To koniec. A raczej początek końca. Beton się wykrusza. Pęka. Ma coraz więcej poważnych, głębokich rys. Nawet najlepszy fachowiec od łatania dziur już nic tu nie zmieni. Ten mur niedługo pęknie. Musi.
Czytając pierwsze, świeże, jeszcze nie tak jasne komunikaty o aferze korupcyjnej z udziałem Grzegorza Laty, myślałem, że to niemożliwe. Miałem nieodparte wrażenie, że zaraz, dosłownie za chwilę ktoś poda do publicznej wiadomości, że to wszystko jest kłamstwem. Że to zwykła prowokacja. Że to wszystko zostało sfingowane, a prezes Lato jest niewinny.

Ale nie. To nie nastąpiło. Wręcz przeciwnie, do prasy wyciekły następne nagrania. Im dłużej ich słuchałem, tym bardziej zaczynałem wierzyć w to, co właśnie się dzieje. Każde kolejne wciśnięcie guziczka „play” uświadamiało mi, że beton pęka.
Wyobraziłem sobie wielką tamę. Wielką betonową tamę i napierającą na nią coraz mocniej wodę. Najpierw pojawia się jedna rysa. Mała nic nieznacząca rysa. To taki odpowiednik afery z inicjatywą „koniec PZPN”.
Później pojawiają się kolejne rysy. Ale tama ma się dobrze, wytrzymuje napór. Wydaje jej się, że nic nie jest w stanie jej ruszyć. To kolejne wpadki, takie pomniejsze. Trzy sekundy na setkę, konferencja po angielsku i cała reszta błędnych i głupich decyzji.
I nagle, niespodziewanie wyrwała się w tamie dziura. To afera z orzełkiem. Woda wzburzała się coraz mocniej. Zaczęła się kotłować i cieknąć coraz mocniej. Tama zaczęła pękać. Ktoś musiał ją naprawić. Orzeł wrócił na koszulki, woda się uspokoiła, a wyrwa została załatana. Pobieżnie, szybko i niedokładnie, ale jednak. Zagrożenie minęło.
I wtedy, nagle, bez żadnego ostrzeżenia BUM. Tama pękła. Beton nie wytrzymał. Pojawiła się dziura, której już nie uda się załatać. Woda przeciska się coraz mocniej. Tylko kwestią czasu jest to, aż tama runie, a po betonie nie zostanie nic.
Nie ma się co oszukiwać, na tę sytuację czekało wielu kibiców w całej Polsce. Wszyscy wiedzieli, że ten moment przyjdzie, ale nikt nie wiedział kiedy. Każdy kibic zdawał sobie sprawę z tego, że w końcu skończy się era Grzegorza Laty, ale chyba niewiele osób myślało, że nastąpi to tak szybko. Większość spodziewała się, że stanie się to po zakończeniu jego kadencji. Ale tak nie będzie, Lato tyle nie wytrzyma.
Korupcja i to w takim wykonaniu to gwóźdź do trumny legendy Grzegorza Laty. On sam nieświadomie tę trumnę sobie wybudował, a teraz przybił do niej ostatni gwóźdź. Po ujawnieniu tych nagrań tego niegdyś świetnego napastnika, króla strzelców mistrzostw świata z 1974 roku, nie będzie on już poważany przez nikogo. Nikogo. Już nikt nie powie do dziecka: . Teraz co najwyżej ktoś wskaże go palcem i powie: .











