Dzisiejsze spotkanie Lechii Gdańsk z Zagłębiem Lubin miało dać odpowiedź na wiele pytań. Czy Lechii uda się wyjść z kryzysu? Czy Zagłębie to drużyna z aspiracjami na europejskie puchary? Czy bez Peszki ofensywa będzie wyglądała dużo lepiej? W efekcie oglądaliśmy dość niespodziewane zwycięstwo gospodarzy 3:1, po dwóch bramkach dobrze dysponowanego Kuświka.
W porównaniu z poprzednim meczem Thomas von Heesen, trener Lechii Gdańsk, dokonał aż sześciu zmian. Na ławce pozostawił przede wszystkim Sławomira Peszkę oraz Michała Maka, dając szansę Grzegorzowi Kuświkowi. Okazało się to kluczowe, gdyż były napastnik Ruchu Chorzów zdobył dwie bramki, czym w znacznym stopniu przyczynił się do zwycięstwa Lechii nad Zagłębiem 3:1.
Początek jednak nie zapowiadał takiego rozwoju sytuacji, gospodarze cały czas walili głową w mur, a Zagłębie emanowało spokojem i skutecznością. Wystarczył im zaledwie jeden celny strzał, żeby do szatni zejść z prowadzeniem. Po raz kolejny niezawodny był Krzysztof Janus, którego dobre dośrodkowanie wykończył Michal Papadopulos, strzelając piątą bramkę w tym sezonie. Imponująca skuteczność, czego nie można powiedzieć o Bruno Nazairo, który zmarnował doskonałą okazję po podaniu Wojtkowiaka.
Wydawało się, że ten chaotyczny mecz zakończy się wymęczonym zwycięstwem podopiecznych Piotra Stokowca. Po przerwie oglądaliśmy jednak zupełnie inne drużyny. Trudno powiedzieć, jaki motywator wszedł do szatni Lechii Gdańsk, ale jej zawodnicy otrzymali solidny zastrzyk energii, który udało im się zamienić na trzy bramki. Żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały, że będziemy świadkami takiego obrotu sytuacji. Porażka Zagłębia stała się faktem, choć nie pamiętali jej smaku od 7 sierpnia, kiedy musieli uznać wyższość Termaliki.
W drugiej połowie wyglądali bardzo niemrawie, skrzydła były mało aktywne. Brakowało gościa, który opanuje środek pola i będzie rozdawał piłki jak profesor. Sama waleczność Papadopulosa i Piątka na nic się zdała. Lechia po przerwie ruszyła rozwścieczona jak byk, który zobaczyłby czerwoną płachtę.
Niespodziewanie dobre zawody rozegrał Krasić, a Michał Mak po wejściu na boisku zrobił o wiele więcej dobrego niż Nazairo. Zdawał sobie sprawę, że to dla niego duża szansa, żeby wskoczyć na stałe do pierwszego składu. Pewniejsza była również defensywa, którą kierował Gerson do spółki z powracającym do składu po kontuzji Jakubem Wawrzyniakiem.
To było bardzo ważne zwycięstwo Lechii, które pozwoli im uwierzyć w swoje niemałe umiejętności, a dla Zagłębia spory cios. Byli wychwalani przez wielu, stawiani jako kandydaci do walki nawet o mistrzostwo Polski, a dzisiaj zagrali bardzo przeciętne zawody, pokazując, że jeszcze sporo pracy przed nimi. Piotr Stokowiec przed meczem mówił, że w 50% są drużyną, którą wyobrażałby sobie szkoleniowiec w tym sezonie. Jest nad czym pracować, ale fundamenty są solidne, czego nie można powiedzieć o murawie w Gdańsku, której stan nie pozwalał na wiele.










