W 10. kolejce Ekstraklasy zobaczyliśmy kilka ciekawych spotkań. Godnymi uwagi były spotkania Legii z Koroną, Wisły z Lechią oraz Widzewa, który rozgromił liderującą Jagiellonię Białystok.
Kiedy Śląsk zaskoczy?
Nikt tak naprawdę nie wie, kiedy podopieczni Oresta Lenczyka zaczną wygrywać. Tym razem wrocławska drużyna nie zdołała pokonać Polonii Bytom. Brak zwycięstwa dla Śląska oznacza widmo spadku, natomiast Polonia po tym spotkaniu ma przewagę trzech punktów nad dolną strefą, w której zakotwiczyły drużyny Cracovii Kraków i Śląska.
Lepsze czasy Legii?

Wszystko wskazuje na to, że tak. Legia od spotkania z Widzewem gra coraz lepiej, a przede wszystkim skutecznie. Tym razem Korona Kielce musiała uznać wyższość klubu z ul. Łazienkowskiej. Wynik w pełni odzwierciedlał przebieg spotkania, a wątpliwości przy domniemanym karnym, którego dopuścił się bramkarz Korony, Zbigniew Małkowski, powinny odejść na drugi plan, sądząc bowiem po formie legionistów nawet i bez tego karnego wywieźliby oni cenne trzy punkty.
Polonia nie rezygnuje z pucharów
Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli gospodarze. Cracovia przyjechała do stolicy z zaledwie czterema punktami zdobytymi w dziewięciu meczach. Polonia szybko uświadomiła gości, że w Warszawie punktów nie znajdą. Już w 7. minucie spotkania podopieczni Pawła Janasa objęli prowadzenie. Akcję Sobiecha wykończył Trałka, którego strzał odbił się jeszcze od poprzeczki. Krakowianie mogli wyrównać w 13. minucie, ale strzał Ntibazonkizy zatrzymał się na słupku. Gospodarze nie chcąc, by goście poczuli swoją szansę, postanowili zdobyć drugą bramkę. Sztuka umieszczenia piłki w bramce udała się Sobiechowi. Polonia przeważała i mogła zdobyć kolejne gole, ale do gości często uśmiechało się szczęście. Warszawski zespół stać było na to, by jeszcze raz pokonać Marcina Cabaja. Zrobił to Daniel Gołębiewski, który w 69. minucie stanął sam na sam z pustą bramką i głową skierował do niej futbolówkę. Przewaga Polonii nie ulegała dyskusji. Podopieczni Pawła Janasa wygrali zasłużenie, pokazując, że z całą pewnością nadal będą liczyć się w walce o europejskie puchary.
Arka ogrywa GKS

Spoglądając na ligową tabelę nikt nie mógł mieć wątpliwości, że to goście przyjechali tutaj po trzy punkty. Arka miała natomiast bronić się i liczyć na łut szczęścia. W pierwszej części gry obie drużyny najgroźniejsze sytuacje stwarzały sobie po stałych fragmentach. Po jednym z nich radością wybuchnęli kibice gospodarzy. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Filip Burkhardt, a głową uderzał Mirko Ivanovski. Była to jego pierwszy gol w polskiej lidze. Trzeba jednak przyznać, że nie bez winy był Łukasz Sapela, który niepotrzebnie wychodził z bramki. Druga część gry upłynęła pod znakiem ataków zespołu z Bełchatowa. Najbliżej trafienia był Małkowski, który uderzył w poprzeczkę. Rozpaczliwe ataki GKS-u nie przyniosły skutków i to Arka cieszyła się z trzech punktów. Dzięki temu zwycięstwu gospodarze, co sezon walczący o utrzymanie, odskoczyli już na pięć punktów Śląskowi Wrocław, który zajmuje pierwsze ze spadkowych miejsc.











