Beniaminek z Hull przypomniał o sobie i wywalczył na Anfield Road remis z Liverpoolem, prowadząc nawet 2:0. Jest to świetna wiadomość dla Chelsea, która ma szansę wyjść na pierwsze miejsce w tabeli. Drugą dobrą wiadomością dla „The Blues” jest także to, iż punkty znowu pogubił Arsenal, który nie potrafił wygrać z Middlsebrough.
Pogłoski o tym, iż podopieczni Arsene’a Wengera wracają do walki o mistrzostwo, okazały się mocno przesadzone. „Kanonierzy” zupełnie nie wykorzystali triumfu nad Chelsea i ponownie zaczęli grać w kratkę. Nie pomogło nawet wystawienie w 700. meczu Wengera rezerw przeciwko Porto.
Arsenal z Boro zremisował na własne życzenie, a mógł nawet przegrać. Gospodarze od początku ruszyli do ataku i to z pewnością oni byli stroną przeważającą. Wprawdzie prowadzenie dla „Kanonierów’ zdobył po rzucie rożnym Emmanuel Adebayor, ale kwadrans później wyrównał i tym samym ustalił wynik meczu Jeremy Aliadiere, który tym samym kontynuuje swoją zemstę za wyrzucenie go z Highbury.
Goście mogli oczywiście wygrać spotkanie, jednak van Persie i Bendtner nie wykorzystali takich sytuacji, przy których zobowiązani są strzelać bramki. Sytuacja drużyny staje się niezwykle trudna. Traci punkt do trzeciego Manchesteru United, mimo że ma dwa spotkania rozegrane więcej. Ponadto 20 (!) straconych bramek w 17 spotkaniach świadczy o tym, że jest to inny Arsenal niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
„The Reds” stracą fotel lidera?
Liverpool w końcu złapał zadyszkę i zremisował z Hull 2:2, a od 22. minuty przegrywał nawet 2:0. Beniaminek po raz kolejny pokazał się z dobrej strony, a szczególnie w pamięć zapadł były francuski obrońca PSG, Bernard Mendy, po którego rajdach padły obie bramki dla „Tygrysów”. Gospodarzy uratować mógł tylko Steven Gerrard, który dwoma bramkami doprowadził do wyrównania. Trzeciej już zdobyć nie dał rady, a że nikt z drużyny nie przyszedł mu w sukurs, Liverpool musi się zadowolić tylko remisem, a Chelsea Londyn, jeżeli wygra w niedzielę, wskoczy na fotel lidera.
Kolejną porażkę zaliczył Manchester City, a kolejne wyjazdowe zwycięstwo padło łupem Evertonu. Szejkowie powoli tracą cierpliwość do Marka Hughesa, który zupełnie nie potrafi ustawić drużyny ani wetknąć w nią ducha walki. Wprawdzie „Cititens” należą do jednych z najkulturalniej grających drużyn, ale brak chociaż jednej żółtej kartki w spotkaniu świadczy raczej o tym, iż gospodarze niezbyt się starali.
„The Tofees” na City of Manchester Stadium wystąpili bez ani jednego nominalnego napastnika, bowiem kontuzje „wyleczyły” z gry między innymi Louisa Sahę, Yakubu i Jamesa Voughana. Nie przeszkodziło to podopiecznym Davida Moyesa w stworzeniu niezłego widowiska. Bramkę dającą 3 punkty już w doliczonym czasie zdobył Tim Cahill, który po raz kolejny potwierdził, że mimo niskiego wzrostu świetnie potrafi grać głową.
Kwadrans Smolarka
Bolton Wanderers zawitał z kolei na Villa Park w Birmingham i wyjechał ze sporym bagażem bramek. Ostatnie 15 minut na boisku przebywał Euzebiusz Smolarek, który ostatnio w rezerwach zdobył dwie bramki. Dwa gole dla gospodarzy zdobył Gabriel Agbonlahor, który prawdopodobnie odejdzie z drużyny po zakończeniu sezonu. Na brak ofert nie narzeka. Dwie bramki w tym spotkaniu zdobył także Kevin Davies, jedną niestety samobójczą. Gospodarze wyprzedzili w tabeli Arsenal i mają identyczny bilans bramkowy. Aston Villa z powodzeniem walczy o start w europejskich pucharach.










