Już dawno nie mieliśmy tak atrakcyjnego zestawu par, jak w nadchodzącej, 24. kolejce angielskiej Premier League. Na czoło wysuwa się oczywiście spotkanie na szczycie pomiędzy Liverpoolem i Chelsea. Lider tabeli, Manchester United, podejmie na Old Trafford niepokonany ostatnio Everton, a na Emirates kibice kanonierów będą mieli okazję obejrzeć kolejne derby Londynu. Tym razem przeciwnikiem zespołu Arsene Wengera będzie stołeczny West Ham. Na pozostałych stadionach będzie nie mniej ciekawie. Szczególnie emocjonująco zapowiadają się pojedynki „o sześć punktów” na Craven Cottage, Riverside i Reebok Stadium.
Mecz na Anfield Road zapowiada się pasjonująco. Przypomnijmy, że w pierwszym starciu sezonu na Stamford Bridge, górą byli podopieczni Rafy Beniteza, którzy wygrali skromnie po golu Hiszpana Xabi’ego Alonso. Dla The Blues porażka była o tyle bolesna, że przerwała ich fantastyczną serię 86 kolejnych meczów bez przegranej na własnym stadionie. Przez cztery lata nie znalazł się nikt, kto byłby w stanie wywieźć z Londynu komplet punktów. Zrobili to dopiero piłkarze Liverpoolu.
Obecna sytuacja obu zespołów jest specyficzna. Wprawdzie Chelsea i Liverpool zajmują w tej chwili odpowiednio drugie i trzecie miejsce w tabeli, ze stratą zaledwie dwóch punktów do literującego Manchesteru United, ale obie drużyny ostatnio raczej zawodzą. Szczególnie The Reds, którzy przez dość długi czas okupowali fotel lidera, nie potrafią wygrać meczu od miesiąca. Ostatnie zwycięstwo podopieczni Beniteza odnieśli jeszcze w zeszłym roku, pokonując pod koniec grudnia Newcastle 5:1. Od tamtej pory nie potrafili znaleźć recepty na piłkarzy beniaminka ze Stoke oraz dwukrotnie zanotowali jednobramkowe remisy z Evertonem i Wigan. Zrozumiała jest zatem duża frustracja hiszpańskiego managera Liverpoolu, który, o dziwo, winy złych wyników swojego zespołu szuka w zbyt defensywnej grze swoich rywali. Dość krótko skwitował to Steve Bruce, który atakowany przez Beniteza po spotkaniu z The Reds, powiedział: – Nie mogę powiedzieć, że zagraliśmy świetny mecz, ale według mnie on po prostu jest zawiedziony, że znowu nie zdobyli trzech punktów.
Na dzisiejszej konferencji prasowej Hiszpan zapowiadał przełom w zespole. Benitez tonował złe nastroje i zapowiedział wygraną w niedzielnym spotkaniu: – Wiemy, że w styczniu straciliśmy sporo punktów i zremisowaliśmy pojedynki, które powinniśmy byli wygrać, ale dobrą informacją jest fakt, że styczeń już minął. Zapewniam, że nie odpadliśmy z walki o mistrzowską koronę, nadal jesteśmy pewni swego. Jeśli tylko pokonamy Chelsea, pojawią się przed nami nowe opcje. Wciąż twierdzę, że znajdujemy się w najkorzystniejszej sytuacji od 10, może nawet 15 lat. – powiedział popularny Rafa. Mimo wszystko dało się wyczuć pewną nutkę niepewności u Beniteza, który na zakończenie konferencji prasowej stwierdził: –Jeśli nie uda nam się zwyciężyć, nic nie będzie stracone, ponieważ przed nami jeszcze długa droga.
Dla Chelsea styczeń również był trudnym miesiącem. Kibicom The Blues ciężko będzie zapomnieć dotkliwą porażkę 0:3 na Old Trafford. Wprawdzie dwa następne spotkania ligowe londyńczycy wygrali, jednak delikatnie mówiąc, ich gra pozostawia wiele do życzenia. Dowodem na to są wymęczone zwycięstwa ze słabiutkimi Stoke i Middlesbrough. Duża fala krytyki spadła na głowę brazylijskiego szkoleniowca Chelsea, Felipe Scolariego. Manager The Blues nie traci jednak nadziei na tytuł i właśnie w meczu z Liverpoolem widzi szansę na odwrócenie sytuacji swojego zespołu: – powiedział Scolari. Brazylijczyk dostrzega znaczącą poprawę w grze swojej drużyny i właśnie w tym widzi szansę na wywiezienie z Anfield trzech punktów: . – zakończył Scolari.










