W 13. kolejce T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław podejmował Zawiszę Bydgoszcz. Goście zwyciężyli w niedzielnym pojedynku 2:1, choć trzeba przyznać, że drugi gol dla Zawiszy nie powinien zostać uznany, gdyż Wahan Geworgian był na pozycji spalonej. Pierwszą bramkę dla gości strzelił Carlos, a dla Śląska gola zdobył Patejuk.
W pierwszej połowie od początku inicjatywę próbowali przejąć piłkarze Śląska, ale w ich grę wkradało się mnóstwo niedokładności. W 6. minucie powinno być 1:0 dla gospodarzy. Dudu dośrodkowywał z rzutu wolnego i wydawało się, że nie będzie z tego żadnego pożytku, lecz piłkę przejął Stevanović, który piekielnie mocno uderzył na bramkę Kaczamarka, ten jednak sparował piłkę. W 16. minucie Patejuk dobrze wrzucił w pole karne, a Kaczmarek minął się z futbolówką. Wydawało się, że wykorzysta to Paixao, który jednak nie trafił do pustej bramki. W ostatnim kwadransie lepiej radzili sobie goście, którzy częściej byli przy piłce i próbowali strzałów z daleka. W 42. minucie Patejuk znalazł się w bardzo dobrej sytuacji, ale strzał oddawał już z ostrego kąta.

Pierwsze 45 minut na Stadionie Miejskim we Wrocławiu było dosyć rozczarowujące. Sporo niedokładności, chaosu i przypadku sprawiało, że mecz tracił płynność. Brakowało również bardzo groźnych sytuacji z obu stron. Trochę lepiej radzili sobie gospodarze, choć nie była to znacząca przewaga.
Druga część meczu mogła się rozpocząć od mocnego ciosu gości, a właściwie… Dudu. Geworgian dośrodkował w pole karne gospodarzy i dość przypadkowo piłka trafiła w Dudu Paraibe, lecz przeszła blisko słupka. W 52. minucie Kaźmierczak oddał bardzo mocny strzał z dystansu, ale na posterunku był Kaczmarek. Dopiero w 55. minucie padł gol dla Śląska. Błąd w środku pola popełnił Dudek, który stracił piłkę. Socha fenomenalnie podał między obrońcami do Patejuka, który podcinką w stylu Tomasza Frankowskiego pokonał Kaczmarka. Po stracie bramki piłkarze bydgoskiego Zawiszy próbowali atakować, ale Śląsk skutecznie się bronił.
W 64. minucie Goulon w ogromnym zamieszaniu oddał strzał, który został jednak zablokowany. Chwilę później Dudek uderzył na bramkę z okolic linii szesnastego metra, ale Gikiewicz poradził sobie z tym strzałem. Trzy minuty później Carlos wykorzystał nieporozumienie na linii Gikiewicz – Pawelec. Bramkarz Śląska bardzo niepewnie zachował się po wyjściu z bramki, a Pawelec, widząc, że golkiper wyszedł, jakby trochę odpuścił. Piłka odbiła się szczęśliwie dla Luisa Carlosa i z całego zamieszania wyszedł on najlepiej, bo musiał jedynie wpakować futbolówkę do pustej bramki.
W 74. minucie katastrofalny błąd popełnił sędzia, który uznał bramkę Geworgiana, będącego na pozycji spalonej, która nie podlegała dyskusji. Ziajka cudownie dośrodkował w pole karne, gdzie stał niepilnowany Geworgian i głową trafił do pustej bramki, gdyż znów niepotrzebnie i bardzo nieskutecznie wyszedł Gikiewicz. Mimo wszystko sędzia skrzywdził w tej sytuacji piłkarzy Śląska. W końcowym fragmencie Zawisza świetnie się bronił i mimo frontalnych ataków gospodarzy wynik nie uległ zmianie. Śląsk bez Sebastiana Mili nie poradził sobie z również osłabionym Zawiszą.











