Hit 33. kolejki angielskiej Premiership nie zawiódł kibiców piłki nożnej. Widzowie zgromadzeni na Anfield Road zobaczyli świetne widowisko. Liverpoolowi udało się zremisować z Arsenalem 4:4. Prawdziwym bohaterem spotkania okazał się Andriej Arszawin, który strzelił wszystkie cztery bramki dla Arsenalu.
Do spotkania z Liverpoolem „Kanonierzy” przystąpili po trzech dniach od przegranego i ciężkiego meczu o finał Pucharu Anglii z Chelsea Londyn. Ponadto ze składu wypadli kolejni kluczowi zawodnicy – najlepszy strzelec drużyny Emmanuel Adebayor i Robin van Persie, prócz nich urazy leczą czołowi defensorzy Willliam Gallas i Gael Clichy. Łukasz Fabiański miał okazję zrehabilitować się za błędy popełnione w meczu przeciwko „The Blues”. „The Reds” mieli natomiast tydzień przerwy i sporo czasu by dobrze przygotować się do tego ważnego spotkania. Jednak wciąż w ich składzie brakuje kontuzjowanego kapitana i lidera drużyny Stevena Gerrarda. W ostatnich trzech meczach między obiema drużynami padał remis 1:1.
Od pierwszych minut mocno zaatakowali gospodarze, już w dziewiątej minucie spotkania umiejętności polskiego bramkarza, strzegącego bramki gości, sprawdził Yossi Benayoun, jednak w sytuacji sam na sam Polak okazał się lepszy od Izraelczyka. Fabiański grał bardzo pewnie i popisał się kilkoma świetnymi interwencjami po strzałach Fernando Torresa i wspomnianego już wcześniej Benayouna. Mimo bardzo dużej przewagi podopiecznych Beniteza, to piłkarze Wengera pierwsi strzelili bramkę. Samir Nasr wykorzystał błąd Mascherano i sprytnie zagrał do Fabregasa, ten odegrał do Arszawina, który mocnym strzałem odbitym jeszcze od poprzeczki zapewnił Arsenalowi prowadzenie. Pierwsza połowa pokazała kibicom, że czeka ich bardzo emocjonujące widowisko.
Rafael Benitez musiał poważnie wstrząsnąć swoimi piłkarzami w szatni i w drugiej połowie zobaczyliśmy zupełnie inny zespół niż w pierwszej. Już w 49. minucie Fernando Torres strzałem głową wyrównał stan meczu na 1:1, wykorzystując dośrodkowanie Kuyta. Zaledwie siedem minut później kibice gości cieszyli się z prowadzenia, po kolejnym dośrodkowaniu holenderskiego pomocnika Yossi Benayoun strzałem głową wreszcie pokonał Łukasza Fabiańskiego, który rozpaczliwie próbował wybić piłkę zza linii bramkowej. Spotkanie coraz bardziej nabierało tempa. W 67. minucie Arszawin w dziecinny sposób odebrał piłkę Arbeoli i pięknym uderzeniem zewnętrzną częścią stopy dał wyrównanie swojemu zespołowi. Zaledwie trzy minuty później ten sam zawodnik wykorzystał błąd Fabio Aureli i wyprowadził „Kanonierów” na prowadzanie, zdobywając hattricka. W 73. minucie Fernando Torres silnym strzałem, który otarł się jeszcze o rękawice Fabiańskiego, dał remis „The Reds” 3:3. W ciągu sześciu minut padły aż trzy bramki. Spotkanie robiło się coraz ciekawsze, akcje przenosiły się z jednej bramki pod drugą, ale większą przewagę mieli piłkarze Beniteza, będąc częściej w posiadaniu piłki od rywala i stwarzając więcej groźnych sytuacji. I po raz kolejny, mimo przewagi „The Reds”, to Arsenal w 90. minucie zdobył bramkę na 3:4. Theo Walcott świetnie wyprowadził kontratak, podał do niepilnowanego Arszawina, który technicznym strzałem z lewej nogi po raz czwarty pokonał Pepę Reinę. Howard Webb doliczył wówczas aż 5 minut do końca drugiej połowy, Liverpool wykorzystał ten czas i w 93. minucie Yossi Benaoyoun uratował „The Reds” remis. Absolutnym bohaterem spotkania okazał się Andriej Arszawin, który zdobył wszystkie bramki dla „Kanonierów”. Łukasz Fabiański w pełni zrehabilitował się za błędy podczas meczu z Chelsea Londyn. Nie miał szans przy bramkach gospodarzy i wiele razy ratował swój zespół przed utratą gola, świetnie broniąc groźne strzały Torresa i Benayouna.










