W Eindhoven PSV bezlitośnie rozprawiło się z Trabzonsporem i wygrywając 4:1, przypieczętowało swój awans do 1/8 finału Ligi Europy. Bohaterem spotkania był strzelec dwóch bramek, Tim Matavż.
Starcie PSV z Trabzonsporem, zgodnie z oczekiwaniami, rozpoczęło się od ataków gości. Podopieczni Senola Gunesa, po przegraniu starcia na własnym terenie przed tygodniem, potrzebowali do awansu co najmniej dwóch bramek. Pierwszą powinien w 7. minucie zdobyć Olcan Adin. 27-letni piłkarz przejął piłkę zagrywaną przez Marcelo do Stanisława Manolewa i popędził na bramkę Andreasa Isakssona. Po wymianie podań z Colmanem znalazł się oko w oko ze szwedzkim golkiperem PSV. Cała ławka rezerwowych Trabzonsporu unosiła już ręce w geście radości, ale świetna interwencja Isakssona zapobiegła utracie bramki.
Holenderska drużyna mogła skarcić rywala bardzo szybko. Po sprawnie wyprowadzonym kontrataku w dobrej sytuacji znalazł się Georginio Wijnaldum. Skrzydłowy PSV zdecydował się wycofać piłkę przed pole karne, skąd z pierwszej piłki uderzał Ola Toivonen. Futbolówka po uderzeniu Szweda wylądowała w rękawicach golkipera drużyny gości. Ekipa Freda Ruttena dopięła swego jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa. Szarża Driesa Mertensa została zastopowana faulem w polu karnym. Arbiter odgwizdał przewinienie, a „jedenastkę” pewnym strzałem na bramkę zamienił poszkodowany.
PSV narzuciło rywalom swój styl gry i dało to efekt bramkowy jeszcze w pierwszej połowie. W 31. minucie Tim Matavż pewnym strzałem głową wykorzystał precyzyjną centrę Mertensa z lewego skrzydła. Gospodarze zapewnili sobie wysokie prowadzenie w dwumeczu, a przebieg gry nie zapowiadał raczej kataklizmu, który miałby zaszkodzić liderowi Eredivisie. Warto zauważyć, że między pierwszą a drugą bramką dla PSV goście mieli spore problemy ze stworzeniem sytuacji podbramkowej. Wprawdzie dwa razy z rzutu wolnego uderzał Burak Yilmaz, ale raz przeniósł piłkę nad poprzeczką, a raz uderzył prosto w mur. W dodatku sporo pracy miał Tolga Zengin, który uratował swój zespół m.in. w 35. minucie po świetnym strzale Kevina Strootmana. Środkowy pomocnik klubu z Eindhoven wpisał się na listę strzelców trzy minuty później. Gracze PSV z łatwością wymanewrowali defensywę gości, a gol byłego gracza Utrechtu praktycznie zapewnił im awans już w pierwszej części gry.
Emocji w dalszym ciągu nie brakowało. Chwilę po trafieniu Strootmana czwartego gola dla lidera Eredivisie mógł zdobyć Matavż, ale jego strzał głową minimalnie minął światło bramki Trabzonsporu. Powiodło się za to gościom. Po zamieszaniu w polu karnym, trzy minuty przed końcem pierwszej połowy, nadzieję piłkarzom z południowego wybrzeża Morza Czarnego dała bramka Buraka Yilmaza. Na niewiele się to zdało, bo chwilę później goście grali już w dziesiątkę. Dwa błędy popełnił Zengin. Najpierw bramkarz Trabzonsporu źle wyprowadził piłkę, a później w desperackiej interwencji zagrał piłkę ręką poza polem karnym i po obejrzeniu czerwonej kartki udał się do szatni.
Gospodarze nie zamierzali poprzestać na dwubramkowej przewadze i szybko zdobyli kolejnego gola, wykorzystując przewagę liczebną. Na listę strzelców ponownie wpisał się dobrze dysponowany Matavż, który zdobył swoją piątą bramkę w Lidze Europy. Przed upływem godziny gry znakomitą szansę do strzelenia gola miał również jeden z bohaterów spotkania, lewy obrońca Jetro Willems. Młody Holender wszedł odważnie w pole karne, ale oddając strzał, przesadził z siłą i nie trafił w światło bramki.
Kibice nie byli zadowoleni z gry swojej drużyny, która nie kwapiła się do ataków mimo gry w przewadze liczebnej. Trudno było się dziwić podopiecznym Freda Ruttena, skoro w niedzielę czeka ich arcyważny mecz przeciwko Feyenoordowi. Trener PSV starał się ożywić grę, wprowadzając na boisko zmienników. Na plac gry powędrowali Eric Pieter, Atiba Hutchinson i Jeremain Lens. Sytuacji podbramkowych dalej jednak nie było. W ekipie gości trudno było się doszukać cienia nadziei na odwrócenie złej sytuacji. Trener Gunes desygnował na plac gry napastnika Halila Altintopa, ale taki manewr nie mógł zmienić losów dwumeczu, bo było już na to zwyczajnie za późno.