Ciekawe pojedynki miały miejsce na Stamford Bridge oraz DW Stadium. W Londynie mistrzowie Anglii zmierzyli się z dobrze spisującym się Boltonem. Podopieczni Ancelottiego wreszcie odnieśli długo wyczekiwane zwycięstwo. Z kolei Wigan, zważywszy na obraz spotkania, całkiem sensacyjnie zremisowało z Arsenalem.
Chelsea – Bolton
Mistrzowie Anglii ostatnio zdecydowanie zawodzili. Jednak gdyby teraz przegrali, w tabeli wyprzedziłby ich sam Bolton. Podopieczni Ancelottiego musieli się zatem nastawić na atak. Z przejściem do praktyki było jednak niezbyt dobrze. Podopieczni Coyle’a mogli sobie pozwolić na swobodę, gdyż mimo wysokiej pozycji w tabeli grali w końcu na Stamford Bridge. W pierwszej połowie Chelsea tego nie wykorzystała.

Dość groźnie zrobiło się w 22. minucie. Nie lada strzał oddał Taylor, lecz piłka przeleciała obok słupka. Chelsea trwała jednak w niemocy, w ofensywie wychodziło jej niewiele. W sumie można powiedzieć, iż w pierwszej połowie było mało akcji, a na pewno była ona mało emocjonująca. Po przerwie sporo się jednak zmieniło, „The Blues” przede wszystkim się przełamali.
Obrońcy mistrzowskiego tytułu zdobyli bramkę po kwadransie zmagań. Malouda odnalazł się na pozycji i pokonał Jussiego Jaaskelainena. Szybko z odpowiedzią ruszyli goście. W 67. minucie doszło do kontrowersji, gdyż Holden uderzył piłkę, która odbiła się od ręki Terry’ego. Sędzia nie podyktował jednak rzutu karnego. Mimo to Bolton dalej starał się narzucić tempo.
W 74. minucie rzut wolny mógł wykorzystać Lampard. Pomocnik zdecydowanie jednak przestrzelił. Za chwilę mogło dojść do wyrównania, gdyż Holden groźnie uderzył piłkę głową. Cech wyszedł z sytuacji obronną ręką i skończyło się na rzucie rożnym. Ciężar gry przenosił się z połowy na połowę, moment i strzał oddał Essien.
W ostatnim kwadransie zdecydowanie przeważała Chelsea, która dyktowała tempo. Jeszcze na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry celny strzał oddał Ramires. Bolton nie miał już pomysłu na rozegranie choćby szybkiej kontry i trzy punkty zostały na Stamford. „Wreszcie” – mogliby powiedzieć sympatycy „The Blues”. Passa meczów bez zwycięstwa została przełamana.
Wigan – Arsenal
„The Gunners” zagrali w zdecydowanie innym składzie, niż w tym, w którym pokonali podopiecznych Carlo Ancelottiego. Nic dziwnego, gdyż zmęczenie w napiętym okresie przednoworocznym daje się we znaki. Z atakami pierwsi ruszyli zawodnicy Martineza, przewodził im Rodallega. Arsenal zrewanżował się już w szóstej minucie. Świetną piłkę z prawej flanki otrzymał Arszawin, lecz reprezentant Rosji nie zdołał wykorzystać wybornej sytuacji. Uderzona przez niego piłka przeleciała nad poprzeczką. Po jakimś czasie z dość sporego dystansu odpowiedział N’Zogbia. Fabiański nie miał jednak problemów z obroną strzału.












