W drugim spotkaniu wielkanocnej kolejki T-Mobile Ekstraklasy Górnik Zabrze na własnym stadionie pokonał Widzew Łódź 3:1. Mecz w Zabrzu był meczem przełamań − Górnik przerwał serię trzech przegranych pojedynków, a Ireneusz Jeleń strzelił swoją pierwszą bramkę po powrocie do polskiej ligi.
Od początku meczu inicjatywę przejęli górnicy. Już w 3. minucie dobry strzał oddał Łuczak, ale niezłą paradą popisał się Krakowiak, wybijając piłkę do boku. Gospodarze nie forsowali tempa, spokojnie budując swój atak pozycyjny. Pierwsze zagrożenie ze strony Widzewa miało miejsce w 12. minucie, kiedy to po rzucie wolnym wykonywanym przez Kaczmarka piłkę na rzut rożny wybijał Przybylski.

Spotkanie w Zabrzu nie było porywającym widowiskiem. Jedyne zagrożenie pod obiema bramkami zawodnicy stwarzali głównie po stałych fragmentach gry. W 17. minucie pokazał się Jeleń, ale rajd zakończył się niecelnym strzałem. Siedem minut później napastnik zabrzan był już bardziej dokładny. Uruchomiony przez Kwieka znalazł się w dogodnej sytuacji, którą zamienił na gola.
Gospodarze poszli za ciosem i już po kilku minutach podwyższyli prowadzenie. Do rzutu wolnego sprzed pola karnego podszedł Kwiek i strzelił tak dokładnie, że piłka wpadła do siatki. Trzeba dodać, że spory błąd przy interwencji popełnił Krakowiak. Młody golkiper miał już piłkę na rękawicach, lecz nie zdołał jej skutecznie wybić.
Piłkarze Adama Nawałki całkowicie dominowali. Jeleń mógł strzelić kolejną bramkę, jednak tym razem lepszy okazał się Krakowiak. Mimo iż łodzianie grali bardzo słabo, mogli zdobyć kontaktową bramkę. W 35. minucie w czystej sytuacji znalazł się Kaczmarek, ale będąc kilka metrów od bramki, nie zdołał pokonać Skorupskiego.

Na drugą połowę wyszedł Stępiński i był to widoczny znak, że trener Mroczkowski będzie chciał powalczyć jeszcze o korzystny wynik. I to właśnie widzewiacy ruszyli do ataku. Sporo ożywienia do gry wniósł wprowadzony jeszcze w pierwszej połowie Pawłowski. W 49. minucie Stępiński strzelił w słupek, a kilkanaście sekund później było już 2:1. Pawłowski otrzymał piłkę na 17. metrze i mocnym strzałem nie dał szans Skorupskiemu. Mecz się bardzo wyrównał, a kibicie byli świadkami wielu akcji z obu stron. Dużo do gry Widzewa wniósł Stępiński, który non stop absorbował obrońców Górnika.











