Kto by pomyślał, że takie ekipy jak Manchester City, Arsenal czy West Ham, grając z drużynami z niższych lig, będą miały spore problemy. Okazało się, że droga ku triumfowi w FA Cup może być dłuższa, niż się wydaje.
Na Meadow Lane omal nie doszło do sensacji. Przez niemałą część spotkania z Manchesterem City prowadzili bowiem gospodarze. W 59. minucie po uderzeniu głową prowadzenie dla Notts County dał Neal Bishop. Wykorzystał on dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego Alana Gowa. Wydawało się już, że przeciętne City pożegna się z walką o Puchar Anglii. Tak się jednak nie stało, przynajmniej na razie. Dziesięć minut przed końcem spotkania z prawej flanki świetnie dośrodkował Micah Richards. Odnalazł on jeszcze lepiej ustawionego Dzeko, który zdobył swoją pierwszą bramkę dla „The Citizens”. Można rzec, że uratował on swoich kolegów przed blamażem. Dojdzie zatem do meczu powtórkowego, który wyłoni zwycięzcę. Tym razem będzie on miał miejsce na Eastlands. Mancini i spółka mogą sobie jednak zadawać pytanie – po co ta nerwówka? W końcu rundę temu Leicester też odprawili dopiero w drugim spotkaniu, a był to rywal z Championship.

Chwile grozy przeżywali też kibice na Upton Park, gdzie West Ham podjął Nottingham Forest z Radosławem Majewskim w składzie. Polski napastnik opuścił jednak boisko w drugiej połowie spotkania. Emocje towarzyszyły od samego początku, gdyż już w czwartej minucie broniącego Lee Campa pokonał Victor Obinna. Około kwadransa później wyrównał jednak Adebola, a na pięć minut przed końcem pierwszej połowy prowadzenie gościom dał McGoldrick. Cóż, na posterunku ponownie znalazł się Obinna, który dwie minuty później wyrównał wynik. Wszystko rozstrzygnęło się w drugiej połowie, znów za sprawą będącego w formie Nigeryjczyka. Stanął on przed szansą egzekwowania rzutu karnego i się nie pomylił. Można zresztą rzec, że podopieczni Avrama Granta się rozkręcili i mieli jeszcze szanse. Licznik zatrzymał się jednak na trzech bramkach.
Słaby występ, choć zwycięski, zaliczył Arsenal. Problemy sprawiło mu grające w League One Huddersfield – i to na Emirates Stadium! Chociaż „The Gunners” objęli prowadzenie w 22. minucie po samobójczej bramce Clarke’a, to musieli prawie do samego końca drżeć o uniknięcie powtórki na wyjeździe. Sytuację utrudniła im w dodatku czerwona kartka Squillaciego na trzy minuty przed zakończeniem pierwszej połowy. Z kolei w 66. minucie po golu Lee było już 1:1. Sytuację uratował dopiero w końcówce Fabregas. Sędzia spotkania podyktował rzut karny po faulu na Bendtnerze, a reprezentant Hiszpanii pewnie pokonał broniącego Bennetta.












