Pro Vercelli – dawni królowie Italii od lat poza światłem reflektorów


Początki calcio należały do Pro Vercelli. Niestety klub od dłuższego czasu błąka się po niższych szczeblach

25 marca 2020 Pro Vercelli – dawni królowie Italii od lat poza światłem reflektorów
Wikipedia.org

Pro Vercelli to już przez wielu zapomniany włoski gigant. Choć „Białe Koszule” wielu fanom piłki nożnej, zwłaszcza tym młodszym, nic nie mówią, zasługują na trochę atencji. Ich gablota jest pełna trofeów, które dzisiaj mogą stanowić gratkę dla wielu sympatyków calcio. Siedem mistrzostw Włoch to więcej, niż zdobyły takie marki jak AS Roma, Lazio, Sampdoria, Fiorentina i Napoli, a tyle samo ma na koncie Torino. Dokonała tego ekipa ze skromnego miasteczka, w którym rezyduje nieco ponad 40 tysięcy ludzi. Imponujące jak na drużynę, która na scudetto czeka już... no właśnie, blisko 98 lat! Ostatnie mistrzostwo zgarnęli chwilę po zakończeniu I wojny światowej, a od 85 lat nie zagrali w elicie.


Udostępnij na Udostępnij na

Dziś ekipa z Piemontu jest dla wielu obiektem drwin bądź barwnych porównań. Jakiś czas temu szkoleniowiec Napoli, Gennaro Gattuso, na konferencji po przegranym meczu powiedział: – Nie jesteśmy Pro Vercelli czy Molfetta, takie błędy są przygnębiające. „Białe Koszule” szybko i celnie wypunktowały ten cytat: „Słuszna uwaga: We Włoszech jest niewiele zespołów, które mogą się pochwalić siedmioma scudetto!”.

Niestety dzisiaj już chyba nie ma takiej osoby, która pamiętałaby którekolwiek z siedmiu mistrzostw Pro Vercelli. Klub już od ponad 80 lat nie potrafi wstać z kolan i zbudować ekipy, która umożliwi im awans do Serie A. Błąkają się oni po Serie C, czasem wskakując na chwilę na zaplecze elity bądź spadając ligę niżej. Optymista powie, że stabilizacja jest najważniejsza, ale na pewno nie jest to taka stabilizacja, jakiej życzyliby sobie kibice tego legendarnego klubu.

Wikimedia.org

Zachwyt nad grą Juventusu powodem powstania Pro Vercelli

1892 rok był dla historii Pro Vercelli przełomowy. To właśnie wtedy jeden z miejscowych nauczycieli wf-u, pan Domenico Luppi, wpadł na pomysł założenia stowarzyszenia. Natomiast wówczas jego plany były zgoła inne, gdyż Pro Vercelli miało być grupą gimnastyczną. Zaczęli w niej się szkolić akrobaci i szermierze, a same Pro Vercelli stawało się popularne w regionie.

Aczkolwiek to rok 1903 był tym najważniejszym dla szkółki założonej przez Luppiego. Jeden z młodych szermierzy Pro Vercelli, Marcello Bertinetti, pewnego razu postanowił pojechać do Turynu, aby zobaczyć w akcji tamtejszy Juventus. Gra „Bianconerich” złapała za duszę 18-letniego szermierza, który chciał mieć „własny Juventus” w Vercelli. To właśnie gra ich późniejszego lokalnego rywala była głównym bodźcem do powstania sekcji piłkarskiej Pro Vercelli.

Nawet barwy przez pewien czas były identyczne jak te „Starej Damy”. Zawodnicy Pro Vercelli po boisku biegali w koszulkach z kołnierzami w biało-czarne pasy z czarnymi spodenkami. Cóż, los tak chciał, że czarne pasy na koszulkach w praniu zaczynały tracić swój kolor, przez co postanowiono przerzucić się na komplet w pełni białych koszulek. Właśnie dzięki tym jakże charakterystycznym białym strojom z kołnierzykiem jeden z przydomków Pro Vercelli to „Białe Koszule”.

Pro Vercelli a przemoc

Bynajmniej we włoskim futbolu, zwłaszcza na początku jego istnienia, nie udało się uniknąć zamieszek, a nawet bójek. Wielokrotnie w piłkarzy czy sędziów rzucano kamieniami bądź fani po prostu wbiegali w trakcie potyczki na murawę. Zazwyczaj były to spowodowane konfliktami kibicowskimi, a nie samym przebiegiem meczu. Doszło nawet do tego, że w 1914 roku w jednym z derbowych starć użyto broni palnej. Niektóre sceny były iście drakońskie i przypominały jedną z bitew rodem z  „Gry o Tron”.

– W lutym 1920 roku kibice wtargnęli na murawę podczas meczu Pro Vercelli z Genoą, a Guido Ara, pomocnik piemonckiej drużyny, został ranny po ataku wściekłego kibica. Incydent ten przedstawia jedna z zachowanych fotografii, na której widać tifosich biegnących w kierunku sędziego, podczas gdy piłkarze próbują uciec z boiska. W tle widać ludzi na pobliskich drzewach, skąd oglądali przebieg spotkania. 

W 1921 roku zespół Pro Vercelli został wplątany w kolejne akty przemocy, tym razem podczas meczu z Interem w Mediolanie. W pierwszej połowie jeden z graczy „Nerazzurrich” doznał poważnej kontuzji, co wywołało gniew miejscowych kibiców obwiniających o to piłkarzy Pro Vercelli. W drugiej połowie atmosfera była bardzo gęsta, jednak wciąż goście „grali nieczysto”. W końcu kapitan został wyrzucony z boiska. Doszło do kolejnej kontuzji, która doprowadziła do przepychanki na boisku. Sprowokowało to kibiców do wtargnięcia na murawę, a prowadzący mecz arbiter musiał się schronić w szatni. Zawodnik Pro Vercelli, którego uznano za winnego tych wydarzeń, został zawieszony na 6 miesięcy, a meczu nigdy nie powtórzono – możemy przeczytać w książce Johna Foota „Calcio. Historia włoskiego futbolu”.

Jak się później okazało, poglądy jednego z piłkarzy „Białych Koszul” i jego pozaboiskowe ekscesy doprowadziły nawet do jego śmierci. O tym także możemy przeczytać w tej książce:

– „Milano Trzeci” (nazywano go tak, gdyż był trzecim z czterech braci grających w Pro Vercelli – przyp. red.), jak zwykło się go nazywać, był nie tylko piłkarzem, ale i faszystowskim bojownikiem. Pewnej styczniowej nocy grupa faszystów z Vercelli postanowiła wtargnąć do pobliskiego miasteczka, by usunąć tablicę, która ich zdaniem obrażała pamięć poległych na wojnie. W owym nasyconym stronniczością i polityczną obsesją okresie pewne symbole miały na tyle istotne znaczenie, że niektórzy ryzykowali dla nich życie lub byli je odebrać innym…

Kiedy tamtego feralnego wieczora „Milano Trzeci” pomagał swojej bandzie w usunięciu tablicy, został zastrzelony przez lokalnego stróża miejskiego. Jak zwykle bywa w takich wypadkach, pojawiły się różne wersje tej historii. Niektórzy utrzymują, że „Milano Trzeci” został przewieziony do szpitala, a niektórzy, że jego ciało pozostawiono samotnie na ulicy przez całą noc – opowiada John Foot w swojej książce.

Wieczny kryzys

De facto można śmiało mówić o tym, że „Leoni” są w wiecznym kryzysie. Niestety początki lat 30. dla Pro Vercelli były początkiem ich końca w elicie. Klub zaczął wyraźnie odstawać finansowo od swoich większych rywali, a samo Vercelli nie przyciągało największych nazwisk. W sumie trudno się dziwić. Już wtedy na piłkarskiej mapie świata brylowały zespoły z Mediolanu, Turynu, Rzymu czy Bolonii. Te kluby nie dość, że były w znacznie lepszej kondycji finansowej, to dodatkowo sama atrakcyjność życia spychała Vercelli na dalszy plan.

Wikimedia commons

Właśnie te czynniki spowodowały, że wielka marka z początku lat 10. i 20. XX wieku w 1934 roku pożegnała się z Serie A. Wówczas spadli do Serie B, z której mieli szybko się wygrzebać i ponownie zapewnić temu skromnemu miasteczku grę na najwyższym poziomie. Stało się zgoła inaczej i w trakcie II wojny światowej w 1940 roku spadli do Serie C. Ten kryzys finansowy był spowodowany głównie sytuacją w kraju, która najbardziej dotknęła te mniejsze miasteczka. Ruchy wojenne okazały się bolesne także dla Pro Vercelli, które już nigdy nie wróciło do lat świetności.

Chyba że za takie uznamy granie w Serie C z chwilowymi przerwami na Serie D czy Serie B. Jednak nie oszukujmy się, klub z takimi tradycjami nie powinien grać na tak niskim poziomie ocierającym się o półprofesjonalny. Przez już blisko 86 lat wciąż nie znalazł się nikt, kto wymyśliłby skuteczny plan na przywrócenie Pro Vercelli do elity. Jest to smutny upadek drużyny jakże zasłużonej w historii włoskiego calcio. Dziś już nikt nie pamięta o ich wyczynach i są jedynie ciekawostką na mapie Półwyspu Apenińskiego.

Silvio Piola – największa ikona Pro Vercelli

O wielu piłkarzach mówi się, że ich liczby nie oddają ich gry na boisku. Zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym tych słów znaczeniu. Jednak są i tacy, których cyferki idealnie oddają ich dyspozycję na boisku. Jednym z nich jest najlepszy strzelec w historii całej Serie A i wychowanek Pro Vercelli. Silvio Piola w latach 30., 40., a nawet i 50. ubiegłego wieku regularnie strzelał gola za golem na włoskich boiskach. Jego rekord 274 bramek do dziś jest nie do pobicia i jedynie Francesco Totti, który 250 razy znalazł drogę do siatki, zbliżył się do tego rekordu.

Silvio debiutował w pierwszej drużynie Pro Vercelli w 1930 roku, mając niespełna 17 lat na karku. W ciągu następnych czterech lat w barwach „Leoni” zagrał blisko 130 meczów, strzelając w nich 51 goli. Wówczas prezes ekipy z Piemontu w jednym z wywiadów stwierdził, że odejście Pioli będzie oznaczało koniec Pro Vercelli. Jakże prorocze były te słowa. Już w 1934 roku Piola opuścił Vercelli na rzecz Lazio. Na transfer do stolicy naciskał lider faszystowskiej partii, Benito Mussolini. Sympatyk Lazio przymuszał klub do puszczenia napastnika do stołecznej ekipy. W kolejnym sezonie Pro Vercelli spadło do Serie B, a sam Silvio stał się wręcz ikoną Lazio. Przez kolejne dziewięć lat strzelił aż 143 gole.

Kolejne lata to była podróż po Torino, Juventusie i Novarze. Jego występy w turyńskich klubach nie były aż tak spektakularne i nieco zahamowały jego rekordy. Transfer do Novary dał mu drugie życie, strzelił dla niej blisko 70 bramek. Silvio Piola był dżentelmenem na boisku, a poza nim poukładanym i rodzinnym człowiekiem. Stronił od skandali, papierosów czy alkoholu. Skupiał się na życiu rodzinnym i piłkarskiej karierze.

Mimo tego, że w Vercelli grał zaledwie cztery lata, nie przeszkodziło to klubowi w nazwaniu swego obiektu jego imieniem i nazwiskiem. Wychowanek „Białych Koszul” to ikona włoskich boisk i jeden z najskuteczniejszych strzelców w historii klubu. Jego osiągnięcia do dziś są niepobite i zapewne długo zajmie poprawienie wielu z nich.

Fuzja uratowała Pro Vercelli przed upadkiem

Niestety, ale również pierwsze lata XXI wieku nie były udane dla Pro Vercelli. „Leoni” zaczęli tonąć w długach, a sekcja piłkarska klubu nieomal została rozwiązana. W 2010 roku problem stał się na tyle poważny, że początkowo nie dostali oni licencji na grę w Serie C w sezonie 2010/2011. Na szczęście do gry włączyło się lokalne AS Pro Belvedere Vercelli, które powstało w 2006 roku z fuzji PGS Pro Belvedere i AS Trino Calcio. Belvedere miało zacząć sezon 2010/2011 w Serie D, ale zdecydowali się na nabycie Pro Vercelli i zaczęli występować pod szyldem tego klubu. Wszystko po to, aby Pro Vercelli nie zniknęli z piłkarskiej mapy świata.

Fuzja okazała się chwilowym dużym sukcesem. Już w sezonie 2012/2013 „Białe Koszule” ponownie trafiły na zaplecze włoskiej ekstraklasy. W klubie zaczęto wierzyć w możliwość odbudowania solidnego Pro Vercelli. Weryfikacja przyszła bardzo szybko i już po roku zostali oni odesłani z kwitkiem do Serie C. 42 mecze przyniosły tylko 37 zdobytych goli i zaledwie 33 „oczka” w ligowej tabeli. Przedostatnie miejsce w lidze, najmniej strzelonych i najwięcej straconych goli ze wszystkich ligowców. Ależ to musiał być bolesny sezon dla fanów zamieszkujących Vercelli.

Kolejne lata to była tułaczka między Serie C i Serie B. Raz awansowali, raz spadali. Można ich określić mianem włoskiego Norwich czy West Bromwich. Czyli ekipy za mocnej na Serie C i za słabej na Serie B. Teraz wydaje się, że sytuacja się nieco ustabilizowała na niekorzyść „Leonich”. Już drugi rok spędzają w Serie C, a szanse na awans są zerowe. Bliżej im obecnie do strefy spadkowej niż strefy gwarantującej możliwość ubiegania się o awans na zaplecze elity.

Od zawsze na zawsze bazują na Włochach

Pro Vercelli zawsze było drużyną bazującą głównie na włoskich piłkarzach, często tych pochodzących z pobliskich regionów. Nawet gdy „Leoni” dominowali Italię i sięgali po kolejne trofea, na próżno było tam szukać obcokrajowców. Ta tendencja nie uległa wielkiej zmianie do tej pory. Teraz co prawda jest więcej zagranicznych graczy niż w latach ich świetności, ale wynika to głównie z łatwości przemieszczania się między krajami i lepszych zarobków, dzięki którym można się utrzymać z grania w piłkę.

Jak widać na załączonym wykresie, liczba obcokrajowców po spadku do Serie C (spadli po sezonie 2017/2018) znacznie zmalała, niż gdy grali poziom wyżej. W Vercelli zdecydowano się na cięcie kosztów i postawienie na swoich. Dodatkowo nawet ci piłkarze zagraniczni legitymują się włoskim obywatelstwem i często są to gracze mieszkający na Półwyspie Apenińskim od lat. We Włoszech czują się oni jak u siebie i można ich uznać za Włochów z krwi i kości.

Nie, te liczby nie są błędem i redaktor nie tworzył wykresu po wypiciu arbuzowego Somersby. Pro Vercelli faktycznie w kadrze w ostatnich sezonach miało aż tylu młodych piłkarzy. Co prawda często te kadry liczyły blisko 40 zawodników, jednak wciąż znaczna większość z nich łapałaby się wiekowo jako młodzieżowcy w naszej rodzimej ekstraklasie. Jest to imponujące i miejmy nadzieję, że taki trend utrzyma się jak najdłużej.

Ciekawa jest także sylwetka trenera, który przed startem kampanii 2019/2020 objął „Białe Koszule”. Bowiem w Vercelli zdecydowano się dać szansę Alberto Gilardino. Tak, ten sam Gilardino, który zdobył mistrzostwo świata z kadrą Italii. Jest to dość ryzykowny ruch, gdyż wcześniej były piłkarz Milanu czy Fiorentiny trenował tylko na niższych szczeblach AC Rezzato. Tak naprawdę mimo że Alberto w klubie przepracował pół sezonu, wciąż trudno ocenić jego pracę. Pro Vercelli na tę chwilę zajmuje 14. miejsce w ligowej tabeli, a wykonawców ma przeciętnych, nawet jak na Serie C.

Jak w Pro Vercelli radzą sobie z wirusem?

Obecnie z wiadomych powodów nie możemy oglądać podopiecznych Alberto Gilardino w akcji. Pro Vercelli było tak naprawdę jednym z pierwszych klubów z niższych klas rozgrywkowych, które zareagowały na obecną sytuację w kraju. Massimo Secondo odmówił wyjazdu drużyny na derbowy mecz z Novarą, a Alberto Gilardino zaprzestał treningów całego zespołu już na początku marca.

– Kontynuowanie sezonu to totalne szaleństwo. Może nawet zbyt długo czekałem, aż ktoś z Serie C podejmie zdecydowane działania. Nie mam jednak już ochoty czekać na oficjalne oświadczenia czy zebrania. W środę mieliśmy grać przeciwko Novarze. Jest to mecz derbowy, na którym nam bardzo zależy. Podjęliśmy decyzję, że się na niego nie stawimy, aby nie ryzykować zdrowia piłkarzy i kibiców. Nawet jeżeli będzie walkower, nie wyjdziemy na boisko. Sytuację należy potraktować poważnie. Piłka to sport kontaktowy i łatwo przenieść wirusa z jednej na drugą osobę – grzmiał na początku miesiąca prezes Pro Vercelli.

Decyzja, jak widać z perspektywy czasu, okazała się chyba najlepszą możliwą do podjęcia. Prezes podszedł do sytuacji bardzo poważnie i taka decyzja była jednym z bodźców do ostatecznego przerwania sezonu Serie C.

Niestety obecnie Pro Vercelli wciąż trwa w kryzysie. Za dwa lata minie dokładnie 100 lat od momentu ich ostatniego scudetto. Szans na sięgnięcie po trofeum po 100 latach nie ma. Chyba że po mistrzostwo Serie C… Wielkimi krokami zbliżamy się także do 100-lecia ostatniego sezonu Pro Vercelli w Serie A. Klub do tej pory nie wykaraskał się z tej bardzo słabej sytuacji i po ikonicznej marce nie pozostał żaden ślad. Jedynie gablota obfita w trofea z lat przed i po I wojnie światowej. Ale kto o tym dzisiaj pamięta? Miejmy nadzieję, że za jakiś czas znajdzie się ktoś, kto odnajdzie złotą receptę na przywrócenie chwały Pro Vercelli.

Komentarze
Milena (gość) - 2 miesiące temu

Dajcie artykuł o boltonie

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze