Kolejny sezon na Stamford Bridge zainaugurowały drużyny Chelsea Londyn i Hull City. Na pozostałych stadionach grały także inne zespoły. Pierwsza piłkarska sobota w tym sezonie w Premier League przysporzyła fanom wiele emocji.
Mecz Chelsea Londyn z Hull City poprzedziła minuta ciszy, piłkarze oddali tym samym hołd zmarłemu niedawno Sir Bobby’emu Robsonowi. Chelsea pod wodzą nowego trenera, Carlo Ancellottiego, rozpoczęła mecz bardzo zdecydowanie, dążąc do objęcia prowadzenia od pierwszych sekund. Już w drugiej minucie, po świetnym dośrodkowaniu Essiena z prawej strony, do siatki z kilku metrów nie trafił Didier Drogba. Piłkarze Hull otrzymali sygnał, że nie będzie łatwo zachować w tym meczu czystego konta. Chelsea nie przegrała meczu otwarcia od siedmiu lat, ponadto Hull na Stamford Bridge nie wygrało jeszcze ani razu. Trudno więc było oczekiwać, że to właśnie ten zespół przerwie świetną passę „The Blues”. Gospodarze atakowali coraz śmielej na bramkę Myhilla. W 15. minucie piłka po strzale Johna Terry’ego poszybowała kilka centymetrów nad bramką Hull. Coraz bardziej pachniało bramką dla Chelsea. Gdyby londyńczycy byli nieco skuteczniejsi po dwudziestu minutach powinni prowadzić przynajmniej dwiema bramkami.

Na połowie gospodarzy najczęściej spośród „Tygrysów” przebywał George Boateng, który od czasu do czasu oddawał groźne strzały w kierunku bramki Petra Cecha. Wszystko wskazywało na to, że lada chwila Chelsea wyjdzie na prowadzenie, jednak stało się odwrotnie. Andy Dawson zagrał długą piłkę z lewej strony boiska w pole karne gospodarzy. Tam nastąpiło wielkie zamieszanie, z kilkunastu metrów strzelał George Boateng, piłka odbiła się od obrońcy, a przy dobitce Stephena Hunta Petr Cech nie miał żadnych szans. Hunt zdobył swoją pierwszą bramkę dla Hull. Rozdrażniona drużyna „The Blues” znów szaleńczo atakowała bramkę przyjezdnych. Bardzo aktywny był Didier Drogba, który za wszelką cenę chciał naprawić swój błąd z początku meczu. Udało mu się to w 37. minucie. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej doprowadził do wyrównania po strzale z rzutu wolnego z ponad dwudziestu metrów. Trafił przy lewym słupku bramki Myhilla, trudno za utratę tego gola winić bramkarza gości – strzał był mocny i dokładny. Ostatni kwadrans pierwszej połowy to ciągłe ataki podrażnionej ekipy Chelsea. Rezultat do przerwy jednak nie zmienił się.
Druga połowa zaczęła się podobnie jak pierwsza. Podopieczni Ancellottiego zamknęli gości w ich polu karnym i ostrzeliwali bramkę Boaza Myhilla. Golkiper przyjezdnych bronił doskonale. W pewnym momencie w ciągu kilkunastu sekund zatrzymał aż cztery strzały nieskutecznych do bólu piłkarzy Chelsea. Dobrze radzili sobie również obrońcy gości. Andy Dawson w 53. minucie w ostatniej chwili wślizgiem w polu karnym wybił piłkę spod nóg Nicolasa Anelki. Francuz domagał się rzutu karnego, ale o „jedenastce” nie mogło być mowy – interwencja Dawsona była czysta.










