W 24. kolejce Ekstraklasy naprzeciw siebie stanęły dwie wielkie firmy. W pojedynku rozgrywanym przy ulicy Łazienkowskiej Legia Warszawa pokonała Widzew Łódź 1:0. Jedyne trafienie zapewniające miejscowym zwycięstwo zanotował Alejandro Ariel Cabral.
Kiedyś spotkania Legii z Widzewem elektryzowały całą Polskę. W tym sezonie obie drużyny nie potrafią nawiązać do swoich wspaniałych występów sprzed lat i solidarnie zawodzą swoich kibiców. Zaraz po rozpoczęciu obie ekipy szukały sposobu na przechytrzenie defensywy rywala, ale zarówno jednym, jak i drugim ta sztuka w początkowych fragmentach gry się nie udawała. Pierwszy kwadrans, delikatnie mówiąc, nie rozpieścił wszystkich fanów, którzy postanowili wybrać się w piątkowy wieczór na stadion przy ulicy Łazienkowskiej.
Z czasem doczekaliśmy się wreszcie składnej akcji w wykonaniu jednego z zespołów. Wynik meczu w 23. minucie próbował otworzyć Jarosław Bieniuk, który dostał dobre dośrodkowanie od Adriana Budki, lecz jego uderzenie poszybowało wysoko nad poprzeczką. Kopię wcześniejszej sytuacji dla widzewiaków mieliśmy w 37. minucie, gdy ponownie z rzutu wolnego piłkę w pole karne „Wojskowych” dorzucał Budka, a akcję strzałem głową zamykał Bieniuk. To w zasadzie było wszystko, co wydarzyło się w pierwszej odsłonie. Warto dodać, iż obydwa zespoły nie oddały ani jednego celnego strzału, co przełożyło się na gwizdy, jakie piłkarze usłyszeli zaraz po gwizdku sędziego.
Początek drugiej połowy należał do Legii, gdyż szczęścia bezpośrednio z rzutu wolnego próbował Rybus, ale Maciej Mielcarz nie miał żadnych problemów z wybronieniem tego strzału. Goście z Łodzi swoją szansę upatrywali w stałych fragmentach gry i w 54. minucie mogli zaskoczyć rywali. Prejuce Nakoulma zagrał do Sernasa, a ten bez zastanowienia uderzył, jednak trafił tylko w boczną siatkę. Chwilę później odpowiedzieli gospodarze, którzy za sprawą Hubnika powinni wyjść na prowadzenie. Czeski napastnik chybił z trzech metrów, a Maciej Skorża nie mógł zrozumieć, dlaczego jego podopieczni są tak mało skuteczni.
Szkoleniowiec warszawian natychmiast zareagował, desygnując na plac gry Cabrala oraz Kucharczyka, i to przyniosło zamierzony efekt. W 65. minucie lewą flanką pognał Jakub Wawrzyniak, wyłożył futbolówkę zupełnie nieobstawianemu w polu karnym Widzewa Cabralowi, a ten wpakował ją do pustej bramki. Po tym wydarzeniu zawodnicy gości próbowali zmienić niekorzystny dla siebie rezultat i na osiem minut przed końcem spotkania byli o krok od zrealizowania tego celu, gdyż bliski zdobycia samobójczej bramki był Marcin Komorowski. Po jego niefortunnym uderzeniu futbolówka poszybowała kilkadziesiąt centymetrów obok spojenia słupka z poprzeczką.
Do końca meczu wynik nie uległ zmianie i sędzia Jarzębak po sześciu minutach doliczonego czasu zagwizdał po raz ostatni. Krótko mówiąc, dzisiejsze widowisko nie zachwyciło, gdyż groźnych sytuacji mieliśmy jak na lekarstwo, ale to piłkarze ze stolicy ostatecznie zgarnęli całą pulę, wygrywając 1:0.










