36. kolejka rozgrywek o mistrzostwo Anglii stoi pod znakiem niedzielnych spotkań. Pomimo tego, że mecze na Emirates i Old Trafford zdominowały brytyjskie media, w sobotnich spotkaniach działy się nie mniej interesujące rzeczy. Spotkania z godziny szesnastej miały wyjaśnić wiele w kwestii zespołów walczących o utrzymanie w Premiership.
Do końca grudnia 2008 roku zespół beniaminka z Hull był sensacją ligi angielskiej. Wysokie ósme miejsce w tabeli nie było dziełem przypadku. Drużyna Philipa Browna wygrywała bez kompleksów z najlepszymi, pokonując między innymi Arsenal na Emirates. Dziś sytuacja piłkarzy z KC Stadium jest diametralnie inna. Przed meczem ze Stoke drużyna Hull City zajmowała siedemnaste miejsce w tabeli, mając zaledwie trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Kibice popularnych „Tygrysów” bardzo liczyli na wygraną w spotkaniu z podopiecznymi Tony’ego Pulisa, po zawodach dobre humory mieli jednak tylko fani z Britannia Stadium.
Wygrana nie przyszła gościom łatwo. To gospodarze dominowali w pierwszej połowie i byli zdecydowanie lepszym zespołem. Pod bramką Sorensena brakowało im jednak dokładności. Na pięć minut przed przerwą piłkarze Stoke wzorowo wykonali rzut rożny. Dośrodkowanie Lawrence’a wykorzystał Fuller i strzałem z bliska pokonał Boaza Myhilla.
Jednobramkowa strata nie załamała gospodarzy. Już trzy minuty po rozpoczęciu drugiej połowy świetną okazję do wyrównania miał Kilbane, jednak jego strzał wylądował na słupku, za sprawą interwencji Sorensena. Duńczyk kapitalnie interweniował również w 57. minucie, kiedy to Garcia groźnie główkował po dośrodkowaniu Barmby’ego.
Między 60. a 67. minutą Brown dokonał trzech zmian w swoim zespole, wpuszczając na boisko Manucho, Mendy’ego oraz Geovanniego. Trójka ofensywnie grających graczy miała poderwać gospodarzy do ostrego natarcia, efekt był jednak zupełnie odwrotny. W 73. minucie goście przeprowadzili skuteczny kontratak, po którym Lawrence zdobył drugą bramkę dla Stoke. Hull City stać było jedynie na honorowe trafienie Dawsona i sytuacja zespołu z KC Stadium jest nadal bardzo ciężka. Stoke natomiast dzisiejszą wygraną zapewnił sobie utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
O pozostanie w elicie najlepszych drużyn w Anglii walczyły dziś również Blackburn i Portsmouth. Sąsiedzi z tabeli stoczyli bardzo wyrównany pojedynek na Ewood Park, w którym lepsi okazali się podopieczni Sama Allardyce’a. Gol Pedersena z 31. minuty był efektem dominacji „Rovers” w tym okresie spotkania. Do momentu utraty bramki, goście koncentrowali się raczej na defensywie, dość skutecznie rozbijając kolejne akcje miejscowych. Wynik meczu wymusił po przerwie zmianę tej taktyki, przez co na murawie zameldowali się Pennant, Kanu i Utaka.
Pięć minut po przeprowadzonych zmianach „Pompey” musieli odrabiać już dwubramkową stratę. Hreidarsson zagrał piłkę ręką w polu karnym, a jedenastkę pewnie wykonał McCarthy. Od tego momentu do głosu doszli goście, którzy jednak nie potrafili skutecznie wykończyć żadnej ze stworzonych sytuacji. Co więcej, na trzy minuty przed końcem spotkania Utaka fatalnie przestrzelił rzut karny. Tak więc Portsmouth nadal nie może być pewnym pozostania w Premiership.










