Gdyby spotkanie Lecha Poznań z austriackim Red Bullem Salzburg odbywało się w zeszłym sezonie, mistrzowie Polski mieliby małe szanse z rozpędzonym rywalem. Drużyna z Austrii grała w Lidze Europejskiej porywająco i zostawiała w pokonanym polu kolejnych rywali. Na szczęście minął rok, a w Salzburgu wiele się zmieniło.
Słabi w lidze
Mecz przy Bułgarskiej będzie spotkaniem dwóch drużyn, które w rozgrywkach ligowych zdecydowanie zawodzą. Spotkaniem mistrzów krajów, których pozycje w ligowych tabelach są zaskakująco słabe. Lech zajmuje dopiero 10. miejsce w słabej polskiej Ekstraklasie, Salzburg jest zaś 7. w austriackiej Bundeslidze, która również nie zalicza się do czołowych lig Europy.

Może to być spowodowane sprzedażą najlepszych piłkarzy, jaka nastąpiła przed tym sezonem w obydwu zespołach. Z Lecha odszedł najlepszy napastnik i chyba w ogóle najlepszy piłkarz naszej ligi, Robert Lewandowski. Z drużyną mistrza Austrii pożegnał się Mark Janko, czołowy napastnik Bundesligi. Janko był dla Red Bulla jednym z najważniejszych piłkarzy, człowiekiem, który potrafił znaleźć się tam, gdzie spadała piłka.
Jeżeli zwycięzcę mielibyśmy wybierać na podstawie tego, jacy piłkarze zastąpili Lewandowskiego i Janko, wygrałby Lech. W drużynie mistrza Polski znakomicie spisuje się Artjom Rudnevs, Łotysz, który strzelił trzy bramki Juventusowi Turyn i stał się bohaterem kibiców przy Bułgarskiej. Do tego jest doświadczony Artur Wichniarek, który dzięki wielu latom grania w Bundeslidze nabrał doświadczenia mogącego pomóc drużynie Lecha w najtrudniejszych momentach. Wystarczy tylko, że były napastnik Herthy dojdzie do odpowiedniej dyspozycji fizycznej. Może w końcu odpali Joel Tshibamba.

W drużynie gości najbardziej krytykowani są właśnie nowi napastnicy. W dziewięciu spotkaniach drużyna Salzburga strzeliła zaledwie sześć bramek, co idealnie pokazuje, jak słabo spisuje się ofensywa rywala Lecha.
Dlaczego Lech?
Najmocniejszą stroną zespołu może być stadion, na którym paradoksalnie Lech nie odniósł jeszcze w tym sezonie zwycięstwa w europejskich pucharach. Tylko że teraz na Bułgarskiej zasiądzie ponad 40 tysięcy emocjonująco reagujących ludzi. Przy takich trybunach piłkarze muszą grać lepiej. Za naszą drużyną przemawia również nieobliczalność. Lech potrafi w pucharowych meczach spiąć się i zagrać na maksimum możliwości, zupełnie tak jak w Turynie. Do tego podrażnieni piłkarze będą chcieli podnieść swoje morale po porażce z Legią.












