Utarło się, że rolą ekstraklasowego trenera jest jak największe wpłynięcie na psychikę swoich piłkarzy. No, ale po co ograniczać się tylko i wyłącznie do własnej szatni? Są jeszcze sędziowie i obóz rywali…
Presja. To ona plącze język Smudzie, kiedy ten próbuje powiedzieć coś dziennikarzom. Tyle znanych twarzy, te poważne miny i te oczy… To ona wiąże nogi kadrowiczom, kiedy przed turniejem zewsząd słychać głosy, że tym razem już na pewno, ale naprawdę na pewno, ale naprawdę, bo innej opcji nie ma, wyjdziemy z grupy. Wreszcie – to ona wpływa na ośrodek decyzyjny sędziów. To ona nie pozwala wykrzesać pełni możliwości piłkarzom, jeśli widzą, jak zmotywowani są rywale.

Probierz wyznaje prostą zasadę. Kwestionuje każdą decyzję arbitra. Każdą. Choćby ta pokrywała się z tym, co zapisane jest w podręcznikach dla sędziów. I to z niesamowitą ekspresją. Wymachiwanie rękoma, krzyki, podbieganie do arbitra. Żywiołowa gestykulacja. Istny show przy linii bocznej. Działa to tak: arbiter raz podejmie dobry wybór, drugi raz też, ale trzeci, w spornej i nieklarownej sytuacji, gwizdnie dla zespołu Probierza. Przecież to takie proste.
Tak samo jest z piłkarzami drużyny przeciwnej. Probierz ciągle krzyczy na swoich zawodników, poprawia ich, ustawia, chwali. Jeśli parę razy krzyknie do Kascelana „ostrzej!”, a ten dodatkowo regularnie będzie skrobał swoich rywali po Achillesach, wtedy podświadomie ekipa rywali zacznie odstawiać nogi. Jeśli nieustannie będzie ich ustawiał, wtedy rozgrywający przeciwnik uzna, że nie ma sensu zagrywać prostopadłej piłki, skoro i tak są dobrze ustawieni. Jeśli nakaże symulowanie fauli, a ci będą regularnie symulować, rywalom w końcu puszczą nerwy. Wszystko zaczyna się i kończy w głowach.
Okrzyknięto go polskim Guardiolą. Niby czemu? Podobny doń jest, owszem, image również zbliżony, ale oprócz posturowo-stylistycznych analogii raczej mają niewiele wspólnego. Włóż czarną marynarkę, gustowny sweter i podeń koszulę podwiązaną śledziem – będziesz Guardiolą. To byłoby zbyt łatwe. Kupiłbym laskę, przywdział wymiętoszoną koszulę, sypnąłbym paroma sarkazmami i co, mógłbym leczyć ludzi? No właśnie. Konkludując – Probierz to wcale nie polski Guardiola. Daleki jestem od tego typu porównań, ale jeśli już jesteśmy na granderbijskiej płaszczyźnie – bardziej pasuje do Mourinho.












