eden Hazard nie przybyli do drużyny.
– Każdy wiedział o tym, że prosiłem o transfer van Persiego. To nie było tajemnicą. Już mieliśmy porozumienie. Wiedziałem, że to jest piłkarz, który mógłby zrobić różnicę. Dlatego śmiem twierdzić, że to wcale nie był zbieg okoliczności, bo klub, który zatrudnił Robina, wygrał mistrzostwo Anglii.
Z tego można łatwo wywnioskować, że byłyby trofea, a na pewno korona, gdyby Holender chciał przejść do niebieskiej części Manchesteru. Ale czy faktycznie ten napastnik zrobiłby różnicę w ekipie „The Citizens”? Być może tak, ponieważ ówcześni podopieczni Manciniego nie spisywali się na miarę swoich możliwości. Drużyna strzeliła o 27 goli mniej i straciła o pięć więcej w porównaniu z poprzednią kampanią. Warto dodać, że w ubiegłym sezonie Man City znowu był klubem, który stracił najmniej goli w Premier League. Ta lekcja powinna dać do myślenia włodarzom klubu przed kolejnymi posunięciami.
Nowy trener Man City ma dobre zdanie o swoim poprzedniku (fot. as.com)
Oczywiście, wszystko to mogłoby zostać puszczone w niepamięć, gdyby zespół pokazał się z dobrej strony w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Jednakże po raz kolejny najbogatszy klub na Wyspach Brytyjskich dał swoim fanom powód do rozczarowań. Nie było żadnych oznak poprawy. Roberto usprawiedliwił kolejny fatalny występ w fazie grupowej Champions League dwoma słowami – brak szczęścia. Chodziło tutaj oczywiście o układ drużyn, z którymi przyszło rywalizować jego ekipie. Na to samo narzekał w sezonie 2011/2012, kiedy musiał się bić z Napoli, Villarrealem oraz Bayernem. Po drugim niepowodzeniu na arenach europejskich padły kolejne wymówki podczas konferencji:
– Być może w moich czasach Sampdoria dotarłaby do finału tych rozgrywek jako debiutant, ale w tych czasach jest to niemożliwe. W Champions League wymagane są do tego doświadczenie i mentalność.
Borussia Dortmund, podobnie jak City, odpadła w sezonie 2011/2012 z fazy grupowej, jednakże w ubiegłej kampanii niemiecka drużyna pokazała, że potrafi uczyć się na błędach. Efekt? Finał, w którym ostatecznie uległa „Bawarczykom”. PSG, które porównywane jest do Man City w wydatkach, osiągnęło ćwierćfinał z nową generacją piłkarzy i w swoim pierwszym sezonie udało mu się zajść całkiem daleko. O Realu już nie wspominam. To właśnie za ten prestiżowy turniej Mancini był w głównej mierze krytykowany. Sam Soriano twierdził, że europejska gloria była dla klubu celem, który ostatecznie nie został osiągnięty. Roberto trochę się oburzył tymi komentarzami ze strony szefa i uważa, że wtedy powinien zostać usprawiedliwiony przez zarząd, aby grać fair w stosunku do żądań. W tym przypadku troszkę chciał się odgryźć.
– Ferran nie jest taką osobą, którą chciałem zastać z futbolowego punktu widzenia. Nie rozmawialiśmy tym samym językiem. Ja przynajmniej nie zwracam się do rodaków po hiszpańsku czy angielsku.
W ostatnich rozgrywkach ligi angielskiej dało się zauważyć chłodne relacje pomiędzy trenerem a piłkarzami, przez co nie mógł dojść do skutku żaden sukces. Teraz zrobił sobie przerwę od futbolu. Powiedział, że bardzo tego potrzebował, ale też ma nadzieję, że nie będzie za długo się obijał. Wiele osób jest ciekawych następnego kroku w przygodzie gościa z Półwyspu Apenińskiego. Jest kilku trenerów w piłce nożnej, którzy wygrali tyle, ile Mancini, jednak w wielu klubach mogą się teraz pojawić wątpliwości co do zatrudnienia go. Prawdę mówiąc, nie każdy pracodawca będzie uważać tego człowieka za świetnego coacha. Jego cechą charakterystyczną jest odnoszenie sukcesów w klubach, które nigdy w historii nic nie wygrały, albo – tak jak w przypadku Manchesteru City – wygrywanie rzeczy, które od dawna nie zostały osiągnięte. Jako zawodnik natchnął Sampdorię do jedynego jak dotąd scudetto. Pomógł także Lazio zdobyć mistrza Włoch po raz pierwszy od ćwierć wieku. Następnie, kiedy już zawiesił buty na kołku, zakończył 18-letnią suszę w gablotce z trofeami Interu Mediolan, a kibice „Obywateli” czekali na bycie najlepszymi w Anglii od 44 lat. OK, na pewno pieniądze pomogły mu w drodze do sukcesów, ale nie należy nie doceniać jego pracy włożonej w zespół. Docenić jego trud potrafił Esteban Cambiasso, który wygrał z „Nerrazurrimi” potrójną koronę w 2010 roku.
– Mourinho wiedział, jak poprowadzić naszą drużynę do zwycięstw. Zrozumiał, co po pierwszym roku jego pracy tutaj było nie tak. Ale przed jego przybyciem ważna była rola Manciniego. Prawdziwą różnicą dla drużyny było to, że najpierw nie wygrywaliśmy, a potem nam się udawało wygrywać, a nie zaś wygrywanie większej liczby trofeów. Tego nauczyliśmy się od Manciniego.
Zatem quo vadis, Roberto? Kto mógłby się Tobą zainteresować? Można powiedzieć, że byłby idealnym trenerem dla klubu, który jest głodny sukcesów. Do rozważenia mogłaby być dla niego oferta z Romy, choć należy pamiętać, że wtedy nadepnąłby na odcisk Lazio. Wydaje się, że faktycznie tym razem wszystkie drogi prowadzą do domu.
Czlowieku nie kompromituj sie jeszcze bardziej tymi
wypowiedziami.Jestes slaby trener i tyle.
B
Bertho
Barka szuka trenera. Mancini dla mnie wydaje się
być idealnym kandydatem dla nich. Oczywiście z
perspektywy kibica tego lepsze go klubu wolałbym,
aby Waszym trenerem został sam Luis Enrique, który
zrobił by Wam taki syf, że masakra, ale tak serio
patrząc. Lepszy już chyba Mancini, który w lidze
nie radzi sobie najgorzej niż jakiś Rubi/Rudi, nie?
Dodaj komentarz
– Nigdy nie myślałem o tym, co może stać się wkrótce. Nigdy nie zwracałem uwagi na tamte plotki. Mówiłem wtedy, że mógłbym być głupkiem, gdyby doniesienia się sprawdziły… A jednak byłem głupkiem – takimi słowami podsumował swoje nieszczęśliwe rozstanie Roberto Mancini. Do dziś ubolewa nad losem, który uderzył go prosto w twarz arabską dłonią. Dlaczego w ogóle ścięto jego głowę w Manchesterze City? Skoro jak sam włoski menedżer uważa, spełniał żądania szejków. Ten 49-letni facet wiedział, do jak bardzo głębokiej rzeki wchodzi. Dlatego też niełatwo mi współczuć Roberto w tej sprawie.
Przedstawia siebie jako człowieka, który dowiaduje się o wszystkim ostatni. Z pewnością nikt nie chciałby być w jego skórze, a już na pewno nie w jego historii. To, co się wydarzyło, pozostawia takie wrażenie, jakby został odizolowany. Prezentuje się jako bohater schowany w ciemności, który nie wie o tym, że niebawem coś się wydarzy, kiedy dla innych postaci historii jego los jest już znany na wiele dni przed.
Mancini nadal nie jest pogodzony z utratą pracy na Etihad Stadium (fot. skysports.com)
Jak na ironię wyglądało to tak samo jak w przypadku Jose Mourinho, który odchodził z Realu Madryt z poczuciem, że nadszedł najwyższy czas na zmianę i musi opuścić Santiago Bernabeu. Roberto dąży do obrony swojego stanowiska, wymieniając wszystkie rzeczy, które były uznane za sukces. W obydwu przypadkach są podobieństwa, które warto przeanalizować. Do każdego osiągnięcia „The Special One” – tytułu mistrza Hiszpanii, pucharu i superpucharu tego kraju – możemy dopasować wyczyny Manciniego – korona Premier League, Puchar Anglii i Tarcza Wspólnoty. Mniej więcej w tym samym czasie obaj zamknęli ostatni sezon bez żadnego kawałka kruszcu czy trofeum.
W interesie osoby pełniącej funkcję szkoleniowca jest twierdzenie, że nie zaniedbał swoich obowiązków. Ale czy naprawdę Włoch dobrze wywiązał się z powierzonych mu zadań? Czy usatysfakcjonował kibiców? Wracając do porównania wcześniej wymienionego duetu – sytuacja Mourinho była trochę odmienna od Manciniego. Głównymi zleceniami dla portugalskiego trenera była dominacja nad Barceloną, dowodzoną wówczas przez Pepa Guardiolę, oraz wygranie dziesiątego pucharu Ligi Mistrzów. Co do pierwszego punktu, to zadanie częściowo udało się zrealizować. Drugie polecenie, jak wiemy, nie zostało już wykonane. Misją Manciniego, jak sam wyznał włoskiej prasie, było wprowadzenie Manchesteru City do rozgrywek Champions League i zdobycie tytułu mistrza Anglii w ciągu trzech lat. Zatem zgodnie z obietnicą udało mu się spełnić wymogi zarządu z Etihad Stadium. Z perspektywy mężczyzny z Italii wszystko zostało odpowiednio dopieszczone. Nie wiedział chyba jednak o tym, że w takim klubie cele ewoluują z prędkością światła i najzwyczajniej w świecie Khaldoonowi Al-Mubarakowi nie chciało się zbyt długo czekać na osiągnięcie tych największych.
– Nawet teraz, po dwóch miesiącach, nadal nie potrafię zrozumieć, dlaczego tak się stało. Przyznaję, że towciąż jest dla mnie bolesne. Uważam, że zasłużyłem na większy szacunek za to, co zrobiłem dla Manchesteru City. Przypuszczam, że w trzy i pół roku wraz ze sztabem szkoleniowym wykonaliśmy niezwykłą robotę. Klub wygrał mistrzostwo, o którym marzył przez ponad 40 lat. Poza tym wygraliśmy Puchar Anglii, Tarczę Wspólnoty, a w ostatnim sezonie, co prawda najgorszym, zajęliśmy drugie miejsce w lidze i osiągnęliśmy finał FA Cup. Liczby jasno pokazują. To zwolnienie zostało dokonane bez powodu. Arabowie zadzwonili do mnie i powiedzieli mi, że w trzy lata chcą zdobyć choć jeden tytuł. Wygrałem go w drugim sezonie. Potem przebudowywałem drużynę, która jeszcze nie była w europejskiej czołówce. Najwyraźniej Al Mubarak wytworzył w swojej głowie kilka sytuacji, które nie są prawdziwe – mówi Mancini, po czym dodaje: – Wygrywałem z wielkimi zespołami. Wygrałem na Old Trafford 6:1 w meczu z Manchesterem United oraz w Londynie z takimi zespołami jak Chelsea czy Tottenham. Przez trzy lata Manchester City grał najlepszy futbol w Premier League. Mieliśmy najsolidniejszą obronę i największe posiadanie piłki w lidze. To usprawiedliwia moje zwolnienie?
Dobrze, zatem przeanalizujmy, czy rzeczywiście City grało najlepszy futbol w Premier League, jak przyznaje sam Roberto. Przez pierwszą część sezonu 2011/2012 i pod sam koniec tej kampanii można powiedzieć, że tak było. Ale przedtem i potem? Tylko w niektórych fazach. W takim razie powinno obronić tytuł po sezonie. „Jak najbardziej” – potwierdza szef zarządzania Man City, Ferran Soriano. Chyba większość zgodzi się ze mną, że ta drużyna powinna być jeszcze lepsza, żeby myśleć o wygraniu Premier League. I chociaż zaprzepaściła szansę na utrzymanie korony przez dłuższy czas, to obecnie zespół powinien być bardziej pewny siebie, nie oglądać się na rywali. Zresztą sam Roberto był świadomy tego, co może się stać. Przeszedł już takie doświadczenie.
Wobec tego przed sezonem 2012/2013 Mancini zaproponował klubowi dokonanie co najmniej trzech ważnych transferów, żeby troszkę odświeżyć kadrę, dostarczyć nowy impuls do gry i wytworzyć konkurencję dla pozostałych zawodników. Prawdopodobnie włoski taktyk miał w zamyśle zmianę formacji. Chciał ustawić zespół tak, aby w linii defensywnej znajdowało się trzech graczy. Można to wywnioskować z jego eksperymentów, a także celów transferowych, jakie miał na swojej muszce szkoleniowiec. Jednym z idealnie pasujących elementów do jego układanki miał być piłkarz AS Roma, Daniele De Rossi, który mógłby zostawać w tyle bliżej obrony, aby boczni obrońcy lub skrzydłowi mogli przemieszczać się do przodu. Jednakże De Rossi jak również Robin van Persie i Eden Hazard nie przybyli do drużyny.
– Każdy wiedział o tym, że prosiłem o transfer van Persiego. To nie było tajemnicą. Już mieliśmy porozumienie. Wiedziałem, że to jest piłkarz, który mógłby zrobić różnicę. Dlatego śmiem twierdzić, że to wcale nie był zbieg okoliczności, bo klub, który zatrudnił Robina, wygrał mistrzostwo Anglii.
Z tego można łatwo wywnioskować, że byłyby trofea, a na pewno korona, gdyby Holender chciał przejść do niebieskiej części Manchesteru. Ale czy faktycznie ten napastnik zrobiłby różnicę w ekipie „The Citizens”? Być może tak, ponieważ ówcześni podopieczni Manciniego nie spisywali się na miarę swoich możliwości. Drużyna strzeliła o 27 goli mniej i straciła o pięć więcej w porównaniu z poprzednią kampanią. Warto dodać, że w ubiegłym sezonie Man City znowu był klubem, który stracił najmniej goli w Premier League. Ta lekcja powinna dać do myślenia włodarzom klubu przed kolejnymi posunięciami.
Nowy trener Man City ma dobre zdanie o swoim poprzedniku (fot. as.com)
Oczywiście, wszystko to mogłoby zostać puszczone w niepamięć, gdyby zespół pokazał się z dobrej strony w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Jednakże po raz kolejny najbogatszy klub na Wyspach Brytyjskich dał swoim fanom powód do rozczarowań. Nie było żadnych oznak poprawy. Roberto usprawiedliwił kolejny fatalny występ w fazie grupowej Champions League dwoma słowami – brak szczęścia. Chodziło tutaj oczywiście o układ drużyn, z którymi przyszło rywalizować jego ekipie. Na to samo narzekał w sezonie 2011/2012, kiedy musiał się bić z Napoli, Villarrealem oraz Bayernem. Po drugim niepowodzeniu na arenach europejskich padły kolejne wymówki podczas konferencji:
– Być może w moich czasach Sampdoria dotarłaby do finału tych rozgrywek jako debiutant, ale w tych czasach jest to niemożliwe. W Champions League wymagane są do tego doświadczenie i mentalność.
Borussia Dortmund, podobnie jak City, odpadła w sezonie 2011/2012 z fazy grupowej, jednakże w ubiegłej kampanii niemiecka drużyna pokazała, że potrafi uczyć się na błędach. Efekt? Finał, w którym ostatecznie uległa „Bawarczykom”. PSG, które porównywane jest do Man City w wydatkach, osiągnęło ćwierćfinał z nową generacją piłkarzy i w swoim pierwszym sezonie udało mu się zajść całkiem daleko. O Realu już nie wspominam. To właśnie za ten prestiżowy turniej Mancini był w głównej mierze krytykowany. Sam Soriano twierdził, że europejska gloria była dla klubu celem, który ostatecznie nie został osiągnięty. Roberto trochę się oburzył tymi komentarzami ze strony szefa i uważa, że wtedy powinien zostać usprawiedliwiony przez zarząd, aby grać fair w stosunku do żądań. W tym przypadku troszkę chciał się odgryźć.
– Ferran nie jest taką osobą, którą chciałem zastać z futbolowego punktu widzenia. Nie rozmawialiśmy tym samym językiem. Ja przynajmniej nie zwracam się do rodaków po hiszpańsku czy angielsku.
W ostatnich rozgrywkach ligi angielskiej dało się zauważyć chłodne relacje pomiędzy trenerem a piłkarzami, przez co nie mógł dojść do skutku żaden sukces. Teraz zrobił sobie przerwę od futbolu. Powiedział, że bardzo tego potrzebował, ale też ma nadzieję, że nie będzie za długo się obijał. Wiele osób jest ciekawych następnego kroku w przygodzie gościa z Półwyspu Apenińskiego. Jest kilku trenerów w piłce nożnej, którzy wygrali tyle, ile Mancini, jednak w wielu klubach mogą się teraz pojawić wątpliwości co do zatrudnienia go. Prawdę mówiąc, nie każdy pracodawca będzie uważać tego człowieka za świetnego coacha. Jego cechą charakterystyczną jest odnoszenie sukcesów w klubach, które nigdy w historii nic nie wygrały, albo – tak jak w przypadku Manchesteru City – wygrywanie rzeczy, które od dawna nie zostały osiągnięte. Jako zawodnik natchnął Sampdorię do jedynego jak dotąd scudetto. Pomógł także Lazio zdobyć mistrza Włoch po raz pierwszy od ćwierć wieku. Następnie, kiedy już zawiesił buty na kołku, zakończył 18-letnią suszę w gablotce z trofeami Interu Mediolan, a kibice „Obywateli” czekali na bycie najlepszymi w Anglii od 44 lat. OK, na pewno pieniądze pomogły mu w drodze do sukcesów, ale nie należy nie doceniać jego pracy włożonej w zespół. Docenić jego trud potrafił Esteban Cambiasso, który wygrał z „Nerrazurrimi” potrójną koronę w 2010 roku.
– Mourinho wiedział, jak poprowadzić naszą drużynę do zwycięstw. Zrozumiał, co po pierwszym roku jego pracy tutaj było nie tak. Ale przed jego przybyciem ważna była rola Manciniego. Prawdziwą różnicą dla drużyny było to, że najpierw nie wygrywaliśmy, a potem nam się udawało wygrywać, a nie zaś wygrywanie większej liczby trofeów. Tego nauczyliśmy się od Manciniego.
Zatem quo vadis, Roberto? Kto mógłby się Tobą zainteresować? Można powiedzieć, że byłby idealnym trenerem dla klubu, który jest głodny sukcesów. Do rozważenia mogłaby być dla niego oferta z Romy, choć należy pamiętać, że wtedy nadepnąłby na odcisk Lazio. Wydaje się, że faktycznie tym razem wszystkie drogi prowadzą do domu.