Spotkanie 22. kolejki Bundesligi pomiędzy VfB Stuttgart a Hamburgerem SV było idealnym przykładem na to, że futbol jest niesprawiedliwy. Gospodarze przeważali bowiem nad przyjezdnymi w każdym elemencie i ich zwycięski gol w drugiej połowie wydawał się kwestią czasu. Po wejściu na boisko Ruuda Van Nistelrooya wystarczyły dwie akcję, by tej tezie zaprzeczyć…
Na Mercedes-Benz Arena doszło do niezwykle interesującej konfrontacji. VfB, które na dobre wyszło ze strefy spadkowej, rewelacyjnie spisuje się pod wodzą Christiana Grossa. Zawodnicy HSV, mimo gorszej ostatnio dyspozycji, cały czas mają szansę na europejskie puchary.
Mecz w Stuttgarcie początkowo toczony był w spokojnym tempie. Obie jedenastki skupiały się na skutecznym powstrzymywaniu rywala, niżeli sami mieliby odważniej zaatakować. Przewagę w boiskowych poczynaniach mieli wprawdzie gracze „Die Schwaben”, jednak nie potrafili tego udokumentować stwarzanymi okazjami. Swoje natomiast zrobili goście i w 23. minucie po prostopadłym podaniu do Marcusa Berga mieliśmy 0:1. Gospodarze jednak nie chcieli rezygnować i ruszyli do odrabiania strat. Z minuty na minutę ich przewaga rosła i mimo kilku groźnych sytuacji pod bramką Franka Rosta, gracze VfB w premierowej odsłonie nie znaleźli na niego recepty.
Uporczywie walczący o wyrównanie gospodarze dopięli swego w 55. minucie gry. Pięknym strzałem zza pola karnego popisał się wtedy Christian Träsch i na tablicy świetlnej widniał już remis 1:1. Od tej pory stroną, która rządziła i dzieliła była drużyna Stuttgartu. To oni stwarzali coraz to groźniejsze okazje, goście zaś skutecznie skupiali się na defensywie. Znowu jednak stała się rzecz, której najmniej powinniśmy się spodziewać. Hamburger SV wykorzystał jedną z niewielu szans na bramkę w drugiej części i wyszedł na prowadzenie. Kwadrans przed zakończeniem meczu na listę strzelców wpisał się nowy nabytek HSV, Ruud Van Nistelrooy. 120 sekund później Holender przesądził o losach meczu. Wewnętrzną częścią prawej stopy drugi raz pokonał Jensa Lehmana i ustalił wynik spotkania na 1:3.
Było to zupełne zaskoczenie, gdyż zanosiło się na bramkę i ostatecznie zwycięstwo gospodarzy, a szczęśliwi do domu wracają jednak podopieczni Bruno Labbadii. Za bohatera tej potyczki niewątpliwie trzeba uznać doświadczonego reprezentanta „Oranje”, Ruuda Van Nistelrooy. Dzięki jego wejściu na boisko i dwóm trafieniom bogatsi o trzy oczka zostają gracze HSV.








