Za nami połowa noworocznego maratonu z Bundesligą. Niemiecka ekstraklasa zakończyła właśnie drugą kolejkę rundy rewanżowej. Środa była dniem gości, którzy nie wygrali tylko jednego spotkania.
SC Paderborn – Hamburger SV 0:3
Beniaminek z Paderbornu był zdecydowaną rewelacją rundy jesiennej. Z czasem gwiazda kopciuszka zaczynała coraz bardziej przygasać i z minuty na minutę (a właściwie kolejki na kolejkę) jest coraz bliżej strefy spadkowej. Podopieczni Andre Breitenreitera mają już tylko jedno oczko przewagi nad siedemnastą Herthą Berlin. Co gorsza, nie zanosi się na poprawę.
Spod noża powoli próbuje się wydostać Hamburger SV. Szczęśliwie uratowani przed spadkiem w poprzednim sezonie, teraz próbują sprawić swoim kibicom nieco mniejszy horror. Na razie idzie im to mocno w kratkę, gwarantując swoim fanom dość duży rollercoaster. W środku stawki sytuacja jest na tyle zagęszczona, że decydować będą detale, a każdy kolejny mecz jest grany o „sześć oczek”. Nic jednak dziwnego, skoro między trzynastym HSV a siódmym Hoffenheim jest właśnie tyle punktów różnicy.
Borussia Dortmund – FC Augsburg 0:1
Borussia Dortmund straciła punkty w kolejnym spotkaniu i powoli chyba zacznie się żegnać z trenerem Juergenem Kloppem. Dzisiejszy mecz dobitnie pokazał, że szkoleniowiec nie ma już raczej pomysłu jak odrodzić zespół. Pierwsza połowa należała do gospodarzy, którzy nie potrafili jednak wykończyć stwarzanych sytuacji. Druga odsłona to dominacja Augsburga, który potrafił poradzić sobie z presją gwizdów z trybun i rolą faworyta spotkania.
Zastanawiamy się, co obrona BVB myślała w trakcie samotnego rajdu Altintopa. Wszystko zaczęło się od złego przyjęcia piłki i straty Kevina Grosskreutza. Turek ruszył samotnie z piłką i wbił się w pole karne jak w masło. Kilka rykoszetów i futbolówka znalazła się pod nogami Bobadilli, który wpakował ją do siatki.
Klopp pozostawał niewzruszony i pierwszą zmianę dokonał po godzinie gry – szkoda, że wymuszoną. Na ruch trenera czekaliśmy do 72. minuty, kiedy wprowadził na boisko Kagawę i Mchitarjana. Dwie zmiany – dwie wielkie pomyłki. Ani jeden, ani drugi nic nie wniósł do zespołu, za drybling brał się Hummels, a wrzutki Subotić. To chyba dobitnie pokazuje, w jakim chaosie żyją na Signal Iduna Park. I na nic zdała się czerwona kartka dla Jankera i gra przez 30 minut w 11 na 10. BVB pędziła kiedyś na autostradzie do mistrzostwa, teraz po tej samej drodze jedzie pod prąd. Wypadek jest coraz bliżej. Spadek do drugiej ligi również.
Polacy w Bundeslidze
To nie był najgorszy dzień dla reprezentantów naszego kraju w Bundeslidze. Miejsca dla „Biało-Czerwonych” zabrakło w spotkaniu Borussii Dortmund. Łukasz Piszczek nie ryzykował pogłębienia urazu uda i odpuścił to spotkanie. Z powrotem na boisko czeka również Jakub Błaszczykowski – najprawdopodobniej stanie się to w najbliższy weekend. Zaledwie na kilka minut na murawie pojawił się gracz Bayeru Leverkusen, Sebastian Boenisch, który zmienił w 84. minucie Bellarabiego.








