Już dawno nie mieliśmy tak atrakcyjnego zestawu par, jak w nadchodzącej, 24. kolejce angielskiej Premier League. Na czoło wysuwa się oczywiście spotkanie na szczycie pomiędzy Liverpoolem i Chelsea. Lider tabeli, Manchester United, podejmie na Old Trafford niepokonany ostatnio Everton, a na Emirates kibice kanonierów będą mieli okazję obejrzeć kolejne derby Londynu. Tym razem przeciwnikiem zespołu Arsene Wengera będzie stołeczny West Ham. Na pozostałych stadionach będzie nie mniej ciekawie. Szczególnie emocjonująco zapowiadają się pojedynki „o sześć punktów” na Craven Cottage, Riverside i Reebok Stadium.
Mecz na Anfield Road zapowiada się pasjonująco. Przypomnijmy, że w pierwszym starciu sezonu na Stamford Bridge, górą byli podopieczni Rafy Beniteza, którzy wygrali skromnie po golu Hiszpana Xabi’ego Alonso. Dla The Blues porażka była o tyle bolesna, że przerwała ich fantastyczną serię 86 kolejnych meczów bez przegranej na własnym stadionie. Przez cztery lata nie znalazł się nikt, kto byłby w stanie wywieźć z Londynu komplet punktów. Zrobili to dopiero piłkarze Liverpoolu.
Obecna sytuacja obu zespołów jest specyficzna. Wprawdzie Chelsea i Liverpool zajmują w tej chwili odpowiednio drugie i trzecie miejsce w tabeli, ze stratą zaledwie dwóch punktów do literującego Manchesteru United, ale obie drużyny ostatnio raczej zawodzą. Szczególnie The Reds, którzy przez dość długi czas okupowali fotel lidera, nie potrafią wygrać meczu od miesiąca. Ostatnie zwycięstwo podopieczni Beniteza odnieśli jeszcze w zeszłym roku, pokonując pod koniec grudnia Newcastle 5:1. Od tamtej pory nie potrafili znaleźć recepty na piłkarzy beniaminka ze Stoke oraz dwukrotnie zanotowali jednobramkowe remisy z Evertonem i Wigan. Zrozumiała jest zatem duża frustracja hiszpańskiego managera Liverpoolu, który, o dziwo, winy złych wyników swojego zespołu szuka w zbyt defensywnej grze swoich rywali. Dość krótko skwitował to Steve Bruce, który atakowany przez Beniteza po spotkaniu z The Reds, powiedział: – Nie mogę powiedzieć, że zagraliśmy świetny mecz, ale według mnie on po prostu jest zawiedziony, że znowu nie zdobyli trzech punktów.
Na dzisiejszej konferencji prasowej Hiszpan zapowiadał przełom w zespole. Benitez tonował złe nastroje i zapowiedział wygraną w niedzielnym spotkaniu: – Wiemy, że w styczniu straciliśmy sporo punktów i zremisowaliśmy pojedynki, które powinniśmy byli wygrać, ale dobrą informacją jest fakt, że styczeń już minął. Zapewniam, że nie odpadliśmy z walki o mistrzowską koronę, nadal jesteśmy pewni swego. Jeśli tylko pokonamy Chelsea, pojawią się przed nami nowe opcje. Wciąż twierdzę, że znajdujemy się w najkorzystniejszej sytuacji od 10, może nawet 15 lat. – powiedział popularny Rafa. Mimo wszystko dało się wyczuć pewną nutkę niepewności u Beniteza, który na zakończenie konferencji prasowej stwierdził: –Jeśli nie uda nam się zwyciężyć, nic nie będzie stracone, ponieważ przed nami jeszcze długa droga.
Dla Chelsea styczeń również był trudnym miesiącem. Kibicom The Blues ciężko będzie zapomnieć dotkliwą porażkę 0:3 na Old Trafford. Wprawdzie dwa następne spotkania ligowe londyńczycy wygrali, jednak delikatnie mówiąc, ich gra pozostawia wiele do życzenia. Dowodem na to są wymęczone zwycięstwa ze słabiutkimi Stoke i Middlesbrough. Duża fala krytyki spadła na głowę brazylijskiego szkoleniowca Chelsea, Felipe Scolariego. Manager The Blues nie traci jednak nadziei na tytuł i właśnie w meczu z Liverpoolem widzi szansę na odwrócenie sytuacji swojego zespołu: – powiedział Scolari. Brazylijczyk dostrzega znaczącą poprawę w grze swojej drużyny i właśnie w tym widzi szansę na wywiezienie z Anfield trzech punktów: . – zakończył Scolari.
– Mecz przeciwko Liverpoolowi nigdy nie jest łatwy. Nie wiem, co się z nimi ostatnio dzieje, ale jedno jest pewne, jeśli wykorzystamy kilka okazji, które na pewno sobie stworzymy, możemy ich pokonać.
– W czterech ostatnich spotkaniach graliśmy zdecydowanie lepiej, strzelaliśmy bramki i pokazaliśmy więcej serca do gry. Zaczynając mecz z Middlesbrough byliśmy pod presją, ale wygraliśmy i awansowaliśmy w tabeli o dwie pozycje. To bardzo dobrze wpływa na naszą pewność siebie
Liverpool, wraz z literującym Manchesterem United, jest w tym sezonie na własnym stadionie niepokonany. Nie oznacza to jednak pewnych punktów dla The Reds. Zawodnicy Beniteza aż pięć z jedenastu spotkań na Anfield zaledwie zremisowali. Bezsprzecznie możemy jednak oczekiwać wielkich emocji, tym bardziej, że jedyny bezbramkowy remis pomiędzy tymi zespołami padł w Liverpoolu w 1971 roku. Od czasu powstania Premier League, The Reds, w trzydziestu trzech spotkaniach, odnieśli 12 zwycięstw i zanotowali 14 porażek. Jeśli Liverpool wygra w niedzielę z ekipą The Blues, będzie to ich 200. zwycięstwo na własnym stadionie w Premiership. Zarówno Benitez, jak i Scolari będą mieli do dyspozycji raczej wszystkich graczy. Niepewne są jedynie występy Ricardo Carvalho i Salomona Kalou w Chelsea, którzy mają drobne problemy zdrowotne. Mecz poprowadzi Mike Riley, który już dwukrotnie w tym sezonie sędziował spotkania obu drużyn.
Przedsmakiem wielkich emocji na Anfield, będzie sobotnie spotkanie Manchesteru United z Evertonem na Old Trafford. Obie jedenastki spisują się ostatnio wyśmienicie. Duże brawa należą się szczególnie ekipie Davida Moyesa. The Toffees, pomimo olbrzymich problemów kadrowych, są niepokonani w lidze od 7 grudnia 2008 roku. Przypomnijmy, że Everton od dłuższego czasu musi sobie radzić bez swoich czołowych napastników, a mimo to w siedmiu kolejnych spotkaniach nikt nie znalazł sposobu na ekipę z Goodison Park. W miejsce kontuzjowanych Yakubu, Vaughana, Sahy i Anichebe, szkocki manager Evertonu ustawia Tima Cahilla. Australijski pomocnik w roli napastnika spisuje się wyśmienicie. Jego bramki w meczach z Manchesterem City, Middlesbrough, Liverpoolem i Arsenalem dały wiele ważnych punktów drużynie Moyesa. Świetnie spisuje się także obrona Evertonu. We wspomnianych siedmiu spotkaniach piłkarze z Goodison Park stracili zaledwie dwie bramki. Mimo tego zawodnicy The Toffees będą musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, bo to co wyczynia ostatnio ekipa Fergusona, przechodzi wszelkie pojęcie.
United ostatni mecz przegrali 8 listopada 2008 z Arsenalem na Emirates. Od tamtego czasu Czerwone Diabły wygrały dziewięć razy w jedenastu spotkaniach, w łącznym stosunku bramkowym 19:0! W ostatnim meczu z West Bromwich, Edwin Van der Sar pobił rekord Premier League należący do Petra Cecha z Chelsea, nie wpuszczając bramki przez kolejne 1032 minuty. Van der Sar może jeszcze pobić dwa rekordy: ligi angielskiej, ustanowiony przez Steve’a Deatha z Reading, który między marcem a sierpniem 1979 r. nie puścił gola przez 1103 minuty, i rekord Wielkiej Brytanii, należący do Chrisa Woodsa z Glasgow Rangers, który nie puścił gola między listopadem 1986 r. a styczniem 1987 r. przez 1196 minut. Pierwszy z nich może być udziałem Holendra, jeśli do 72. minuty sobotniego spotkania z Evertonem Van der Sar zachowa czyste konto. Będzie mu o tyle trudniej, że w defensywie United nadal nie zagra francuz Patrice Evra. Dodatkowo pod znakiem zapytania staje występ Nemanji Vidica, który doznał stłuczenia podczas czwartkowego treningu. Lekkie treningi po swoich urazach rozpoczęli już Nani i Wayne Rooney, jednak na sto procent nie będą gotowi na sobotnie spotkanie. Listę nieobecności zamyka Owen Hargreaves, który nie wystąpi raczej do końca sezonu. W Evertonie tradycyjnie zabraknie wspomnianych wyżej napastników, jednak dla kibiców The Toffees najważniejszą informacją jest obecność w kadrze Tima Cahilla, który z powodu kontuzji musiał opuścić boisko w meczu z Arsenalem. David Moyes potwierdził dziś, że pomocnik wystąpi na Old Trafford.
Kibice na Emirates powinni być świadkami pasjonujących derbów Londynu. Wszystko to za sprawą formy West Hamu, który od pięciu spotkań jest niepokonany w lidze. Podopieczni Gianfranco Zoli zremisowali tylko w meczu z Newcastle, natomiast Portsmouth, Stoke, Fulham i Hull musiały już uznać wyższość ekipy z Boleyn Ground. Taka postawa popularnych Młotów zaowocowała awansem na siódmą pozycję w tabeli i ucieczką ze strefy zespołów bezpośrednio zagrożonych spadkiem. Mimo wszystko wydaje się, że pewnym faworytem sobotniego spotkania będą gospodarze. Podopieczni Wengera stracili w zeszłej kolejce dwa cenne punkty na Goodison Park i tracą już pięć oczek do czwartej Aston Villi. Inne rozwiązanie, niż zwycięstwo Arsenalu w derbach, będzie dużą niespodzianką. Przypomnijmy, że w pierwszym meczu tego sezonu, Kanonierzy wygrali gładko 2:0 po golu Adebayora i samobójczym trafieniu Fauberta.
Sezon 2008/2009 cechuje zarówno niezwykle zacięta walka o mistrzostwo, jak i równie pasjonująca batalia o utrzymanie się w lidze. Dziesiąty w tabeli Hull City ma zaledwie sześć punktów przewagi nad strefa spadkową. W 24. kolejce dojdzie do trzech pojedynków „o sześć punktów”. Bezpośrednie mecze rozegrają sąsiadujący ze sobą Bolton z Tottenhamem, Middlesbrough z Blackburn oraz Fulham z Portsmouth. Poza ekipą Rovers, która od czasu przyjścia do klubu managera Sama Allardyce’a nie przegrała ani jednego spotkania, pozostali grają kompletnie w kratkę, nie potrafiąc ustabilizować formy. Ciężko więc wytypować faworytów powyższych meczy. Wiadomo, że największym rozczarowaniem jest postawa stołecznego Tottenhamu, więc wydaje się, iż to zespół Harry’ego Redknappa zrobi dostatecznie dużo, aby wygrać na Reebok Stadium. Popularne Koguty mają duży atut w postaci odkupionego z Portsmouth Jermaine’a Defoe. Anglik jest ostatnio w wyśmienitej formie, więc obrońcy Boltonu muszą zwrócić na niego szczególną uwagę. Polscy kibice nie powinni mieć złudzeń co do występu w barwach The Trotters Euzebiusza Smolarka. Sytuacja naszego reprezentacyjnego napastnika w drużynie Garego Megsona jest fatalna. Manager Boltonu kompletnie nie ufa Polakowi i nie wystawia go do składu nawet wtedy, gdy kontuzjowani są czołowi gracze ekipy z Reebok Stadium. Nie wydaje się, aby w spotkaniu z Tottenhamem coś w tej sprawie uległo zmianie.
Poniżej komplet spotkań 24. kolejki Premiership:
Stoke City – Manchester City Arsenal – West Ham United Aston Villa – Wigan Athletic Bolton – Tottenham Fulham – Portsmouth Hull City – West Bromwich Albion Middlesbrough – Blackburn Rovers Manchester United – Everton Newcastle United – Sunderland Liverpool – Chelsea
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Już dawno nie mieliśmy tak atrakcyjnego zestawu par, jak w nadchodzącej, 24. kolejce angielskiej Premier League. Na czoło wysuwa się oczywiście spotkanie na szczycie pomiędzy Liverpoolem i Chelsea. Lider tabeli, Manchester United, podejmie na Old Trafford niepokonany ostatnio Everton, a na Emirates kibice kanonierów będą mieli okazję obejrzeć kolejne derby Londynu. Tym razem przeciwnikiem zespołu Arsene Wengera będzie stołeczny West Ham. Na pozostałych stadionach będzie nie mniej ciekawie. Szczególnie emocjonująco zapowiadają się pojedynki „o sześć punktów” na Craven Cottage, Riverside i Reebok Stadium.
Mecz na Anfield Road zapowiada się pasjonująco. Przypomnijmy, że w pierwszym starciu sezonu na Stamford Bridge, górą byli podopieczni Rafy Beniteza, którzy wygrali skromnie po golu Hiszpana Xabi’ego Alonso. Dla The Blues porażka była o tyle bolesna, że przerwała ich fantastyczną serię 86 kolejnych meczów bez przegranej na własnym stadionie. Przez cztery lata nie znalazł się nikt, kto byłby w stanie wywieźć z Londynu komplet punktów. Zrobili to dopiero piłkarze Liverpoolu.
Obecna sytuacja obu zespołów jest specyficzna. Wprawdzie Chelsea i Liverpool zajmują w tej chwili odpowiednio drugie i trzecie miejsce w tabeli, ze stratą zaledwie dwóch punktów do literującego Manchesteru United, ale obie drużyny ostatnio raczej zawodzą. Szczególnie The Reds, którzy przez dość długi czas okupowali fotel lidera, nie potrafią wygrać meczu od miesiąca. Ostatnie zwycięstwo podopieczni Beniteza odnieśli jeszcze w zeszłym roku, pokonując pod koniec grudnia Newcastle 5:1. Od tamtej pory nie potrafili znaleźć recepty na piłkarzy beniaminka ze Stoke oraz dwukrotnie zanotowali jednobramkowe remisy z Evertonem i Wigan. Zrozumiała jest zatem duża frustracja hiszpańskiego managera Liverpoolu, który, o dziwo, winy złych wyników swojego zespołu szuka w zbyt defensywnej grze swoich rywali. Dość krótko skwitował to Steve Bruce, który atakowany przez Beniteza po spotkaniu z The Reds, powiedział: – Nie mogę powiedzieć, że zagraliśmy świetny mecz, ale według mnie on po prostu jest zawiedziony, że znowu nie zdobyli trzech punktów.
Na dzisiejszej konferencji prasowej Hiszpan zapowiadał przełom w zespole. Benitez tonował złe nastroje i zapowiedział wygraną w niedzielnym spotkaniu: – Wiemy, że w styczniu straciliśmy sporo punktów i zremisowaliśmy pojedynki, które powinniśmy byli wygrać, ale dobrą informacją jest fakt, że styczeń już minął. Zapewniam, że nie odpadliśmy z walki o mistrzowską koronę, nadal jesteśmy pewni swego. Jeśli tylko pokonamy Chelsea, pojawią się przed nami nowe opcje. Wciąż twierdzę, że znajdujemy się w najkorzystniejszej sytuacji od 10, może nawet 15 lat. – powiedział popularny Rafa. Mimo wszystko dało się wyczuć pewną nutkę niepewności u Beniteza, który na zakończenie konferencji prasowej stwierdził: –Jeśli nie uda nam się zwyciężyć, nic nie będzie stracone, ponieważ przed nami jeszcze długa droga.
Dla Chelsea styczeń również był trudnym miesiącem. Kibicom The Blues ciężko będzie zapomnieć dotkliwą porażkę 0:3 na Old Trafford. Wprawdzie dwa następne spotkania ligowe londyńczycy wygrali, jednak delikatnie mówiąc, ich gra pozostawia wiele do życzenia. Dowodem na to są wymęczone zwycięstwa ze słabiutkimi Stoke i Middlesbrough. Duża fala krytyki spadła na głowę brazylijskiego szkoleniowca Chelsea, Felipe Scolariego. Manager The Blues nie traci jednak nadziei na tytuł i właśnie w meczu z Liverpoolem widzi szansę na odwrócenie sytuacji swojego zespołu: – powiedział Scolari. Brazylijczyk dostrzega znaczącą poprawę w grze swojej drużyny i właśnie w tym widzi szansę na wywiezienie z Anfield trzech punktów: . – zakończył Scolari.
– Mecz przeciwko Liverpoolowi nigdy nie jest łatwy. Nie wiem, co się z nimi ostatnio dzieje, ale jedno jest pewne, jeśli wykorzystamy kilka okazji, które na pewno sobie stworzymy, możemy ich pokonać.
– W czterech ostatnich spotkaniach graliśmy zdecydowanie lepiej, strzelaliśmy bramki i pokazaliśmy więcej serca do gry. Zaczynając mecz z Middlesbrough byliśmy pod presją, ale wygraliśmy i awansowaliśmy w tabeli o dwie pozycje. To bardzo dobrze wpływa na naszą pewność siebie
Liverpool, wraz z literującym Manchesterem United, jest w tym sezonie na własnym stadionie niepokonany. Nie oznacza to jednak pewnych punktów dla The Reds. Zawodnicy Beniteza aż pięć z jedenastu spotkań na Anfield zaledwie zremisowali. Bezsprzecznie możemy jednak oczekiwać wielkich emocji, tym bardziej, że jedyny bezbramkowy remis pomiędzy tymi zespołami padł w Liverpoolu w 1971 roku. Od czasu powstania Premier League, The Reds, w trzydziestu trzech spotkaniach, odnieśli 12 zwycięstw i zanotowali 14 porażek. Jeśli Liverpool wygra w niedzielę z ekipą The Blues, będzie to ich 200. zwycięstwo na własnym stadionie w Premiership. Zarówno Benitez, jak i Scolari będą mieli do dyspozycji raczej wszystkich graczy. Niepewne są jedynie występy Ricardo Carvalho i Salomona Kalou w Chelsea, którzy mają drobne problemy zdrowotne. Mecz poprowadzi Mike Riley, który już dwukrotnie w tym sezonie sędziował spotkania obu drużyn.
Przedsmakiem wielkich emocji na Anfield, będzie sobotnie spotkanie Manchesteru United z Evertonem na Old Trafford. Obie jedenastki spisują się ostatnio wyśmienicie. Duże brawa należą się szczególnie ekipie Davida Moyesa. The Toffees, pomimo olbrzymich problemów kadrowych, są niepokonani w lidze od 7 grudnia 2008 roku. Przypomnijmy, że Everton od dłuższego czasu musi sobie radzić bez swoich czołowych napastników, a mimo to w siedmiu kolejnych spotkaniach nikt nie znalazł sposobu na ekipę z Goodison Park. W miejsce kontuzjowanych Yakubu, Vaughana, Sahy i Anichebe, szkocki manager Evertonu ustawia Tima Cahilla. Australijski pomocnik w roli napastnika spisuje się wyśmienicie. Jego bramki w meczach z Manchesterem City, Middlesbrough, Liverpoolem i Arsenalem dały wiele ważnych punktów drużynie Moyesa. Świetnie spisuje się także obrona Evertonu. We wspomnianych siedmiu spotkaniach piłkarze z Goodison Park stracili zaledwie dwie bramki. Mimo tego zawodnicy The Toffees będą musieli wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności, bo to co wyczynia ostatnio ekipa Fergusona, przechodzi wszelkie pojęcie.
United ostatni mecz przegrali 8 listopada 2008 z Arsenalem na Emirates. Od tamtego czasu Czerwone Diabły wygrały dziewięć razy w jedenastu spotkaniach, w łącznym stosunku bramkowym 19:0! W ostatnim meczu z West Bromwich, Edwin Van der Sar pobił rekord Premier League należący do Petra Cecha z Chelsea, nie wpuszczając bramki przez kolejne 1032 minuty. Van der Sar może jeszcze pobić dwa rekordy: ligi angielskiej, ustanowiony przez Steve’a Deatha z Reading, który między marcem a sierpniem 1979 r. nie puścił gola przez 1103 minuty, i rekord Wielkiej Brytanii, należący do Chrisa Woodsa z Glasgow Rangers, który nie puścił gola między listopadem 1986 r. a styczniem 1987 r. przez 1196 minut. Pierwszy z nich może być udziałem Holendra, jeśli do 72. minuty sobotniego spotkania z Evertonem Van der Sar zachowa czyste konto. Będzie mu o tyle trudniej, że w defensywie United nadal nie zagra francuz Patrice Evra. Dodatkowo pod znakiem zapytania staje występ Nemanji Vidica, który doznał stłuczenia podczas czwartkowego treningu. Lekkie treningi po swoich urazach rozpoczęli już Nani i Wayne Rooney, jednak na sto procent nie będą gotowi na sobotnie spotkanie. Listę nieobecności zamyka Owen Hargreaves, który nie wystąpi raczej do końca sezonu. W Evertonie tradycyjnie zabraknie wspomnianych wyżej napastników, jednak dla kibiców The Toffees najważniejszą informacją jest obecność w kadrze Tima Cahilla, który z powodu kontuzji musiał opuścić boisko w meczu z Arsenalem. David Moyes potwierdził dziś, że pomocnik wystąpi na Old Trafford.
Kibice na Emirates powinni być świadkami pasjonujących derbów Londynu. Wszystko to za sprawą formy West Hamu, który od pięciu spotkań jest niepokonany w lidze. Podopieczni Gianfranco Zoli zremisowali tylko w meczu z Newcastle, natomiast Portsmouth, Stoke, Fulham i Hull musiały już uznać wyższość ekipy z Boleyn Ground. Taka postawa popularnych Młotów zaowocowała awansem na siódmą pozycję w tabeli i ucieczką ze strefy zespołów bezpośrednio zagrożonych spadkiem. Mimo wszystko wydaje się, że pewnym faworytem sobotniego spotkania będą gospodarze. Podopieczni Wengera stracili w zeszłej kolejce dwa cenne punkty na Goodison Park i tracą już pięć oczek do czwartej Aston Villi. Inne rozwiązanie, niż zwycięstwo Arsenalu w derbach, będzie dużą niespodzianką. Przypomnijmy, że w pierwszym meczu tego sezonu, Kanonierzy wygrali gładko 2:0 po golu Adebayora i samobójczym trafieniu Fauberta.
Sezon 2008/2009 cechuje zarówno niezwykle zacięta walka o mistrzostwo, jak i równie pasjonująca batalia o utrzymanie się w lidze. Dziesiąty w tabeli Hull City ma zaledwie sześć punktów przewagi nad strefa spadkową. W 24. kolejce dojdzie do trzech pojedynków „o sześć punktów”. Bezpośrednie mecze rozegrają sąsiadujący ze sobą Bolton z Tottenhamem, Middlesbrough z Blackburn oraz Fulham z Portsmouth. Poza ekipą Rovers, która od czasu przyjścia do klubu managera Sama Allardyce’a nie przegrała ani jednego spotkania, pozostali grają kompletnie w kratkę, nie potrafiąc ustabilizować formy. Ciężko więc wytypować faworytów powyższych meczy. Wiadomo, że największym rozczarowaniem jest postawa stołecznego Tottenhamu, więc wydaje się, iż to zespół Harry’ego Redknappa zrobi dostatecznie dużo, aby wygrać na Reebok Stadium. Popularne Koguty mają duży atut w postaci odkupionego z Portsmouth Jermaine’a Defoe. Anglik jest ostatnio w wyśmienitej formie, więc obrońcy Boltonu muszą zwrócić na niego szczególną uwagę. Polscy kibice nie powinni mieć złudzeń co do występu w barwach The Trotters Euzebiusza Smolarka. Sytuacja naszego reprezentacyjnego napastnika w drużynie Garego Megsona jest fatalna. Manager Boltonu kompletnie nie ufa Polakowi i nie wystawia go do składu nawet wtedy, gdy kontuzjowani są czołowi gracze ekipy z Reebok Stadium. Nie wydaje się, aby w spotkaniu z Tottenhamem coś w tej sprawie uległo zmianie.
Poniżej komplet spotkań 24. kolejki Premiership:
Stoke City – Manchester City Arsenal – West Ham United Aston Villa – Wigan Athletic Bolton – Tottenham Fulham – Portsmouth Hull City – West Bromwich Albion Middlesbrough – Blackburn Rovers Manchester United – Everton Newcastle United – Sunderland Liverpool – Chelsea