Kiedyś wybór na tej pozycji był spory. Naprawdę, jak na polskie realia to solidną formę prezentowało co najmniej kilku skrzydłowych. Trzeba było odrzucać nawet tych dobrze się prezentujących. Wyborna, wręcz wymarzona dla selekcjonera okoliczność. Dzisiaj sytuacja już nie wygląda tak kolorowo. Kandydaci może i są, ale ich forma na razie nie jest najwyższych lotów.
Czas do Euro płynie nieubłaganie. Dni coraz mniej, niewiadomych jeszcze kilka zostało. O ile gruntownych zmian nasza kadra nie przejdzie, to pewne niuanse są do poprawy. Jednym z nich jest obsada pozycji skrzydłowego.
Przebłyski z przeszłości
Kiedyś popularne było stwierdzenie, że Polska stoi skrzydłowymi. Rzeczywiście tak to wyglądało. Mieliśmy „Grosika” i Kubę w sile wieku. Zawsze, z lepszym lub gorszym rezultatem, zerwał po skrzydle Sławomir Peszko. Przed pamiętnym turniejem we Francji Paweł Wszołek złamał pechowo rękę, co wtedy było dla nas problemem, gdyż dawał od siebie naprawdę sporo. Nie można jednoznacznie stwierdzić, że teraz nie ma żadnego zagrożenia z obu flanek naszego boiska, ale jest ono znacznie słabsze, nie takie jak kiedyś. Wtedy było w czym przebierać, dziś trzeba starannie szukać i dobierać. A to właśnie po akcjach naszych skrzydłowych płynęło duże zagrożenie pod bramką przeciwnika. Czy to sami strzelali, czy wypracowywali koledze dogodną okazję.
Pierwszy z brzegu przykład – wspomniane już Euro w 2016 roku. Błaszczykowski? Dwie bramki i asysta. Kamil Grosicki? Dwie asysty. Nie wydają się to zawrotne liczby, ale w porównaniu z całym naszym dorobkiem są już znaczące. Słowem kluczem dla tamtych występów była forma, która dopisała nie tylko skrzydłowym, ale całemu naszemu zespołowi. Świadczy o tym chociażby końcowy rezultat.
Mało odpowiednich kandydatów
W kontekście lata i wyjazdu na mistrzostwa Europy słaba forma skrzydłowych może rodzić obawy. Obecnie najlepszymi kandydatami wydają się młodzi Kamil Jóźwiak i Sebastian Szymański. Jeśli utrzymają formę, to ich udział w Euro powinien być niezachwiany. Ale potrzeba jeszcze dwóch. Najlepiej, aby byli w przyzwoitej formie, a nie jechali, by tylko zapełnić miejsce. Mało gra Kamil Grosicki, który nie zmienił klubu. W barwach Wisły Kraków nie bryluje Jakub Błaszczykowski. Obaj panowie mają już swoje lata i nie można ich rozpatrywać jako siły kadry. Co najwyżej mogą być jej wartościowym uzupełnieniem.
Naturalnymi zmiennikami wydają się Damian Kądzior, który ostatnio zmienił klub, czy Przemysław Frankowski. Obaj muszą dać selekcjonerowi wyraźniejsze sygnały, że ciągle walczą o bilet na Euro. Jest również Paweł Wszołek z ekipy mistrza Polski. Jako skrzydłowy może też być rozpatrywany Maciej Rybus, nominalny lewy obrońca, jednak to ostateczność. Kandydaci nie sypią się drzwiami i oknami. Wyżej wymienieni nie są źli, nie narzekajmy i nie wybrzydzajmy, jednak w większości są po prostu bez formy. Takiej na poziomie reprezentacji na dużym turnieju. Do ogłoszenia ostatecznego grona wybrańców jeszcze około pół roku. Przez ten czas można złapać niezłą formę, ale też i ją stracić, dlatego nic nie jest przesądzone.











