Sir Alex Ferguson nie mógł wymarzyć sobie lepszego rywala na spokojne sobotnie popołudniowe spotkanie w celu dopisania kolejnych trzech punktów. Przedmeczowe przypuszczenia potwierdziły się w 100 procentach, United zdeklasowało bowiem QPR w stosunku 3:1. Było jednak trochę strachu, ale koniec końców degrengolada spod znaku Loftus Road trwa nadal. Nadzieja w „Harrym Houdinim”.

Obie drużyny dzieli przepaść. United przed spotkaniem zajmowało drugie miejsce z zaledwie punktem straty do rywala zza miedzy, czyli Manchesteru City. Sir Alex kontynuuje budowanie swojej legendy, będąc w dalszym ciągu bardziej żywotnym niż „Moda na sukces” i równie zabójczym jak Lord Vader. Czas zdaje się go nie imać, a poziom błysku w jego oku rośnie z roku na rok. Loftus Road przy całym kapitale włożonym w klub przez Tony’ego Fernandesa to obraz nędzy i rozpaczy. Mark Hughes nie umiał zaprowadzić porządku na swoim dworze, więc musiał abdykować. Stan bezkrólewia został zastąpiony przez koronację Harry’ego Redknappa, ale koronacja ta została odroczona, gdyż debiut popularnego „Arry’ego” nastąpi dopiero w następnej kolejce. Mecz z United oglądał spokojnie z trybun, robiąc notatki. Trudno stwierdzić, co jest przyczyną tak złej postawy QPR. Na papierze wyglądają na zespół mogący marzyć nawet o europejskich pucharach. Nieśmiało, ale zawsze. Realnie to ekipa na spokojne siódme, ósme miejsce. Ale cztery punkty w 12 pierwszych kolejkach? Taki rezultat woła o pomstę do nieba, patrząc, ile pieniędzy wpompowano w klub i jakich transferów dokonano.

Mecz zaczął się dość spokojnie. Spokojnie, jeśli chodzi o tempo meczu, bo jeśli idzie o temperament, to już niekoniecznie. Już w 3. minucie Paul Scholes troszkę w swoim zwyczaju faulował ostro, ale tym razem jednak bez konsekwencji. Dużo miejsca na boisku miał za to Welbeck, grając w stylu Thierry’ego Henry’ego, czyli operując na lewej flance i schodząc często do środka. Scholes starał się rozgrywać, ale zawodnicy United tracili łatwo piłkę. Bardzo ślamazarny start spotkania. Ze strony QPR związywać akcje próbował Adel Taarabt, ale i jemu szło to jak po grudzie. Pierwszy groźniejszy strzał oglądaliśmy dopiero w 16. minucie meczu, jednak Scholes przestrzelił. Kolejne ciosy przyszły pomiędzy 20. i 21. minutą. Ze strony United uderzał Robin van Persie, a konto drużyny z Loftus Road otworzyć próbował nie kto inny jak wspomniany wcześniej Adel Taarabt. Na tablicy wyników dalej jednak widniał wynik 0:0.













