Sport to taka materia, w której nawet dobrym zespołom czasem nie idzie. W takich kategoriach do tej pory rozpatrywało się Górnika Zabrze i Pogoń Szczecin, jednak bezpośrednie starcie obu drużyn może zweryfikować poglądy o sile obu ekip.

W Zabrzu więcej niż o kiepskiej (by nie rzec – fatalnej) dyspozycji Górnika mówi się o roszadach na ławce trenerskiej tego zespołu. Zdymisjonowanego Ryszarda Wieczorka zmienił Robert Warzycha i tu zaczyna się taki mały, biurokratyczny cyrk. Nowy szkoleniowiec Górnika z powodu niespełniania wymogów licencyjnych (posiada amerykańską licencję trenerską, nierespektowaną przez UEFA), nie będzie mógł poprowadzić jutro swojej ekipy. Jego miejsce zajmie trener rezerw, Józef Dankowski. Złośliwi mogą stwierdzić, że różnica będzie żadna, bo to piłkarze muszą udowodnić swoją wartość. Z tym jest ostatnio bardzo źle, bowiem seria meczów KSG bez zwycięstwa to już 6 spotkań.

Również w Pogoni nie jest za ciekawie. Po rozgromieniu Lecha Poznań wszyscy obiecywali sobie walkę o podium T-Mobile Ekstraklasy, a zamiast tego zespół „Portowców” zdaje się pogrążać w ligowej szarzyźnie. Remisy z Podbeskidziem i Cracovią, nie dość, że dość niekorzystne, jeśli chodzi o sytuację w tabeli, były fatalne pod względem sportowym. Drużyna Dariusza Wdowczyka obniżyła loty, oglądanie jej ostatnich popisów to prawdziwa katorga. Szczecinianie też muszą udowodnić swoją wartość w jutrzejszym starciu, inaczej może okazać się, że grupa pościgowa, w postaci Zawiszy, Jagiellonii czy Lechii, zacznie niebezpiecznie zbliżać się do ich pozycji.

– Może powiem tak: każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest mecz z Pogonią. Chcemy go wygrać i jak będzie trzeba, to wybiegnę na boisko. I może strzelę bramkę? – zawadiacko pyta nowy szkoleniowiec Górnika, Robert Warzycha, który w przeszłości był piłkarzem tego klubu. „Amerykański” trener odniósł się do sytuacji kadrowej swojej ekipy, w której nie brakuje kontuzji –












