W ostatnim spotkaniu siedemnastej kolejki ekstraklasy Legia Warszawa bez większych problemów pokonała Cracovię Kraków. Cracovia w Warszawie nie wygrała od 63 lat i na następne zwycięstwo będzie musiała jeszcze poczekać.
Jeżeli popatrzymy na dyspozycję Legii w tym spotkaniu, to na pewno nie była ona najwyższa. Piłkarze z Warszawy grali może na 50% swoich możliwości, ale wystarczyło to do pokonania Cracovii. Do świąt Bożego Narodzenia jeszcze daleko, ale Artur Marciniak postanowił już dzisiaj zabawić się w Świętego Mikołaja i sprezentował Legii pierwszą bramkę. Warto przyznać, że lob, jaki posłał nad Pilarzem, był naprawdę niczego sobie. Od tego momentu legioniści jakoś bardzo nie kwapili się do podwyższenia rezultatu, grali spokojnie i starali się kontrolować to spotkanie.
Pomysłem Cracovii na ten mecz był Miroslav Covilo. Ten mierzący 193 centymetry wzrostu pomocnik miał wygrywać pojedynki główkowe i tym stwarzać zagrożenie pod bramką Kuciaka. Trzeba przyznać, że kilka razy udało mu się znaleźć w polu karnym, jednak tak naprawdę żadna z tych akcji nie zagroziła legionistom. Cracovia próbowała także grać z kontry i wychodziło im to naprawdę dobrze, ponieważ po kilku kontrach byli bardzo blisko zdobycia bramki. Jednak zarówno Deniss Rakels, jak i Dariusz Zjawiński raczej skutecznością nie grzeszą. Legioniści cały czas grali tak, jakby wiedzieli, że druga bramka jest tylko kwestią czasu i się doczekali. Gola z bardzo bliskiej odległości strzelił Orlando Sa, który chwilę wcześniej pojawił się na boisku. Moim zdaniem ten zawodnik jest najlepszym środkowym napastnikiem naszej ekstraklasy i trzymajmy go na naszym podwórku jak najdłużej.
Warto zaznaczyć, że na boisko powrócił Miro Radovic, może nie był to jakiś jego świetny występ, ale kilkoma zagraniami przypomniał się warszawskim kibicom. Na plus zdecydowanie zasłużył po raz kolejny Guilherme, który na lewej obronie spisuje się ostatnimi czasy wręcz znakomicie. Szkoda tej kontuzji, która na tak długo wykluczyła go z futbolu, ponieważ takich zawodników na naszych boiskach chce się oglądać jak najczęściej. Jego wypożyczenie powoli dobiega końca i jestem ciekawy, jak dalej potoczą się jego losy. Dobry występ zaliczył także Helio Pinto, a w Cracovii należy wyróżnić Pilarza, który obronił ze dwa, trzy groźne strzały.
Mecz nie należał do bardzo emocjonujących. Legii należą się brawa, że nawet najmniejszym nakładem sił potrafi wygrywać spotkania. A Cracovia? No cóż, wydaje się, że czekać ją będzie walka o utrzymanie, ponieważ o grupie mistrzowskiej powoli może zapomnieć.











