Lech Poznań rozgromił na własnym boisku ŁKS Łódź 4:0 w meczu 16. kolejki TME. Wszystkie bramki padły w pierwszej połowie a ich strzelcami byli Kriwiec, Tonew, Rudniew oraz Możdżeń. Tym samym Lech przełamał passę meczów bez zwycięstwa i bez zdobytej bramki.
Lechici zdawali sobie sprawę, że to właśnie w meczu z ŁKS-em muszą przełamać swoją niemoc, która trwała od 14 października. To właśnie tego dnia „Kolejorz” zdobył ostatnią bramkę. Początek spotkania był jednak dość wyrównany. Żadna drużyna nie potrafiła stworzyć sobie stuprocentowej sytuacji. Wreszcie w 13. minucie piłkę z lewej strony boiska dośrodkowywał Rudniew. Mocne zagranie Łotysza trafiło wprost pod nogi Kriwca, który silnym strzałem z pierwszej piłki wyprowadził Lecha na prowadzenie.

Kilka minut później z groźną kontrą wyszedł ŁKS. Futbolówka trafiła do Szałachowskiego, który będąc już w polu karnym, przełożył sobie piłkę na prawą nogę i strzałem w długi róg próbował pokonać Buricia. W tej sytuacji zabrakło mu jednak precyzji. Po chwili znów bliscy wyrównania byli goście. Prostopadłą piłkę próbował przeciąć wychodzący przed pole karne Burić, ale uprzedził go Mięciel. Snajper ŁKS-u, będąc z boku pola karnego, zdecydował się na strzał, który z linii bramkowej wybił Wojtkowiak.
W 26. minucie do wybitej przed pole karne piłki doszedł Możdżeń. Młody pomocnik Lecha przyjął sobie futbolówkę i technicznym strzałem mierzył w okienko bramki gości. Świetną interwencją popisał się jednak Velimirović, który wybił piłkę na rzut rożny.
Po pół godzinie gry mieliśmy już 2:0. Lechici świetnie wyprowadzili kontratak, który zakończył się kapitalnym podaniem Murawskiego do Tonewa. Bułgar znalazł się sam na sam z Velimiroviciem i nie miał problemów z pokonaniem bramkarza ŁKS-u. Goście nie zdążyli się dobrze otrząsnąć, a stracili kolejnego gola. Długa piłka do Rudniewa została przecięta przez jednego z obrońców. Futbolówkę głową do swojego bramkarza spróbował jeszcze zagrać Stefańczyk, ale zrobił to na tyle niefrasobliwie, że przejął ją Łotysz. Snajper Lecha przyjął sobie piłkę na klatkę piersiową i strzałem z półobrotu umieścił ją w bramce.
Przed przerwą lechici zdołali zdobyć jeszcze czwartą bramkę. Z rzutu wolnego dośrodkowywał Kriwiec. Do piłki wyszedł Velimirović, ale zderzył się ze swoimi obrońcami, dzięki czemu przed znakomitą okazją stanął Możdżeń, który bez większego problemu wpakował futbolówkę do siatki.
Druga połowa nie stała już na tak wysokim poziomie. Goście z Łodzi w pierwszych jej minutach próbowali zaatakować, ale widząc, że Lech jest dziś zbyt silny, zrezygnowali ze skomasowanych ataków. Lechici również nie narzucali zbyt wysokiego tempa. Podopieczni Jose Bakero spokojnie rozgrywali piłkę, starając się przy niej jak najdłużej utrzymać. Kilka strzałów oddał Rudniew, ale żaden z nich poważnie nie zagroził Velimiroviciowi.











